Translate

sobota, 26 stycznia 2013

Czternasty."Czy ktoś widzi mnie? Tu jestem, na dnie."

-Jak się czujesz?- spytał Louis wchodząc do sali. Przełożył gorący kubek z kawą do drugiej dłoni po czym szybko przycisnął kciuk i palec wskazujący do płatka ucha, wydobywając przy tym cichy syk.
-Już lepiej.- odpowiedziała Ashley unosząc lekko kąciki ust do góry. Obróciła się na lewy bok żeby mieć lepszy widok na przyjaciela i szczelniej okryła się kołdrą, ponieważ lekki wietrzyk wpadający przez niedawno uchylone okno, zdążył sprawić, że na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.- Kiedy przyjdzie Lily?
-A co, już masz mnie dość?
-Nie, po prostu miała przynieść mi laptopa.- zaśmiała się dziewczyna poprawiając włosy opadające na jej twarz.
-No tak, teraz bez komputera i kontaktu ze światem nie ma życia, nie?
-Coś w tym stylu, Lou.
*****
Lily właśnie otwarła tusz z zamiarem wymalowania swoich rzęs, gdy ktoś zapukał do drzwi. Niechętnie wyszła z łazienki, zrobiła kilka kroków, po czym nacisnęła na klamkę uprzednio przekręcając klucz. 
-Gotowa?- spytał Niall opierając dłoń na framudze. 
-Jeszcze nie, wejdź.- odpowiedziała szatynka uchylając szerzej drzwi. Wróciła do łazienki z zamiarem skończenia przerwanej wcześniej czynności, a chłopak niepewnie wszedł do pokoju. 
Jego wzrok od razu powędrował do ogromnego łóżka umieszczonego pod ścianą, na której przyklejonych było mnóstwo zdjęć. Na podłodze leżało kilka pustych puszek po piwie i jakichś gazowanych napojach. Blondyn podszedł bliżej chcąc dokładniej obejrzeć fotografie, jednak jego wzrok przykuła czarna ramka postawiona na szafce nocnej. Delikatnie wziął ją do ręki spoglądając na uśmiechającą się parę. Od razu poznał Lily, która przytulała się do stojącego obok niej chłopaka, jednak on nadal pozostawał dla niego nieznajomym.
-To James.- doszedł do jego uszu cichy szept. Gwałtownie obrócił się w stronę dziewczyny posyłając jej przepraszające spojrzenie.
-Nie powinienem tego ruszać, t-to się więcej nie...
-Nic się nie dzieje, Niall.- odpowiedziała szybko szatynka delikatnie się uśmiechając. Wyciągnęła z jego dłoni ramkę, po czym odłożyła ją na miejsce.  
-Wiesz, ładny masz pokój, tylko...
-Tylko co?
-Strasznie śmierdzi tu fajkami.- odparł Irlandczyk z widocznym grymasem na twarzy. Ostentacyjnie przytknął nos dwoma palcami po czym, widząc, że dziewczyna chce go uderzyć, wybiegł z pokoju i w ekspresowym tempie zbiegł po schodach. Liliane pobiegła za nim śmiejąc się wniebogłosy i już zeskakiwała z ostatniego schodka, gdy nagle drzwi wejściowe zamknęły się z trzaskiem i do przedpokoju wkroczyła Vicky.
-Co ty tutaj robisz, mamo?- spytała zszokowana Lily wpatrując się w matkę. 
-Co ja tutaj robię?- wykrzyknęła zdenerwowana kobieta rzucając walizkę na podłogę.- Moja córka leży w szpitalu, a ty się mnie jeszcze pytasz co ja tu robię. 
-Skąd o tym wiesz?- zapytała szatynka nawet nie zwracając uwagi na chłopców, którzy w momencie pojawili się w pomieszczeniu. 
-Liam do mnie dzwonił, więc od razu skontaktowałam się ze znajomym, który pracuje na tym oddziale gdzie leży Ash i teraz wiem dosłownie wszystko. 
-Liam?!- krzyknęła Lily patrząc z wyrzutem na przyjaciela. 
-Myślałem, że Vicky o wszystkim wie. Nie chciałem żeby tak wyszło...- zaczął chłopak.
-Nie tłumacz się. Bardzo dobrze zrobiłeś. A co do ciebie Lily, to zawiodłam się. I to bardzo. 
-Zawiodłaś się? Na mnie?! 
-A niby na kim. Zostawiłam z tobą Ashley mając nadzieję, że dobrze się nią zaopiekujesz, a ty...
-No tak, jak zawsze wszystko na mnie. Przecież to ja jestem jej matką i to ja powinnam się nią zajmować. Nie ważne, że mam tylko 19 lat.
-Zawsze starałam się dać wam wszystko czego potrzebujecie, więc myślałam, że...
-To źle myślałaś, mamo. Nigdy cię przy mnie nie było. Straciłam najbliższą memu sercu osobę i potrzebowałam wsparcia, porady, czegokolwiek, ale nie, przecież ty wolałaś gotować dla jakichś pieprzonych chińczyków! 
-Jaką osobę? O czym ty mówisz kochanie?- zapytała zaskoczona Vicky szeroko otwierając oczy.
-Zostałam sama ze swoimi problemami- kontynuowała Lily nie zwracając uwagi na komentarz matki.- i nikt nie pomógł mi ich rozwiązać. Uczyłam się na własnych błędach i dalej to robię, ale przecież jestem okropną córką, która nie umie zająć się własną siostrą.
-Przecież mogłaś mi o wszystkim powiedzieć. Wystarczyło zadzwonić, przyjechałabym do ciebie nawet z drugiego końca świata...
-Przepraszam, że nie jestem tak idealna jak ty, mamo.- przerwała jej Liliane podnosząc z podłogi, przygotowaną wcześniej, torbę. Zwinęła z szafki kluczyki i wymijając matkę wyszła z domu, nawet nie oglądając się za siebie.
Szybkim ruchem ręki otwarła drzwi czarnego samochodu i wskoczyła na miejsce kierowcy. Torbę rzuciła na tylne siedzenie po czym przekręciła kluczyk tym samym odpalając silnik. Już miała zamiar wyjechać na ulicę, gdy w lusterku zauważyła, że ktoś biegnie za autem. Gwałtownie nacisnęła na hamulec w efekcie czego mocno nią wstrząsnęło. Po chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł Niall. 
-Dzięki, że poczekałaś.- burknął zapinając pas.  
-Trzeba było się kurwa ruszyć.- odrzekła Lily odpalając papierosa. 
-Nie musisz się na mnie wyżywać, wiesz? Nic ci nie zrobiłem.- wyszeptał blondyn odwracając się w stronę okna. Przez parę minut panowała cisza, jedynie delikatne dźwięki muzyki wydobywały się z radia. W końcu Liliane zdecydowała się ją przerwać. 
-Przepraszam, Niall. Po prostu nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Ogarnia mnie taka niewyobrażalna złość, której muszę się pozbyć. Przykro mi, że trafiło akurat na ciebie. 
***** 
-Śpi?- zapytał szeptem Irlandczyk, podchodząc powoli do łóżka. 
-Tak, przed chwilą zasnęła.
-Jedź do domu i prześpij się. Jeśli mam być szczera to okropnie wyglądasz.- oznajmiła Lily z widocznym współczuciem wypisanym na twarzy. Wsunęła torbę, którą przywiozła Ashley, pod łóżko i zajęła miejsce na kanapie.-Chcesz kluczyki do auta?- spytała, widząc, że Louis zaczyna się powoli ubierać.
-Nie, zamówię taksówkę. Za jakieś pół godziny powinien przyjść lekarz, więc niech chociaż jedno z was siedzi w sali. Trzymajcie się.- odpowiedział kierując się w stronę drzwi.
***** 
-Był u ciebie Harry?- spytała Liliane odprowadzając wzrokiem Nialla, który właśnie wyszedł z sali z zamiarem udania się do bufetu. 
-Nie.- odpowiedziała Ash spuszczając wzrok.
-Pieprzony tchórz.- odburknęła szatynka podnosząc się z krzesła. Podeszła do okna i spojrzała na parking gdzie właśnie przyjechała karetka przywożąc ze sobą jakiegoś mężczyznę.
-Jak to tchórz? Co się stało?
-Nic, po prostu dałam Ninie w pysk i powiedziałam tej słodkiej parce co o nich sądzę. 
-Przecież obiecałaś mi, że o niczym im nie powiesz!
-I dotrzymałam słowa. Wszyscy myślą że masz anemię i niech tak pozostanie. 
-Niepotrzebnie z nią rozmawiałaś. 
-A co innego miałam zrobić? Przyszła tutaj i zaczęła strugać wielką panią, więc dostała za swoje. A to, że twój chłoptaś chciał ją bronić to już nie moja wina. 
-On nie jest moim chłopakiem.
-Źle zrobiłaś, że się w nim zakochałaś, Ash. Jest tyle chłopaków, a ty wybrałaś sobie akurat sławnego Harry'ego Stylesa, który ma cię w dupie. 
-Jak możesz? Wspierałam cię jak tylko mogłam, gdy tego potrzebowałaś, a ty mnie teraz jeszcze dobijasz.
-O matko, nie chciałam żeby tak to zabrzmiało.-wyszeptała Lily odwracając się w stronę siostry.
-Wyjdź.
-Ashley, to nie tak...
-Po prostu wyjdź.- powtórzyła Ashley ledwo powstrzymując łzy napływające do jej oczu.
-Ja... p-przepraszam.- odpowiedziała Liliane wybiegając z sali. 
-Ej, co jest?- spytał zdziwiony Liam mijając dziewczynę w drzwiach. Szatynka nawet nie zwróciła na niego uwagi, szła prosto przed siebie spuszczając wzrok na swoje stopy. Nagle natrafiła na jakąś przeszkodę i upadłaby, gdyby nie silny chłopak, który ją podtrzymał. Podniosły oczy i ujrzała Zayna wpatrującego się w nią z niemałym zaskoczeniem. Niewiele myśląc objęła go w pasie i mocno się do niego przytuliła. Poczuła zapach papierosa, którego zapewne niedawno skończył palić i te szczególne perfumy. Łącząc się ze sobą stworzyły mieszankę wybuchową wywołując u niej lekki wstrząs, łzy same zaczęły spływać po jej policzkach, a ona wreszcie poczuła zapach, za którym tak bardzo tęskniła. Zapach miłości. 
********** 
Wiem, że rozdział powinien pojawić się już dawno temu, ale jakoś nie mogłam się zebrać żeby go napisać. Z góry przepraszam za błędy i za zadziwiającą krótkość tego rozdziału. Uznałam, że lepiej napisać mniej i coś dodać niż zostawić was bez niczego. Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następna cześć. Poza tym chciałabym powiedzieć, że zostało nam kilka rozdziałów + epilog, który zakończy to opowiadanie (mam nadzieję, że dotrwam to tego momentu).Ogólnie to kończą mi się ferie i jestem zrozpaczona, co u was miśki? 
PRZYPOMINAM O CHARACTER ASKS 
NIE DODAM KOLEJNEGO ROZDZIAŁU BEZ PRZYNAJMNIEJ 25 KOMENTARZY X

niedziela, 6 stycznia 2013

Trzynasty. "Perspektywa śmierci to bardzo silna motywacja."

-Co z Ashley?-spytała Lily łapczywie biorąc oddech. Pochyliła się kładąc dłonie na kolanach i patrzyła na chłopców z uniesioną głową.
-Nie wiemy. Musisz porozmawiać z lekarzem.- odpowiedział Niall, który na widok przyjaciół podniósł się z krzesła.
-Gdzie jest jego gabinet?
-Drugi pokój na lewo. Iść z tobą?
-Nie trzeba. Dam sobie radę.- odrzekła szatynka wygładzając dłonią pomiętą koszulkę. Poprawiła włosy i już po chwili stała przed białymi drzwiami. Zapukała dwa razy po czym nacisnęła na klamkę lekko je popychając. Na środku stało dosyć duże, zagracone różnymi papierami, biurko. Siedział za nim mężczyzna w średnim wieku, który właśnie rozmawiał przez telefon. Lily chciała się wycofać, jednak lekarz wskazał głową na krzesło, tym samym zachęcając ją do zajęcia miejsca. Nie pasowało wyjść w takim momencie, więc dziewczyna delikatnie opadła na siedzenie. Oparcie wbijało się jej do pleców, a ona niespokojnie siedziała wyginając palce ze zdenerwowania.
-Słucham.- rzekł lekarz odkładając telefon.
-Chodzi o moją siostrę, Ashley.
-Ashley, Ashley.- mruczał pod nosem mężczyzna przewalając plik kartotek. W ciągu wyciągnął jedną z nich i powiedział:
-Ashley Hemsworth, tak? Ci chłopcy, którzy od dobrych kilku godzin siedzą na korytarzu, wezwali nas w nocy. Niestety nie mam dla pani dobrej wiadomości.
-Wystarczy Lily.- odpowiedziała szybko Liliane czując jeszcze większy stres.
-A więc dobrze. Twoja siostra ma anoreksję.
-Ale jak to anoreksję?- spytała szatynka czując słone łzy napływające do jej oczu.
-Na razie jest to początkowe stadium jednak to nie wyklucza faktu, że Ashley potrzebuje natychmiastowej pomocy. Musi z tego wyjść, zanim choroba jeszcze bardziej się rozwinie.
-Jak ja mogłam tego nie zauważyć.- wyszeptała Lily przeczesując włosy. Tępo wpatrywała się w podłogę próbując powstrzymać drżenie dłoni.
-To nie twoja wina. Dużo dziewczyn w takim wieku zapada w tą chorobę. Chcą się odchudzać i zamiast robić to z umiarem ograniczają jedzenie do minimum i męczą swoje młode organizmy jakimiś dziwnymi ćwiczeniami.
-W jaki sposób mogę jej pomóc?
-Przede wszystkim musisz poświęcać jej dużo uwagi. Za kilka dni będzie mogła wrócić do domu. Ustalimy jej dietę, której musi się trzymać. Twoim zadaniem będzie przypilnowanie jej.
-A klinika? Może powinnam wysłać ją w takie miejsce. Sama już nie wiem.
-To jak na razie nie jest potrzebne. Prawda jest taka, że wyszłaby stamtąd w jeszcze gorszym stanie niż przyszła.
-Mogę ją zobaczyć?- zapytała Lily podnosząc się z krzesła.
-Tak, jednak sądzę, że twoi przyjaciele też mają na to ochotę, więc proszę pojedynczo, dobrze? Nie powinniśmy ją zbytnio stresować.
***** 
-Wiesz już coś?- spytał Liam widząc szatynkę wychodzącą z pokoju.
-Powiedzmy. Muszę najpierw zobaczyć się z Ashley. Potem wam wszystko opowiem.- odpowiedziała Lily kierując się w stronę drzwi z namalowaną siódemką na górze. Wzięła głęboki wdech po czym otworzyła je wchodząc do środka. Znalazła się w średniej wielkości sali, która natychmiast przyprawiła ją o dreszcze. Nigdy nie lubiła takich miejsc. Wszędzie było biało i nieskazitelnie czysto a w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach środków czyszczących. W pomieszczeniu znajdowały się dwa łóżka. Na jednym z nich spała Ashley. Delikatne promienie słoneczne opadały na jej bladą twarz. Lily powoli ruszyła w jej stronę po czym usiadła na krześle stojącym pod oknem. Dopiero teraz, wśród tej białej pościeli, zauważyła jak jej siostra jest mała i krucha. Kości policzkowe i obojczyki uwydatniły się. Podsumowując, sama skóra i kości. Liliane nie mogła już powstrzymać łez, więc pozwoliła im spłynąć po swoich policzkach. Obwiniała siebie za to co się stało. Obiecała matce, że się nią zaopiekuję i zawiodła ją. Jej przemyślenia przerwała Ashley, która zaczęła się przebudzać. Po chwili otwarła oczy i podnosząc się ze zdziwieniem spojrzała na swoją siostrę, która szybko otarła swoje mokre policzki.
-Co ty tu robisz?
-Wiem już wszystko, Ash. Dlaczego sobie to robisz?
-Ja...- zaczęła Ashley spuszczając wzrok na swoje dłonie.
-No co, możesz mi to wszystko wytłumaczyć? Jesteś piękną młodą dziewczyną, a takim zachowaniem tylko niszczysz swój organizm.
-Zakochałam się, Lily.
-W kim?
-W Harrym.
-I dlatego się odchudzasz?- spytała zaskoczona Liliane szeroko otwierając oczy.
-W pewnym sensie. Kiedyś przyszła do mnie Nina, musiała wiedzieć, że on mi się podoba, bo powiedziała, że może gdybym była chudsza to Harry prędzej zwróciłby na mnie uwagę, a tak to mogę sobie tylko pomarzyć.- odrzekła Ashley na końcu wybuchając płaczem. Lily szybko wstała z krzesła, położyła się obok niej i mocno ją do siebie przytuliła.
-Niepotrzebnie jej słuchałaś. Mogłaś od razu wszystko mi powiedzieć, a już nigdy nie zobaczyłabyś jej na oczy.- wyszeptała Liliane lekko głaszcząc ją po głowie. Gdyby ktoś wszedł wtedy do pokoju, mógłby pomyśleć, że znajdują się w nim dwie niedorozwinięte dziewczyny, które ryczą wtulając się w siebie. Jednak im to nie przeszkadzało. Nie krępowały się, wręcz przeciwnie, dawno nie czuły tak głębokiej więzi między sobą.
-Możesz mi coś obiecać?
-Co takiego?
-Nie mów nikomu o mojej chorobie i nie rób nic Ninie. Po prostu zostaw ją w spokoju.
-Dobrze wiesz, że...
-Proszę cię, Lily. Chcę o niej zapomnieć.
-No dobrze.
Przez następne kilkanaście minut Ashley stopniowo się uspakajała po czym w końcu usnęła osuwając się na poduszkę. Lily, nie chcąc jej obudzić, delikatnie zsunęła się z łóżka. Szczelnie okryła ją kołdrą i po przejrzeniu się w lustrze, wyszła z pokoju. Ku jej zdziwieniu na korytarzu stała, śmiejąc się w najlepsze, Nina. Momentalnie oblała ją fala złości. Podeszła do niej nawet nie próbując się opanować.
-Co ty tu robisz?!
-Przyszłam do naszej ofiary.- odparła ze słyszalną pogardą w głosie, Nina. Cwaniacko się uśmiechnęła, jednak ta mina momentalnie zamieniła się w grymas, gdy tylko poczuła na sobie dłoń Liliane.
-Nigdy więcej tak nie mów.-odrzekła ze złością Lily, robiąc po każdym wyrazie dłuższą przerwę.- Wypierzaj stąd i już nigdy nie wchodź mi w drogę.
-Ej, spokojnie.- wtrącił się Styles stając pomiędzy dziewczynami. Chłopcy szybko odciągnęli szatynkę na bok, a Harry próbował zasłonić swoim ciałem Ninę, jednak dziewczyna obróciła się na pięcie i spuszczając głowę ruszyła w stronę windy.
-Co ci strzeliło do głowy?!
-Mam swoje powody, a teraz wypierdalaj razem ze swoją cudowną dziewczyną i nie pokazuj mi się na oczy.
Chłopak niepewnie spojrzał na przyjaciół jednak oni tylko kiwnęli głowami w potwierdzeniu, więc pobiegł za Niną nawet nie zaszczycając szatynki spojrzeniem. Zdenerwowana Lily opadła na siedzenie, po czym kładąc łokcie na kolanach schowała twarz w dłoniach. Już po raz drugi tego dnia łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Była zdenerwowana, wyczerpana i nie wiedziała co robić.
-Ej mała, nie płacz.- wyszeptał do jej ucha Niall. Objął jej wątłe ciało ramieniem i przyciągnął ją do siebie.
*****
-Nina, czekaj!- zawołał Harry wybiegając za dziewczyną z budynku.- Możesz mi to wszystko wytłumaczyć? Dlaczego Lily cię uderzyła?
-Nie wiem.- odpowiedziała brunetka próbując wymusić sztuczny płacz.- To pewnie dlatego, że ostatnio nie dogaduję się z Ashley, ale przecież ja jej nic nie zrobiłam! To nie moja wina, że leży teraz w szpitalu.
-Pewnie, że nie twoja głuptasie.- odrzekł chłopak przyciągając ją do siebie. Delikatnie chwycił palcami jej brodę obracając głowę w lewą stronę.- Trzeba przyłożyć lód, żeby spowolnić powstawanie siniaka.
-Harry?
-Tak?
-Nie zostawisz mnie, prawda?
-Pewnie, że nie. Czemu tak myślisz?
-Cokolwiek by się stało?
-Cokolwiek by się stało, kochanie.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.- odpowiedział chłopak łącząc ich usta w delikatnym pocałunku.
*****
-Tak po prostu zemdlała?- spytała zaskoczona Liliane.
-Poszła do kuchni po herbatę, a gdy wracała nagle upadła na podłogę. Nie mogliśmy jej obudzić, więc zadzwoniliśmy po karetkę.- odpowiedział Liam.- Możesz nam wreszcie powiedzieć co jej jest?
-Nic takiego. To tylko anemia.-skłamała gładko Lily.- Za kilka dni wypiszą ją do domu.
~
-My będziemy się już zbierać.- oznajmił Irlandczyk podnosząc się z krzesła.
-Ej nooo, nie idźcie jeszcze.- zaprotestowała Ashley.
-Na pewno jesteś zmęczona. Poza tym dochodzi dziewiąta i jeśli zobaczy nas pielęgniarka to dostaniemy niezły ochrzan.
-Ja zostaję tutaj na noc.
-Nawet się nie wygłupiaj,Lily.-odpowiedział szybko Zayn.- Masz za sobą nieprzespaną noc. Musisz odpocząć, a krótkie drzemki na ten niewygodnej kanapie na pewno ci nie pomogą.
-Przecież ktoś musi ją przypilnować.
-Nie potrzebuję niańki.- oburzyła się Ashley.
-Ty nie masz tutaj nic do gadania. Ja mogę zostać.- oznajmił Lou spoglądając z nadzieją na bruneta.
-Louis zaopiekuje Ash, a my przyjedziemy tutaj z samego rana. Pasuje?- spytał Zayn patrząc na Lily. Dziewczyna w głębi serca przyznała chłopcom rację. Była wyczerpana, jednak nie chciała zostawiać Ashley samej. W końcu przemówił przez nią rozsądek, a zmęczenie wzięło górę, więc zgodziła się i już po chwili stała w windzie zjeżdżającej na podziemny parking.
**********
Zaskoczeni? Przepraszam za beznadziejność tego rozdziału. W głowie wymyśliłam sobie trochę coś innego, ale ostatnio trudno mi cokolwiek przelewać na klawiaturę. Dziękuję za prawie 20 komentarzy pod ostatnim rozdziałem i mam nadzieję, że pod tym powtórzycie ten sukces. Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział. Pewnie jakoś w ferie, które zaczynają mi się 14 stycznia. Trzymajcie się miśki xx
PRZYPOMINAM O CHARACTER ASKS 
NIE DODAM KOLEJNEGO ROZDZIAŁU BEZ PRZYNAJMNIEJ 20 KOMENTARZY X


czwartek, 27 grudnia 2012

Dwunasty."I bądźmy tak radośnie, żałośnie niedorośli."

Dochodziła godzina 15, gdy ktoś zapukał do pokoju Lily. Skacowana szatynka, która obudziła się zaledwie kilka minut temu, nie miała zamiaru wstawać, jednak pukanie nasilało się, więc niechętnie opuściła łóżko i otworzyła drzwi.
-Uważaj na schody!- zachichotał Zayn w ostatniej chwili ratując Liliane przed upadkiem. Objął ją w pasie i chwiejnym krokiem ruszył w stronę wejścia do domu.
-Masz klucz?
-Ja?- spytał brunet wskazując palcem na siebie.-Nieee, to ty powinnaś go mieć!
-Niemożliwe.-odparła szatynka grzebiąc w torebce.-Ooo, jest!- wykrzyknęła wyciągając go z kieszonki.
-Przecież mówiłeeem. Wkładaj go.
-Ale gdzieee?
-No jak to gdzie? Do zamka!
Lily podeszła do drzwi i nachyliła się próbując włożyć klucz do dziurki. Po chwili coś kliknęło, a ona obróciła się w stronę bruneta. 
-Oops.
-Oops?
-Klucz się złamał.- odpowiedziała podnosząc resztę metalu na wysokość oczu. 
-Klucz się złamał.- powtórzył chłopak jakby nie dowierzając w te słowa. Oparł się o barierkę po czym wybuchnął śmiechem.
-Co jest?- wyszeptała próbując stłumić ziewnięcie dłonią.
-Mam do ciebie ogromną prośbę.- odpowiedział zdenerwowany brunet.
-Zamieniam się w słuch.
-Co teraz zrobimy?- spytał Zayn ocierając łzy rękawem od marynarki. 
-Przecież Liam powinien być w domu!-krzyknęła szatynka łapiąc się za głowę. 
-Liam misiaczku!-zawołał uderzając pięścią w drzwi.-Gdzie jesteeeeeś?! 

Dwa upadnięcia, kilka przekleństw i jeden rozwalony kwiatek później... 
-No nareszcie!-powiedziała Lily widząc otwierające się drzwi. 
-Liam, kochanie!-krzyknął brunet rzucając się na przyjaciela.-Nawet nie wiesz jak bardzo się za tobą stęskniłem!
-Jesteście kompletnie pijani.

-Chodzi o to, że moja siostra Waliyha, kończy dzisiaj 14 lat, a ja kompletnie zapomniałem o jej urodzinach. Nie mam prezentu, a ostatni pociąg odjeżdża za jakieś pół godziny, więc na niego nie zdążę.
-No i co w związku z tym?
-To chyba mój pokój, Zayn.- zaśmiała się Liliane próbując podtrzymać się ściany.
Chłopak stanął naprzeciw niej i powoli zlustrował ją wzrokiem. Spojrzał w jej zielone, błyszczące oczy zagryzając przy tym dolną wargę. W końcu mocno ją przytulił i wyszeptał.
-Miłych snów, Lily. 
-Zawieziesz mnie?
-Nie mam siły, a tym bardziej ochoty, Zayn.
-Błagam cię. Jak nie przyjadę to mama mnie zabije. Nie wspominając już o siostrze, która nigdy więcej się do mnie nie odezwie.
-A Louis, Harry? Nie tylko ja mam prawo jazdy.
-Wszyscy pojechali na zakupy i nie odbierają telefonów.
Liliane przez kilka sekund tępo wpatrywała się w pustą przestrzeń po czym powiedziała:
-Bądź za pięć minut przy aucie.
~
-Co może chcieć nastolatka na swoje 14 urodziny?-spytał Zayn wychodząc z samochodu.
-Mnie się pytasz?
-No tak. W końcu też kiedyś nią byłaś, nie?
-Kup jej komórkę.- odpowiedziała po chwili zastanowienia, Lily.
-Komórkę?
-Takie urządzenie z kilkoma przyciskami, dzięki któremu można rozmawiać z osobą, która jest oddalona od nas nawet na kilkaset kilometrów.
-Wiem co to jest.-prychnął chłopak przewracając oczami.-Jaki model?
-Kierujesz pytanie do nieodpowiedniej osoby, Zayn. To ty tu jesteś mężczyzną. Powinieneś znać się na takich rzeczach.
-Ale się nie znaaam.
-Wejdź do sklepu i zapytaj ekspedientkę o najnowszy model, który dostali. Niech ma dużo fajnych funkcji i łatwy dostęp do internetu.
-I tyle?
-Tak. A teraz pozwól, że się rozdzielimy. Wspominałeś, że masz jeszcze dwie siostry, więc im też musimy coś kupić. Spotkajmy się pod tą fontanną za - tutaj spojrzała na zegarek- pół godziny.
*****
-Czemu nic nie zamówiłaś?- spytał Harry mocząc frytkę w ketchupie.
-Nie jestem głodna, przecież niedawno jedliśmy śniadanie.
-To było jakieś pięć godzin temu. Poza tym jego też prawie nie tknęłaś. Chudniesz w oczach, Ash.
-Wydaję ci się. Ostatnio w ciągu dnia prawie nic nie jem, bo nie mam apetytu, ale za to w nocy wpieprzam wszystko co wpadnie w moje ręce.- zaśmiała się dziewczyna na co Harry tylko lekko uniósł kąciki swoich ust do góry.
*****
-Za tym sklepem w prawo.- powiedział Zayn wskazując średniej wielkości budynek.-Możesz zaparkować przy tym dużym drzewie, ale chyba bezpieczniej będzie, gdy wjedziesz na podjazd.
Lily zatrzymała auto przed garażem należącym do rodziny bruneta i przekręcając kluczyk, wyłączyła silnik.
-No to jesteśmy na miejscu. O której mam po ciebie przyjechać? Chyba, że wracasz jutro, ale wtedy pozostaje ci jedynie podróż pociągiem po brzegi wypełnionym spoconymi ludźmi, którzy nie wiedzą do czego służy dezodorant.
-Ale jak to? Nie wchodzisz do środka?- spytał zaskoczony Zayn próbując powstrzymać uśmiech pojawiający się na jego twarzy.
-Oczywiście, że nie. Nie znam twojej rodziny, nie wspominając już o solenizantce, więc to nie ma najmniejszego sensu.
-W takim razie natrafiła ci się wspaniała okazja żeby ich poznać. Nie wygłupiaj się i chodź.- oznajmił chłopak wyskakując z auta. Już miał zamykać drzwi, gdy zauważył, że Lily dalej nie ruszyła się z miejsca.- Jeśli nie chcesz zrobić tego dla mnie, to chociaż zrób to dla mojej siostry lub mamy, która, jeśli zaraz się nie ruszymy, przyjdzie do nas i siłą zaprowadzi do środka.
-Zostajemy tu na góra dwie godziny i ani sekundy dłużej.
***** 
-Mógłby mi ktoś z tym pomóc?- spytała Ashley wchodząc do salonu.
-Co jest?- zapytał Lou obracając się w stronę przyjaciółki.
-Słuchawki wplątały mi we włosy i nie mogę sobie z nimi poradzić.
-Chodź tutaj.
Szatynka usiadła na podłodze przed Louisem i oparła się o sofę.
-Wybierasz się gdzieś?
-Idę pobiegać.
-Pobiegać?
-No tak. Trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, prawda?
***** 
-Może coś zjesz?- zapytała uśmiechnięta Trisha* przysuwając Lily talerz z ciastem.
-Och dziękuję bardzo, wszystko jest naprawdę pyszne, ale już nic w siebie nie wcisnę.- zaśmiała się szatynka.-Poza tym my będziemy się powoli zbierać.- powiedziała po chwili, spoglądając na Zayna, który właśnie tłumaczył siostrze, jak powinna obsługiwać się nowym telefonem.  
-Ach tak, na nas już pora.
-Chcecie teraz wracać do domu? W żadnym wypadku! Nigdzie was nie puszczę. Dość, że jest ciemno to jeszcze zapowiadali burzę. Złapie was podczas drogi i będziecie musieli się zatrzymać, więc lepiej jak od razu zostaniecie tutaj na noc. I nawet ze mną nie dyskutujcie.-dodała, widząc reakcję swojego syna.-Mamy wystarczająco dużo miejsca i bez problemu się zmieścimy. Pokój Zayna jest wolny, więc możecie go zająć. Lily będzie spała na łóżku, a ty Zayn, na kanapie. Chyba, że wolisz na podłodze. 
-Nie chcę robić problemu...
-Nie robisz kochana.- przerwała jej Trisha lekko się uśmiechając.-Gdyby nie ty, to ta sierota nie zdążyłaby przyjechać na urodziny własnej siostry.
-Mamo!-zawołał oburzony Zayn na co kobiety zareagowały głośnym śmiechem. 
***** 
Przemoczona Ashley wbiegła do domu, ściągnęła buty i od razu ruszyła w stronę pokoju. Zwinęła z garderoby jakiś ciepły sweter oraz leginsy i udała się do łazienki gdzie wzięła szybki prysznic. Potem przeglądnęła kilka portali społecznościowych, odpowiedziała na wiadomości i dołączyła do chłopców, którzy siedząc w salonie, oglądali film.
*****
Lily zasypiała z przeczuciem świadczącym o tym, że wydarzy się coś z złego i towarzyszyło jej ono dalej, gdy obudziła się w środku nocy, całkowicie wyspana. Obróciła się na prawy bok i cicho zawołała:
-Zayn, śpisz?
-Już nie.-wychrypiał chłopak kładąc się na plecach.-Koszmary?
-Nie, choć już bym je wolała. Mam jakieś dziwne przeczucie, że coś się stanie. No albo już stało, nie wiem.
-Może za dużo zjadłaś.-zaśmiał się brunet.
-Wszystko jest możliwe haha. Wiesz, masz bardzo fajną rodzinę, Zayn.
-Naprawdę tak myślisz? Wydawało mi się, że raczej nie przypadła ci do gustu.
-Wręcz przeciwnie, zawsze o takiej marzyłam.
-To znaczy?
-To znaczy, że nie jest łatwo wychowywać się z matką, która jest rzadkim bywalcem w swoim własnym domu. No i jeszcze Ashley. Tu nawet nie chodzi o to, że muszę się nią opiekować, bo większości sytuacji sama sobie radzi. Dziewczynom w jej wieku potrzebne są matki i ich uwaga. Mną nikt się nie przejmował i teraz widać efekty.
-Ashley wygląda na mądrą dziewczynę i moim zdaniem poradzi sobie w życiu. Poza tym o jakie efekty ci chodzi?
-Och, nie udawaj. Dobrze wiem, że jestem chamska i opryskliwa, ale to życie mnie tego nauczyło. Zresztą nieważne. Która jest godzina?- spytała szukając telefonu pod poduszką. W końcu znalazła go na szafce stojącej obok łóżka. Odblokowała klawiaturę i ze zdziwieniem odkryła, że ma pięć nieodebranych połączeń od Nialla i jedną wiadomość tekstową:
Oddzwoń, gdy tylko odczytasz tego smsa!
-Co jest?- spytał Zayn widząc przestraszoną szatynkę.
-Nie wiem, to Niall. Chyba coś się stało.
~
-Halo?
-Niall?
-Lily? Nareszcie! Dziewczyno, próbuję dodzwonić się do ciebie od dobrych kilku godzin. Musisz tu jak najszybciej przyjechać!
-Tu, czyli gdzie?
-Do shsssh szpitala shhss!
-Gdzie?! Nic nie słyszę, Niall. Coś przerywa!
-Po prostu shssh wróć do shhssh domu!
PIP PIP PIP ABONENT JEST POZA ZASIĘGIEM 
Zdenerwowana szatynka zrzuciła kołdrę na ziemię i podniosła się z łóżka. Zwinęła z krzesła spodnie i szybko zaczęła je na siebie zakładać.
-Gdzie ty idziesz?
-Wracam do Londynu.
-Jak to? Teraz?!
-Tak. Coś się stało. Niall wspomniał o jakimś szpitalu, ale rozłączyło nas, więc nic więcej nie wiem. Kazał mi przyjechać, więc jadę.
-Nigdzie cię samej nie puszczę.- oznajmił brunet wyskakując z łóżka.
-A twoja mama? Będzie się o nas martwić.
-Zostawimy jej kartkę. Teraz chodźmy.
*****
-I co, czego się dowiedziałeś? - spytała Lily widząc, że Zayn skończył już rozmawiać przez telefon.
-Ashley jest w szpitalu i właśnie tam mamy przyjechać. 
-Co jej jest?
-Nie wiadomo, wszyscy na ciebie czekają, bo informację podają tylko osobom z rodziny. I nie jedź tak szybko, bo za niedługo my tam wylądujemy. 
~
-Proszę państwa, tutaj nie można biegać. To jest szpital!- krzyknęła pielęgniarka siedząca na recepcji. 
-Na którym piętrze leży Ashley Hemsworth? Taka niebieskooka szatynka średniego wzrostu. 
-Ach, pamiętam ją. Drugie piętro. 
-Dziękujemy!- zawołał Zayn biegnąc za Lily, która już wchodziła do windy. 
-Szybciej, szybciej.- mruczała pod nosem Liliane, ciągle naciskając przycisk z numerkiem 2 na wierzchu. 
W końcu winda ruszyła i przyjaciele już po kilku sekundach, które dla nich były wiecznością, zatrzymali się na drugim piętrze. Żelazne drzwi rozsunęły się, a oni już z daleka zauważyli przyjaciół, którzy siedzieli na końcu korytarza. Bez zastanowienia ruszyli w tamtą stronę.
********** 
*Trisha- mama Zayna, jakby ktoś jeszcze nie zrozumiał.
No i mamy 12. Niemiłosiernie się męczyłam, pisząc ją. Tak jak już wspominałam, teraz akcja zacznie się rozkręcać. Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział. W pierwszych dnia przerwy świątecznej obiecałam sobie, że napiszę dwa rozdziały, ale niestety moje plany z rzadkością się spełniają, więc mam tylko jeden. Jak tam po świętach? Ile kilo przybyło? Mi pewnie z 10, ale w końcu Boże Narodzenie jest raz na rok i trzeba to jakoś wykorzystać. Byłabym wdzięczna gdyby więcej osób zostawiało komentarze. To zajmie wam dosłownie kilka sekund, a ja jestem pewna, że ktoś jest zainteresowany dalszymi rozdziałami.

PRZYPOMINAM O CHARACTER ASKS 
NIE DODAM NOWEGO ROZDZIAŁU BEZ PRZYNAJMNIEJ 20 KOMENTARZY XX

+ zapraszam used-heart.blogspot.com/ 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Merry Christmas!

Nie wiem jak wy, ale ja już jestem po wigilii i w sumie nie dużo brakuje mi do tego, żebym pękła z przejedzenia. Pewnie teraz siedzicie i zajadacie się makownikiem (w woli ścisłości, nienawidzę tego ciasta) i rozpakowujecie prezenty czy coś w tym stylu. Jeśli chcecie to możecie napisać w komentarzu co dostaliście :) Kontynuując, życzę wam dużo szczęścia, radości, miłości i spełnienia wszystkich marzeń (tak wiem, strasznie oklepane, ale nie mam siły na wymyślenie czegoś nowego). Jestem w trakcie pisania dwunastki i wydaję mi się, że dodam ją już w tym tygodniu. Akcja powoli zaczyna się rozkręcać, więc mam nadzieję, że się wam spodoba.
Dzisiaj są też urodziny Louisa, a więc wszystkiego najlepszego słodziaku! Wiem, że nigdy tego nie przeczytasz i nawet nie wiesz o moim istnieniu, ale uwielbiam cię i proszę, nigdy się nie zmieniaj.
+
Chcesz być powiadamiany o nowych rozdziałach? Podaj swój nick na twitterze w komentarzu! ;)
PRZYPOMINAM O CHARACTER ASKS

sobota, 8 grudnia 2012

Jedenasty. "Zamknij oczy i wyobraź sobie szczęście. Co widzisz?"


Dziewczyna.
Chłopak.
Para.
Jedność.
Miłość czy przyzwyczajenie?
Plaża, słońce, gorący piasek.
Koc, a na nim oni, zakochani.
Szum morza.
Fale zalewające brzeg.
On opowiada o śmiesznym zdarzeniu sprzed kilku dni, ona wpatruje się w niego bez choćby chwilowego zmrużenia oczu.
Dzieci budujące domek z piasku.
Nastolatki odbijające piłkę.
On, kończąc opowieść, przysuwa się do niej z zamiarem pocałowania jej.
Ona nawet nie próbuje się opierać i ochoczo wykonuje ten sam ruch.
Brakuje kilku centymetrów.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Ich usta prawie łączą się w pocałunku...

-Lily, telefon ci dzwoni.
-Hmm? – mruknęła szatynka powoli otwierając oczy.
-Jakiś Dave od samego rana próbuje się do ciebie dodzwonić. – oznajmił Liam pokazując komórkę dziewczynie.
-Okej, dzięki. –odpowiedziała Lil zabierając ją. Szybkim ruchem palca odblokowała klawiaturę  i ze zdziwieniem zauważyła, że ma aż dziesięć nieodebranych połączeń. Wykręciła numer przyjaciela i przyłożyła urządzenie do ucha. Chłopak odebrał już po trzech sygnałach:
-Lily?
-Tak.
-No nareszcie! Czemu nie odbierałaś telefonu?!
-Spałam.
-Dobra, tą kwestię mamy wyjaśnioną. Możesz powiedzieć mi co ty wyprawiasz?
-O co ci chodzi?- spytała zaskoczona Liliane podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Bierzesz udział w jakiś wypadkach, lądujesz w szpitalu ze wstrząsem mózgu i nie dajesz znaku życia. Miałaś do mnie zadzwonić zaraz po powrocie!
-Skąd wiesz o wypadku?
-Wieści szybko się rozchodzą. Jak się czujesz?
-Dobrze.
-Na pewno?
-Tak, Dave.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie. Mam wszystko czego potrzebuję i ,uprzedzając twoje następne pytanie, jestem pod stałą opieką.
-Ty już nie bądź taka mądra.- zaśmiał się chłopak.-Przyjść do ciebie?
-Nie musisz. Spotkamy się jak trochę mi się polepszy, okej?
-Nie ma sprawy, trzymaj się Hope. – odpowiedział Dave rozłączając się.
~
-Wyspałaś się? – spytał Liam widząc Lily wchodzącą do kuchni.
-Tak, dziękuję.- odrzekła dziewczyna delikatnie się uśmiechając. Poprawiła spadający koc, którym wcześniej się okryła i ruszyła w stronę czajnika z zamiarem podgrzania wody. Liam wyszedł z kuchni zabierając ze sobą, przygotowane wcześniej, kanapki. Liliane, słysząc dźwięki dochodzące z salonu, uznała, że chłopak właśnie tam się udał. Poczekała chwilę aż woda się zagotuje po czym wlała ją do kubka z nasypaną wcześniej kawą. Posłodziła ją dwoma niepełnymi łyżeczkami cukru. Zabrała kubek i usiadła przy stole. Zwinęła ze stołu gazetę i otwierając ją na pierwszej lepszej stronie, zaczęła czytać artykuł o jakiejś nieumiejącej się ubrać, celebrytce. Po chwili usłyszała  charakterystyczne skrzypienie towarzyszące otwieraniu drzwi wejściowych, a potem kroki.
-Czemu nie leżysz w łóżku?- spytał Niall kładąc na stole siatki z zakupami.
-Musiałam się napić kawy. Co tam masz? – zapytała próbując zaglądnąć chłopakowi przez ramię.
-Cieplutkie croissanty, chcesz?
-O matko, wiesz czego potrzebuje kobieta, Niall. – oznajmiła Lily na co chłopak tylko parsknął śmiechem.
-Możesz mi się odwdzięczyć.
-Jak?
-Co robisz w sobotę?
-Jeszcze nie wiem, ale pewnie siedzę w domu, a co?
-Mamy nominację na Brit Awards, więc jesteśmy zaproszeni na galę no i możemy kogoś ze sobą zabrać.
-Iiii?
-Chciałabyś ze mną pójść?
-Przykro mi Niall, ale nie. Nie lubię takich imprez. Źle będę się czuła w towarzystwie osób, których nie znam. Musisz wymyślić coś innego.
-No proooszę. Będziesz rozmawiała tylko z nami i wyjdziemy wtedy, kiedy będziesz chciała.
-Niall...
-Ashley też idzie.
-Jak to? – spytała zaskoczona szatynka.
-No tak, nie mówiła ci? – odpowiedział Irlandczyk nerwowo rozglądając się po pomieszczeniu.- Louis ją zaprosił.
-Nie, nic mi o tym nie wiadomo.
-Może zapomniała czy coś. No to co, pójdziesz? Nie musisz decydować od razu.
-No nie wiem, zastanowię się i dam ci odpowiedź.
-Okej, wielkie dzięki. – odrzekł uśmiechnięty chłopak przytulając do siebie dziewczynę.  

*****
-Jesteś tu Ash? – spytała Lily wchodząc do pokoju siostry.
-Jak widać.- odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna wychodząc z łazienki. – Co jest?
-Idziesz z Louisem na galę?
-Galę?
-No tak, Brit Awards czy jakoś tak.
-Ach, Lou coś o niej wspominał, ale nigdzie mnie nie zapraszał, a co?
-Nic, po prostu się pytam. Wychodzisz gdzieś?
-Tak, umówiłam się z Meg.
-Okej, uważaj na siebie.
-Zawsze to robię. – odpowiedziała Ashley delikatnie ściskając siostrę po czym wyszła z pokoju uprzednio zabierając z łóżka torebkę.
***kilka dni później***
-O czym tak myślisz?- spytał Niall podając Lily kubek wypełniony po brzegi gorącą czekoladą. Podciągnął spodnie i usiadł obok niej przy okazji przyciszając telewizor pilotem, który leżał na stoliku.
-O moim śnie sprzed kilku dni. – odpowiedziała po chwili zastanowienia szatynka.
-Co było w nim takiego wyjątkowego, że ciągle zaprzątasz sobie nim głowę?
-Byłam na plaży z jakimś chłopakiem.
-No i?
-Pozwól mi skończyć. – odburknęła Lily.- Byłam na plaży z jakimś chłopakiem. Rozmawialiśmy, już nawet nie pamiętam o czym. Potem mieliśmy się pocałować, ale obudził mnie Liam i wszystko zniknęło. Pewnie myślisz, że to zwykły sen niewarty zapamiętania, ale wiesz co było w nim najdziwniejsze? Nie wiem jak ten chłopak wyglądał.
-Jak to? – zdziwił się blondyn.
-Tak po prostu. Widziałam jego ciało, słyszałam głos. Niestety nie było mi dane zobaczyć jego twarzy. Najgorsze jest to, że ton jego głosu kogoś mi przypomina, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć tej osoby.
-Może to był James?
-Nie, wszędzie bym go poznała.
-Um nie jestem w stanie ci pomóc. W każdym bądź razie zastanowiłaś się nad moją propozycją?-spytał Niall, jednak widząc zdziwioną minę przyjaciółki, dodał.- Brit Awards, gala, kojarzysz?
-Tak, tak. Przepraszam, zamyśliłam się.
-No to co, zastanowiłaś się?
-Wiem, że Ashley nie idzie, ale nie mam ci za złe tego kłamstwa, bo wiem, że działałeś w dobrej wierze, jednakowoż nie mogę zostawić jej samej w domu.
-Masz rację, w pewnym sensie skłamałem, bo Louis wtedy nie zaprosił jeszcze Ashley. Zrobił to wczoraj wieczorem, a ona się zgodziła, więc tak jakby nie masz innego wyjścia.
-Mam, po prostu zostanę w domu i pooglądam jakieś durne teleturnieje.
-Robisz to od kilku dni, Lily...
-No i co. Zastanów się jak to będzie wyglądało, Niall. Przyjdziesz na taką prestiżową galę z dziewczyną, której nikt nie zna. Co pomyślą ludzie? Nie mówiąc już o fankach.
-Nie obchodzi mnie zdanie innych ludzi, serio. Jesteś moją przyjaciółką i właśnie w takiej roli wystąpisz u mojego boku.
-Nawet nie mam co ubrać! Moja garderoba nie posiada żadnych porządnych sukienek na taką okazję.
-W takim razie pójdziemy na zakupy i coś ci wybierzemy.
-Kiedy jest ta gala?
-Jutro.
-Jutro?!
-No tak.
-Przecież nie zdążę się przygotować!
-Jak to nie. Jakoś zwiążesz sobie włosy, zrobisz makijaż i tyle. Czego więcej ci potrzeba?
-Nienawidzę cię, Niall. – mruknęła dziewczyna opadając, ze zrezygnowaniem wypisanym na twarzy, na oparcie sofy.
-Czyli pójdziesz ze mną?
-Mam inne wyjście?
-Dziękuję! – krzyknął blondyn rzucając się na przyjaciółkę. Położył dłonie na jej plecach i mocno ją do siebie przytulił.
-Udusisz mnie wariacie. – zaśmiała się Lily próbując wyswobodzić się z uścisku Nialla.
-Jesteś wspaniała.- wyszeptał chłopak owiewając oddechem jej brązowe rozpuszczone włosy. Liliane uśmiechnęła się do siebie lekko klepiąc go po plecach. Następnie odsunęła się od niego i wróciła do oglądania telewizji.
*****
Gdy wybiła godzina 16 Ashley wyszła z łazienki obkręcona jedynie w zielony ręcznik. Stąpając gołymi stopami po mięciutkim dywanie doszła w końcu do garderoby i wchodząc do niej, zamknęła za sobą drzwi. Wygrzebała z szuflady kremową bieliznę i po zrzuceniu ręcznika założyła ją na siebie. Ściągnęła z wieszaka jasną koronkową sukienkę i delikatnie wsunęła ją na swoje zmarznięte ciało. Dopasowała do niej buty na wysokich obcasach i torebkę. Ostatni raz przejrzała się w lustrze, poprawiła włosy i wyszła z pokoju. Na dole przywitał ją oniemiały z wrażenia, Louis:
-Wow, pięknie wyglądasz. – zdołał wyszeptać patrząc w jej piękne jasnoniebieskie oczy. Dziewczyna tylko delikatnie się uśmiechnęła ukazując przy tym rząd śnieżnobiałych zębów. Lou objął ją w pasie i razem weszli do salonu gdzie, ku zdziwieniu Ashley, siedziała Nina.
-O Ash, nie wiedziałam, że też zostałaś zaproszona na galę.
-To samo mogłabym powiedzieć o tobie.- odpowiedziała szatynka nawet nie próbując się uśmiechać.
-Gdzie Harry? – spytał Lou jakby nie zauważając napiętej atmosfery utworzonej przez wrogo nastawione do siebie dziewczyny.
-Przebiera się, za chwilę powinien zejść. – odrzekła Nina z powrotem odwracając głowę w kierunku telewizora.
~
Liliane właśnie kończyła zakładać na siebie czarną skórzaną sukienkę sięgającą przed kolano, gdy ktoś zapukał do drzwi. Zwinęła ze stolika tego samego koloru torebkę wyszywaną ćwiekami, wsunęła na stopy wysokie szpilki i otwarła je.
-Auto już czeka. – oznajmił Zayn lekko się uśmiechając. Zlustrował wzrokiem jej ciało po czym odsunął się żeby mogła przejść.
Po chwili oboje schodzili już po schodach. Dziewczyna zwinęła z wieszaka płaszcz i zaczęła go ubierać, gdy z kuchni wyszli Liam i Niall.
-O kurczę, zazdroszczę towarzyszki, Niall.- oznajmił szatyn szeroko się uśmiechając. Blondyn jedynie podszedł do Liliane i musnął jej zarumieniony policzek ustami. Wsunął telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki, złapał przyjaciółkę za rękę i oboje wyszli z budynku idąc śladami Zayna, który już wsiadł do czarnej limuzyny.
*****
-Czemu nic nie jesz? – spytał swojej towarzyszki zaniepokojony Louis.
-Za chwilę wezmę sobie troszkę sałatki. – odpowiedziała Ashley lekko się uśmiechając.
-Sałatki? Od kawałka mięsa nie przytyjesz, a nawet jeśli to nie bój się, nikt nie powinien zwracać uwagi na dziecięcy tłuszczyk. – wtrąciła się Nina.  
-Jestem wegetarianką jeśli wiesz co to znaczy. – odparła szatynka z nutką ironii w głosie.
-Pewnie, że wiem.
-W takim razie wsadź nos w swój talerz i zajmij się sobą. – oznajmiła Lily unosząc kąciki ust do góry. Zdziwiona Ashley spojrzała na siostrę jednak ta tylko mrugnęła do niej porozumiewawczo.
~
-Gdzie jest Niall? Za chwilę ogłoszą zwycięzców na najlepszy singiel a to jedyna konkurencja, w której jesteśmy nominowani. – zapytał Liam nerwowo rozglądając się po pomieszczeniu.
Przyjaciele próbowali dodzwonić się do Nialla jednak chłopak nie odbierał telefonu. Jedynie Lily i Zayn jakby nie przejmowali się powagą sytuacji i w najlepsze rozmawiali ze sobą co jakiś czas wybuchając śmiechem.
-Już jestem, coś mnie ominęło? – spytał blondyn siadając na swoim krześle.
-Gdzieś ty był do cholery, za chwilę...- zaczął Liam jednak jego wypowiedź przerwał mężczyzna prowadzący galę.
Po chwili na ekranie pojawiły się urywki teledysków przedstawiające nominowane piosenki.
-A nagrodę za najlepszy utwór wygrywa...
Wszyscy wstrzymali oddechy.
-Zespół One Direction z piosenką What Makes You Beautiful!
Osoby siedzące przy stoliku należącym do chłopców poderwały się ze swoich krzeseł. Nikt z nich nie mógł uwierzyć, że One Direction zdobyło tak ważną nagrodę przy okazji wygrywając nawet z samą Adele. Dziewczyny zaczęły piszczeć z radości po czym każda z nich przytulia się do chłopców. Lily podeszła na końcu do bruneta. Uniosła kąciki ust ku górze, przysunęła się do niego i wyszeptała: gratulację, Zayn.
~
Wieczór mijał im w miłej atmosferze. Obecnie trwała przerwa i z głośników wydobywała się piosenka Eda Sheerana  ‘’Kiss Me’’. Nagle Zayn podniósł się z krzesła. Pochylił się w stronę Lily i wyciągając dłoń, zapytał:
-Zatańczysz?
Zaskoczona dziewczyna złapała za dół jego marynarki próbując zmusić go do zajęcia swojego miejsca.
-Zayn, usiądź. Wszyscy ludzie się na nas patrzą. – wyszeptała nerwowo rozglądając się po sali. Niestety chłopak nie miał zamiaru spełnić jej prośby i nadal trzymał dłoń w powietrzu.
-Proszę cię no. Sam zobacz, nikt nie tańczy.
-No idź. – wtrącił się Niall delikatnie wypychając przyjaciółkę z krzesła.
Widząc, że Zayn nie zamierza odpuścić, szatynka położyła palce na jego dłoni i powoli podniosła się z siedzenia.
I was made to keep your body warm
But I'm cold as the wind blows so hold me in your arms

Brunet przysunął ją do siebie po czym delikatnie ułożył dłonie na jej biodrach.

My heart's against your chest, your lips pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet

Lily objęła go, równocześnie przykładając głowę do jego piersi.

Settle down with me
Cover me up
Cuddle me in

Delikatnie kołysali się w rytm muzyki. Nie zwracali uwagi na otoczenie. Liczyli się tylko oni, piosenka i taniec, który ich połączył. 

This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
********** 
To chyba jeden z najdłuższych rozdziałów, które jak dotąd pojawiły się na blogu. Dużo czasu zajęło mi pisanie go, a i tak nie jestem do końca z niego zadowolona. Nie wiem kiedy pojawi się następna część. Czekam na wasze komentarze, w których, mam nadzieję, wyrazicie swoje zdanie na temat jedenastki. Przypominam o CHARACTER ASKS. Jak myślicie, co stanie się w kolejnych rozdziałach? Swoje pomysły możecie pozostawiać w komentarzach lub pisząc do mnie na gg (okienko znajduje się po prawej stronie). Cóż, to chyba tyle. Miłej nauki wam życzę, słońca. 
NIE DODAM KOLEJNEGO ROZDZIAŁU BEZ PRZYNAJMNIEJ 15 KOMENTARZY XX 

środa, 21 listopada 2012

Dzięsiąty. "Wygrywaj bez pychy, przegrywaj bez urazy."



-Idziesz z nami do miasta?- spytał Liam wchodząc do pokoju sióstr.
-Nie, wolę zostać w domu i poczytać książkę. – odpowiedziała Ashley lekko się uśmiechając.
-Okej. Gdyby coś się działo to dzwoń.        
Dziewczyna delikatnie kiwnęła głową w geście potwierdzenia po czym wróciła do lektury. Litery ułożone w wyrazy, które z kolei tworzyły zdania, tak ją wciągnęły, że nawet nie zauważyła, która jest godzina. Jej żołądek od jakiegoś czasu skręcał się z głodu, więc odłożyła książkę i wyszła z pokoju. Usłyszała dźwięki telewizora dochodzące z salonu, więc ruszyła w tamtą stronę. Myślała, że wszyscy jej przyjaciele wyszli na miasto, więc nie ukrywała zdziwienia, gdy zauważyła brązową czuprynę wystającą zza kanapy.
-Harry? Co ty tutaj robisz?
Chłopak, na dźwięk swojego imienia, obrócił się i obdarzył Ashley uśmiechem ukazując przy tym słodkie dołeczki, które jeszcze dodawały mu uroku.
-O to samo mógłbym zapytać ciebie. Byłem prawie pewny, że jako jedyny zostałem w domu.
-Czemu z nimi nie poszedłeś?- spytała powoli zmierzając do kuchni.
-Nie miałem ochoty.
-Chcesz coś do jedzenia?
-A co robisz? – zapytał szatyn podnosząc się z kanapy.
-Zależy od tego co Niall nam zostawił.-zaśmiała się Ashley po czym pochyliła się nad lodówką uprzednio ją otwierając.
-Hmm, co powiesz na jajecznicę?
-Może być.- usłyszała te dwa słowa wprost przy swoim uchu. Oddech chłopaka owiał jej policzek na co ona delikatnie zadrżała. Powoli odwróciła głowę zauważając przed sobą usta Harry’ego. Skierowała wzrok na jego zielone oczy i z uśmiechem powiedziała:
-Robi się.
*****
-WRÓCILIŚMY! – krzyknął Niall wchodząc do domku.
-Cicho bądź, Ashley śpi! – szepnął Harry delikatnie zakrywając uszy dziewczynie, która spała z głową ułożoną na kolanach chłopaka.
-Ups, sorka. – odpowiedział speszony Irlandczyk cofając się do korytarza. Reszta przyjaciół rozeszła się do pokoi życząc sobie dobrej nocy. Jedynie Louis usiadł na fotelu i wpatrywał się w Harry’ego, który z kolei oglądał film.
-Czemu mi się przyglądasz?- spytał nie odwracając wzroku od telewizora.
-Kochasz ją?
-Kogo?- odrzekł przenosząc wzrok na przyjaciela.
-No chyba nie Ninę.- prychnął Louis.
-O co ci chodzi?
-Nie rób z siebie idioty, Haz. Dobrze wiesz co mam na myśli.
Harry opuścił głowę spoglądając na dziewczynę śpiącą na jego kolanach. Delikatnie podciągnął koc, który wcześniej na nią nałożył, i okrył jej zmarznięte ramiona.
-Chyba naprawdę ją kocham, Lou.
-W takim razie na co jeszcze czekasz? Skończ ten fałszywy związek z Niną i...
-To nie jest takie proste.-przerwał mu Harry.
-Sam sobie to utrudniłeś, Haz. Po co się z nią związałeś skoro nic do niej nie czujesz?
-Ona była tak jakby bardziej dostępna. Nie mam żadnych szans u Ash.
-Skąd wiesz? Może ona czuje to samo do ciebie?
-Na pewno nie. Sam widzisz jakim jestem chamem. Ktoś taki jak ona nie może zakochać się w kimś takim jak ja. To niedorzeczne.
-Zerwij z Niną i powiedz o swoich uczuciach Ashley. Inaczej poczujesz gniew Louisa Tomlinsona. – odrzekł niebieskooki grożąc przyjacielowi palcem na co on tylko parsknął śmiechem.
-Dzięki Lou.
-Nie masz za co, Haz. To twoje życie i ty o nim decydujesz.

***Londyn,dzień powrotu z wakacji***
-Ashley?!
-Jestem w kuchni!- odpowiedziała dziewczyna zalewając kubek z herbatą wrzącą wodą.
-Jedziemy na sesję zdjęciową.- oznajmił Louis pośpiesznie zakładając bluzę.
-Teraz? Przecież wróciliśmy dosłownie kilka godzin temu.
-Cóż poradzić, taka praca. – zaśmiał się chłopak.-Z tego co wiem Lily z kimś się umówiła, więc zostajesz sama w domu.
-Okeeej. Narazie.
-Pa!-odkrzyknął chłopak wybiegając z kuchni.
Ashley zgarnęła z blatu kubek i obejmując go dłońmi ruszyła do swojego pokoju.
Wyciągnęła laptopa i położyła się na łóżku uprzednio odkładając herbatę na stolik. Przeglądnęła kilka portali społecznościowych, odpowiedziała na wiadomości i już miała zacząć szukać jakiegoś wartego obejrzenia filmu, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Niechętnie podniosła się z łóżka i wyszła z pokoju. Zbiegła po schodach i zrobiwszy kilka kroków znalazła się w przedpokoju. Pociągnęła za klamkę;
-Nina?- spytała szeroko otwierając oczy. Dziewczyna Stylesa była najmniej oczekiwaną przez nią osobą.
-Mogę wejść?
-Harry’ego nie ma.
-Wiem. To z tobą chcę porozmawiać.
*****
-Co jest, Lily?- spytał chłopak odbierając telefon.
-Wracacie już do domu?
-Tak, a co?
-Moglibyście po mnie przyjechać? Miałam drobną stłuczkę i nie jestem w stanie prowadzić.
-Jaką stłuczkę? O czym ty do mnie mówisz? Jesteś cała?
-Tak, wszystko okej, Niall. Po prostu źle się czuję.
-Gdzie jesteś?
-W szpitalu.
-Już jedziemy, nigdzie się nie ruszaj.
*****
Lily siedziała na murku znajdującym się przed szpitalem i czekała na przyjazd chłopców. Wszystko ją bolało, kręciło się jej w głowie i miała ochotę zwymiotować wprost na przechodzących koło niej ludzi. Lekarze chcieli zatrzymać ją na obserwacji jednak ona wyszła na własne żądanie. Po kilku minutach oczekiwania, pod szpitalem zatrzymał się czarny van, z którego wyskoczyli Niall, Harry oraz Zayn. Szybko do niej podbiegli nie zwracając uwagi na odjeżdżający samochód.
-O matko, nic ci nie jest?- zaczął panikować Niall spoglądając na plaster przyklejony na łuku brwiowym szatynki.
-Nie, po prostu strasznie kręci mi się w głowie. Jakbym wypiła z siedem piw.- oznajmiła dziewczyna na co chłopcy, widząc że Lily mimo niemiłego zdarzenia nie straciła humoru, parsknęli śmiechem.
-Gdzie masz samochód?-spytał Harry.
-Na parkingu, za budynkiem.-odpowiedziała Lilane biorąc Nialla pod rękę. Chłopak pozwolił dziewczynie oprzeć się na swoim ramieniu po czym cała 4 ruszyła we wskazaną przez szatynkę stronę.
~
-Wow, nieźle oberwałaś. – powiedział Zayn oceniając stan samochodu.
-Jakaś stara babka we mnie wjechała, gdy chciałam wyjechać z galerii. –odrzekła Liliane otwierając tylne drzwi.
-Mogę kluczyki?-spytał niepewnie Harry.
-Ah tak, proszę.- odpowiedziała szatynka wyciągając je z kieszeni po czym zajęła miejsce po lewej stronie samochodu. Zayn usiadł obok niej, a Niall koło Hazzy. Powoli wyjechali z parkingu.
~
-Harry, możesz się gdzieś zatrzymać?
-Nie za bardzo, co jest?
-Proszę cię, zaraz zwymiotuję. – odrzekła dziewczyna zakrywając usta dłońmi. 
Chłopak zaczął się rozglądać w poszukiwaniu miejsca gdzie mógłby zrobić krótki postój. W końcu zjechał na pierwszym lepszym poboczu. Liliane odpięła pasy i szybko wybiegła z samochodu. Odeszła na bok po czym pochyliła się kładąc dłonie na kolanach. Starała się powoli oddychać łapiąc przy okazji jak najwięcej świeżego powietrza. Poczuła, że ktoś delikatnie zbiera jej włosy i przytrzymuje je z tyłu. Przechyliła głowę i ujrzała Zayna.
-Już lepiej?-spytał na co ona tylko kiwnęła głową.
-Może ty masz wstrząs  mózgu,co?-zapytał Niall stając koło bruneta.
-Lekki.-wyszeptała dziewczyna.
-Jak to lekki? Czemu nie leżysz w szpitalu?!
-Bo nie chcę, wyszłam na własne żądanie.
-Oszalałaś dziewczyno.
-Nie pierwszy i nie ostatni raz.-odrzekła Lily powoli podnosząc się do pionu.- Możemy jechać.
*****
-Kładź się na kanapie i nawet nie myśl o wstawaniu. – rzekł blondyn prowadząc Liliane przez salon.
-Mi naprawdę nic nie jest, Niall.
-No tak, przecież wstrząs mózgu to nic.
-Lekki wstrząs mózgu.- poprawiła go dziewczyna rozkładając się na kanapie.
-Nie kłóć się ze mną, Lily. Chcesz coś do jedzenia, picia?
-Wodę, ale sama mogę sobie ją przynieść.
-Leż! – rozkazał chłopak kierując się do kuchni. Po chwili wrócił niosąc szklankę wody. Położył ją na stoliku po czym zabrał koc leżący na oparciu i dokładnie okrył nim szatynkę. – Jakbyś czego potrzebowała to wołaj.
-A gdzie ty idziesz?- spytała zaskoczona Lily podnosząc się na łokciach.
-Do siebie. Umyję się, przebiorę i przyjdę żeby coś zjeść. Zdrzemnij się, to ci pomoże.
~
Obudziło ją cichutkie pochrapywanie. Leniwie otwarła oczy, przetarła je dłońmi i podniosła się. Przed sobą zobaczyła nie kogo innego jak Zayna, który siedział na końcu zajmowanej przez nią sofy, ze spuszczoną głową. Zauważyła, że telewizor był włączony, więc uznała, że chłopak musiał usnąć podczas oglądania jakiegoś nudnego filmu. Zegarek wskazywał drugą nad ranem.
-Zayn.-szepnęła delikatnie szturchając go nogą. Chłopak drgnął lekko po czym, wystraszony, poderwał głowę do góry i zaczął błądzić wzrokiem po pomieszczeniu. W końcu zauważył Lily i spytał:
-Głośno chrapałem?
-Nawet nie.- odpowiedziała szatynka lekko się uśmiechając.
-Potrzebujesz czegoś? – zapytał brunet podnosząc się z kanapy.
-Nie, idę dalej spać.
-Okej, w takim razie dobranoc.
-Dobranoc, Zayn. 
********** 
W sumie to nie wiem czemu dodaję ten rozdział. Jest beznadziejny, to po pierwsze. Po drugie, nie wnosi nic nowego, tzn jedna, dosyć krótko opisana sytuacja, będzie miała poważne skutki w przyszłości. Po trzecie, ostatnie, pod poprzednim rozdziałem miało być chociaż 30 komentarzy, no ale cóż. Nie można mieć wszystkiego, nie? Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ostatnio jestem w rozsypce i muszę sobie poukładać pewne rzeczy w głowie. A tak poza tym to czyta ktoś jeszcze te moje marne wypociny? Jeszcze niedawno kilka osób pisało do mnie na gadu, a teraz nie mam z wami żadnego kontaktu. Co tam u was? Dużo nauki? Przypominam o character asks, pytania można zadawać w komentarzach.                              Kolejnego rozdziału nie dodam bez przynajmniej 15 komentarzy xx