Translate

piątek, 18 kwietnia 2014

Dodatek.



Tytuł: Nie chcę ci powiedzieć, że nie mogę bez ciebie żyć, bo mogę. Ale nie chcę.




Opis: Zayn imprezuje, a Lily ma dość wychowywania wspólnego dziecka w pojedynkę i chce rozwodu. Co na to wszystko Niall?
lub: Zayn nie radzi sobie i zatapia smutki w alkoholu.
Od autorki: Jakoś mnie natchnęło, więc napisałam taki dodatek. Akcja dzieje się kilka lat później. Fajnie by było jakby ktoś skomentował czy coś, chciałabym wiedzieć czy choć trochę wam się podoba i czy chcielibyście, żebym coś jeszcze napisała. + przepraszam za ewentualne błędy.

-Niall, już jestem!- krzyknęła Lily wbiegając do mieszkania. Usłyszała płacz dziecka oraz blondyna, który starał się go uspokoić, więc szybko zrzuciła płaszcz oraz przemoczone tenisówki i udała się w stronę salonu.
-Ciągle płacze-krzyknął próbując zagłuszyć płacz dziecka.
-A gorączka?
-Wciąż wysoka.
-Daj mi ją- odparła szatynka biorąc małą na ręce.-No już, już. Mamusia przy tobie jest, zaraz podamy lekarstwa i mała Emma będzie się lepiej czuć, tak? Pewnie, że tak- szeptała kołysząc ją na boki.-Niall, możesz przynieść mi jej małą plastikową łyżeczkę? Powinna być gdzieś w kuchni.
-Co mam z nią zrobić?-Spytał stając przy dziewczynie.
-Wyciągnij z reklamówki syrop i nalej go- odpowiedziała siadając na kanapie.- Teraz musisz otworzyć usteczka kochanie. Wujek Niall da ci przepyszny syropek, po którym będziesz się lepiej czuła, wiesz?
Em skrzywiła się przy połykaniu jednak Lily od razu podała jej słodką herbatę, więc mała nawet nie zapłakała. Wypiła całą butelkę po czym zasnęła na rękach matki.
-Daj, zaniosę ją do łóżka- zaproponował blondyn biorąc dziewczynkę na ręce. Wrócił po minucie, położył elektryczną nianię na stoliku i opadł na sofę obok przyjaciółki.
-Nie wiem jak ci dziękować Niall. Po raz kolejny ratujesz mi życie.
-Dobrze wiesz, że nie masz za co. Od tego są ojcowie chrzestni, nie mam racji? Oczywiście, że mam haha.
Przez twarz szatynki przemknął uśmiech. Doceniała poświęcenie blondyna, który od dłuższego czasu ciągle jej pomagał. Wiedziała, że nie będzie w stanie mu się za to kiedykolwiek odwdzięczyć.
-Myślałam, że już się nie uspokoi. Musiałyśmy czekać na tego pieprzonego lekarza kilka godzin, bo panuje jakiś wirus i wszyscy są zajęci. Sama też nie chciałam jej nic podawać, bo skąd mogę wiedzieć co może, a czego nie może brać prawie roczne dziecko. W pewnym momencie rozryczałam się i tak sobie obydwie płakałyśmy, wiesz? Powoli mam już tego wszystkiego dość. Co ja sobie w ogóle myślałam, przecież nie nadaję się na matkę.
-Ej, ej, ej nawet tak nie mów- zaczął Niall przyciągając przyjaciółkę do mocnego uścisku- Jesteś świetna jako matka, jako przyjaciółka i jako normalna dziewczyna, i nawet nie waż się myśleć, że jest inaczej. Za dużo ci się zwaliło na głowę. Za niedługo mała wyzdrowieje i znowu będzie wszystko w porządku.
-Nie będzie, już nic nie będzie- jęknęła rozpłakowując się na dobre.- Gdzie jest ten pieprzony dupek, co? Gdzie on do cholery jest kiedy ja tutaj siedzę sama całymi dniami? Kiedy Emma jest chora czy kiedy po raz pierwszy mówi ‘tata’? Powiem ci gdzie on kurwa jest. Szlaja się po jakiś jebanych klubach. Wraca nawalony w trzy dupy i jeszcze robi mi awantury, że niby go kurwa zdradzam i nie wiadomo co jeszcze. Ciekawa jestem z kim, może z listonoszem albo z tymi paparazzi, którzy co chwilę mnie śledzą?
-Lily...
-Co?
-Może on ma jakiś powód I NIE, nie bronię go- powiedział szybko widząc, że dziewczyna się spina i jest gotowa znowu wybuchnąć.- Może sobie z tym wszystkim nie radzi, wbrew pozorom nie jest tak silny jak ty. Przecież sama mówiłaś, że na początku ci pomagał, tak?
- Na początku to on nawet wstawał do niej w nocy, a gdy trzymał ją na rękach to był szczęśliwszy niż podczas naszego ślubu. A ja głupia jeszcze go do wszystkich chwaliłam- gorzko się zaśmiała- mówiłam jaki to on nie jest wspaniały, że pomaga mi na ile tylko może. Wszyscy mi go zazdrościli i co teraz z tego mam? Z dnia na dzień mu odbiło i nawet moja własna matka dzwoni i pyta się czy wszystko u nas w porządku, bo na portalach plotkarskich i w gazetach są jego zdjęcia z imprez, jak obejmuje się z młodymi laskami. I co wtedy mówi Liliane?Wszystko u nas okej mamo, Zayn jest wspaniały, a te zdjęcia są stare, media starają się zrobić sensacje, ale coś im to nie wychodzi. A może to on mnie zdradza co? Przecież to takie proste, zwalać wszystko na mnie podczas gdy sam przyprawia mi rogi!
-Nie, co to, to nie. Zayn jest dla mnie jak brat i wiem jaki jest. Odjebało mu, to prawda, ale nigdy przenigdy by cię nie zdradził. Kocha cię i z pewnością kocha Emmę.
-Nie wiem kogo on kocha, ale jeśli miłość do własnego dziecka pokazuje przez to, że nawet na niego nie spojrzy, to ja już nie wiem czy miłość w ogóle istnieje.
-Mam z nim pogadać?
-Przecież już kiedyś próbowałeś, pamiętasz? Dobrze, że był aż taki pijany, że się zachwiał, bo tak to teraz chodziłbyś ze złamanym nosem.
-No to ty z nim porozmawiaj. Tobie nic nie zrobi.
-Przecież ja prawie w ogóle się z nim nie widzę. Tylko czasem, jak przychodzi. Nawet nie wiem kiedy wychodzi, widzę tylko syf, który pozostawia po sobie w kuchni i łazience.
-Sprzątasz to?
-A mam inne wyjście? Ogarniam trochę, żeby sprzątaczka nie pomyślała sobie, że jesteśmy jacyś psychiczni czy coś.
-W takim razie przeprowadź się do mnie, a jak nie to znajdę ci jakieś mieszkanie. Niech posiedzi trochę sam, może zmądrzeje.
-To naprawdę kusząca propozycja Niall, ale...- przerwała, gdy usłyszała trzask zamykanych drzwi a potem dźwięk towarzyszący ściąganiu butów. Po chwili do salonu wtoczył się Zayn. Dosłownie wtoczył, bo był tak pijany, że ledwo trzymał się na nogach. Na widok żony i przyjaciela znieruchomiał, zacisnął szczękę, jakby w złości, jednak nagle wszystko mu przeszło i zaczął iść w ich stronę lekko się uśmiechając.
-Kogo ja widzę, mój ukochany przyjaciel!-Zawołał próbując przytulić do siebie blondyna jednak ten lekko go odepchnął.
-Jesteś kompletnie pijany, stary- odpowiedział podnosząc się z kanapy.-Gdzieś ty znowu imprezował?
-Wcale nie jestem! Wypiłem tylko kilka drinków.-Zaprzeczył lekko się zataczając. Nagle spoważniał, jakby zdał sobie sprawę z powagi sytuacji. Przysunął zegarek wiszący na ręce do oczu, żeby zobaczyć, która jest godzina i z powrotem spojrzał na przyjaciela.- A co ty tu robisz o takiej późnej porze? Może też powinieneś się rozerwać zamiast podrywać moją żonę, co?
-Czy ty się w ogóle słyszysz? Ta wóda chyba do końca poprzewracała ci w główce.
-Ej, ej, ej!-Krzyknął wystawiając do niego zaciśniętą pięść.-Panuj nad słowami koleżko.
-Uspokój się, Zayn.-Wtrąciła się Lily, również wstając z kanapy.
-Teraz będziesz go jeszcze bronić? Mogłem spodziewać się, że to właśnie z nim mnie zdradzasz. Przecież ciągle tutaj przesiaduje! Niby taki pomocy, a bzyka mi żonę na boku!
-Przestań się kurwa wydzierać-wycedziła przez zęby. Stanęła przed Niallem i przytrzymała go ręką, ponieważ chciał wystartować do bruneta.- Niall już sobie idzie, prawda?- Zwróciła się do przyjaciela z błagającym spojrzeniem. Blondyn przez chwilę się wahał jednak wiedział, że jak tak dalej pójdzie to nie wytrzyma i uderzy Zayna, więc odpuścił i na odchodne powiedział: Pamiętaj co ci powiedziałem, mała. Trzymaj się.
Po chwili usłyszeli brzęk kluczy i trzask zamykanych drzwi. Brunet rzucił się na kanapę, sięgnął po pilota do telewizora i mruknął: dupek.
-Nie większy niż ty- szepnęła Lily kierując się w stronę schodów.
-Słucham?
-Powiedziałam, że nie większy niż ty.
-Chyba sobie kurwa żartujesz- rzekł podnosząc się na kanapie. Liliane wiedziała, że ten wieczór nie będzie należał do tych spokojnych, ale postawiła wszystko na jedną kartę. Była zdeterminowana i czuła, że jeśli teraz nie powie mu wszystkiego co myśli o tej chorej sytuacji to już nigdy się na to nie zdobędzie.
-Nie, wcale sobie nie żartuję.
-To ja jestem twoim mężem.
-Ale to on mi pomaga.
-Jest twoim kochankiem, tak?!-Krzyknął, powoli zbliżając się do dziewczyny.
-Przestań pieprzyć o tych kochankach! Dobrze wiesz, że nikogo nie mam, a ta gadka już dawno mi się znudziła.
-Chcesz się teraz ze mną kłócić? - Zaśmiał się drwiąco.
-W przeciwieństwie do ciebie nie muszę krzyczeć, żeby coś powiedzieć.  Chciałam ci przekazać tylko tyle, że jeśli dalej będziesz robić tak, jak robisz, to ja...
-Ty co? Obrazisz się na mnie? Wyrzucisz z domu?
-Złożę pozew o rozwód- oświadczyła niepewnie szatynka. Widząc minę Zayna wiedziała, że tą bitwę wygrała. Jego drwiący wyraz twarzy momentalnie zmienił się w przerażenie.
-Tego nie zrobisz- odparł, próbując się uśmiechnąć. Jakby chciał przekonać samego siebie, że te słowa nie wyszły z ust jego żony. Że ona wcale nie myśli o tym, żeby się z nim rozwieść. Nie ona.
-A właśnie, że zrobię. Mam dość twojego pijaństwa i faktu, że kompletnie się nami nie przejmujesz. Nie wspominając już o jakże częstym przebywaniu w domu.
-Lily...
-Nie, Zayn. Nie będę z tobą rozmawiać- odpowiedziała odwracając się na pięcie.
-Jeśli w tej chwili wyjdziesz z tego pomieszczenia to od razu możesz się spakować i wynieść- odrzekł brunet, łapiąc oddech co drugi wypowiedziany wyraz. Brakowało mu powietrza, jakby podświadomość  mówiła mu, żeby się zamknął, że przecież nic dobrego z tego nie wyjdzie. Ale było już za późno.
-W takim razie żegnaj Zayniee.
Potem tylko patrzył jak jego żona wychodzi po schodach, żeby po kilkunastu minutach, a może po kilkudziesięciu, bo kto liczy czas, kiedy wali mu się świat, schodzi po nich niosąc jego córkę w jednej ręce, a walizkę w drugiej. Wciąż stoi i patrzy jak zmierza w stronę drzwi, nie robi nic, jest sparaliżowany. I stoi dalej, gdy drzwi delikatnie się zamykają i potem stoi jeszcze przez następną godzinę, nie dociera do niego, że jego żona jest do tego zdolna, że potrafiła go zostawić. A potem nagle upada na podłogę, którą przecież ona wybrała do ich wspólnego domu. Tyle, że teraz to już nie jest ich wspólny dom, bo ich już tu nie ma, jest tylko on. Sam. Leżący na tej pieprzonej podłodze, o którą tyle się kłócili. Leży i ryczy, bo tego nie można nazywać płaczem. Łzy wylewają się strumieniami spod jego gęstych rzęs, których mu tak zazdrościła. Leży i czuje jak alkohol się z niego ulatnia. I potem czuję ból, przerażający ból, w okolicach serca. Jakby pękło na milion kawałków.
Więc wciąż leży i płacze, a alkohol się z niego ulatnia.
~
Przez całą drogę towarzyszył jej padający deszcz i nie opuścił ją nawet wtedy, gdy zmarznięta stała przed drzwiami przyjaciela trzymając śpiącą Emmę na rękach. Blondyn nie odpowiadał na pukanie, więc wyciągnęła telefon i zadzwoniła do niego.
-Hmm?
-Śpisz?
-Już nie. Co jest?
-Mógłbyś otworzyć nam drzwi?
-Jakie drzwi?
-Do twojego domu.
-Co?Tak, już wstaję. Poczekaj-odpowiedział, usłyszała szum po czym połączenie zostało przerwane. Po chwili drzwi otworzyły się na oścież i stanął w nich blondyn.
-Mogę?
-No pewnie, właź.
Liliane przeszła przez próg, zrzuciła z nóg buty i skierowała się w stronę salonu.
-Daj mi ją, będzie jej wygodniej w moim łóżku- zaproponował, wziął małą na ręce i wyszedł z pomieszczenia. W tym samym czasie Lily ściągnęła z siebie płaszcz i położyła go na krześle. Związała mokre włosy w luźnego koka i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Ostatni raz była tam kilka miesięcy wcześniej jednak od tej pory nic się nie zmieniło.
-Chcesz coś do picia? Przemokły ci ubrania? Jak coś to mogę pożyczyć ci coś swojego.
-Nie, dzięki- odpowiedziała zmierzając w stronę kanapy.
-Paczkę chusteczek?- Spytał, a gdy zobaczył w górze wystawione dwa palce, dodał cicho się śmiejąc-Dwie? W takim razie będą dwie.
~
-Dobra, mamy ciepłe koce, dwie paczki chusteczek na specjalne okazje i prawie całą noc na rozmowę. Mów co się stało.
-A skąd wiesz, że coś się stało?
-No nie wiem, może po tym, że jesteś roztrzęsiona i płaczesz, albo nie, to raczej fakt, że przyjechałaś do mnie o prawie pierwszej nad ranem. Tak, to chyba to.
-Bystry jesteś- zaśmiała się przez łzy.
-Więc?
-Pokłóciliśmy się.
-Wyrzucił cię?
-Tak jakby.
-To znaczy?
-Jak wyszedłeś to zaczęliśmy się na siebie wydzierać, w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że jak się nie zmieni to złożę pozew o rozwód. Wystraszył się i to cholernie. Nie mógł w to uwierzyć i chciał ze mną porozmawiać, ale ja nie miałam na to siły. Obróciłam się i już miałam wychodzić, gdy zagroził, że jeśli teraz wyjdę to od razu mogę się spakować i wynosić. No więc tak zrobiłam. Spakowałam siebie oraz Emmę i wyszłam.
-A on?
-Stał i się patrzył, rozumiesz? Stał i się patrzył do cholery-wyszeptała ocierając łzy chusteczką.- Po tylu wspólnych latach miałam nadzieję, że może będzie chciał nas zatrzymać, cokolwiek. A on tylko stał i patrzył.
-I co teraz?-Spytał po chwili blondyn.
-Nie mam pojęcia. Mam iść do prawnika, żeby przygotował papiery? Przecież...
-Wciąż go kochasz.
-I nic nie mogę na to poradzić.
~
Zayn nie wiedział jak długo leżał. Czuł, że łzy zostawiły na jego twarzy ślady, które już dawno wyschły. Na dworze świtało. Pierwszą czynnością, którą zrobił po pozbieraniu się z podłogi, było pójście do kuchni. Wyciągnął z barku wszystkie trunki, które posiadali i wylał je do kranu. Zostawił jedynie ulubione wino Liliane, które kupił na jej urodziny. Puste butelki wyrzucił do śmieci i ruszył do łazienki. W domu było przerażająco cicho, był przyzwyczajony do chodzącego telewizora i gaworzenia Emmy. Lily myliła się mówiąc, że w ogóle się nimi nie przejmował. Prawda była taka, że myślał o nich non stop.
Wziął krótki prysznic, znalazł w garderobie jakieś czyste ubrania i wszedł do ich sypialni, do której nie miał wstępu od jakiegoś czasu. Liliane zabroniła mu z nią spać, gdy któryś raz z rzędu wrócił pijany. Od tego czasu zajmował pokój gościnny. Rzucił się na łóżko i przytulił poduszkę zaciągając się zapachem szatynki, który wciąż unosił się w pokoju.
~
-Widziałem Zayna- powiedział Niall wchodząc do kuchni, gdzie Lily karmiła Emmę.
-Fajnie.
-Robił zakupy.
-Niech zgadnę, miał pełen koszyk wódki? Czy raczej przerzucił się na piwo?
-Dwa mleka, jakieś bułki i twaróg.
-Ciekawe.
-Wydaję mi się, że przestał pić.
-Wątpię.
-Pisze do mnie czasem, wiesz? Pyta jak się czujesz, co u Em. Czy niczego wam nie brakuje.
-Jak to? Czemu nic mi nie powiedziałeś?
-Nie chciałem, żebyś o nim myślała.
-Jakbym tego nie robiła codziennie.
-Porozmawiasz z nim?
-To do ciebie pisał, nie do mnie, więc najwyraźniej nie chce ze mną gadać. W każdym bądź razie muszę pojechać na chwilę do domu, żeby zabrać parę rzeczy i mam nadzieję, że go tam nie spotkam.
~
Zayn od kilku dni przygotowywał się na rozmowę z Liliane jednak nie sądził, że nastąpi to tak szybko. Właśnie kończył odkurzać, gdy usłyszał, że drzwi wejściowe się otwierają. Po chwili w salonie stanęła nieco zaskoczona szatynka. Popatrzyła niepewnie na męża, który po wyłączeniu odkurzacza odłożył go na bok. Żadne z nich nie chciało zacząć rozmowy, obawiali się co może z tego wyniknąć. W końcu odezwał się brunet;
-Cześć.
-Um, przyszłam tylko po kilka rzeczy, nie sądziłam, że będziesz w domu. Mogę wyjść na...
-Wszystko spieprzyłem, prawda?-Spytał wprost przerywając wypowiedź Liliane. Pieprzyć moje przygotowania, pomyślał.
-Nie mam ochoty o tym teraz gadać.
-Kiedyś musimy.
-Skoro tyle wytrzymałeś bez odzywania się do nas to wydaję mi się, że choćby tydzień w jedną czy w drugą stronę nie zrobi większej różnicy.
-Myślałem, że nie chcesz ze mną rozmawiać.
-No i się nie pomyliłeś. Wciąż nie mam na to ochoty, jednak sądzę, że powinniśmy polubownie ustalić opiekę nad Emmą. Jakoś do tej pory zbytnio się nią nie przejmowałeś, więc myślę, że w razie rozwodu powinieneś pozwolić mi się nią opiekować na co dzień.
-Jakiego rozwodu do cholery? Ja się na nic nie zgadzam!
-Ale ja cię o nic nie pytam, tak jak ty nie pytałeś mnie czy pasuje mi fakt, iż masz nas w dupie czy może podoba mi się sprzątanie obrzyganej łazienki.
-Lily, to nie tak, ja...
-A jak, Zayn, jak? Wytłumacz mi, bo ja naprawdę nie rozumiem co zrobiłam, czy robię źle- odpowiedziała Lily wypuszczając z dłoni klucze, które z brzdękiem odbiły się od podłogi. Z jej oczu popłynęły łzy, ale ona nie zwracała na to uwagi i kontynuowała.- Wychodziłeś z domu nie wiadomo kiedy, a jak wracałeś to tylko schlany, nie odzywałeś się do mnie, a jeśli już to tylko po to, żeby ponarzekać. Zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą. Miałam na głowie dom i wychowywanie córki, która przecież nie jest tylko moja. Nie było cię przy mnie, gdy mała była chora i ciągle płakała, bo gorączka nie chciała spaść. Nie było cię przy niej, gdy zaczęła raczkować. Już dawno powinnam kopnąć cię w tyłek, wiesz? Ale zawsze sobie myślałam, że może z dnia na dzień ci przejdzie, że do nas wrócisz, że znów będziesz taki jak wcześniej. Nie zdajesz sobie sprawy ile nocy przez ciebie przepłakałam, ile razy miałam ochotę sobie coś zrobić, byłam pewna, że to wszystko jest moja wina, że to przeze mnie się taki stałeś, że coś źle zrobiłam i po prostu się mścisz. Ale teraz już wiem, że nic złego nie zrobiłam i pluję sobie w brodę, że tak myślałam. Teraz wiem, że to ty się zmieniłeś. Szkoda, że nie wiem dlaczego, ale w sumie to nawet mnie to chyba nie obchodzi. Już nie.
Zayn stał i patrzył na swoją żonę, którą nieświadomie zranił, a słone łzy skapywały z jego brody. Jednak tym razem wiedział, że musi coś zrobić, że to jego ostatnia szansa.
-Ja wiem, że to co zaraz powiem zabrzmi śmiesznie, ale ja po prostu uznałem, że będzie lepiej jak się od ciebie odsunę, a że nie potrafię bez ciebie żyć, to chodziłem do barów, żeby się upić do nieprzytomności, żeby na chwilę zapomnieć. Czułem, że ci przeszkadzam. Jak się urodziła Emma to wszystko było okej, a nawet lepiej niż okej, bo wow mam córkę tak? I urodziła mi ją najpiękniejsza i najlepsza kobieta na świecie, którą mam szczęście nazywać swoją. Ale potem ty jakby nie zwracałaś na mnie uwagi, we wszystkim ci przeszkadzałem. Zayn nie kładź tutaj tego. Zayn przycisz ten telewizor. Zayn skończ gadać przez telefon. Zayn nie wychodź na zewnątrz, bo mała się przeziębi. Zayn idź stąd, bo ją rozpraszasz i nie będzie chciała spać. Zayn, Zayn, Zayn. Ciągle robiłem coś źle, a przecież nie chciałem. Chciałem, żeby było wam dobrze, więc po prostu zniknąłem ci z oczu. Tyle, że jak już zacząłem się upijać to potem nie mogłem przestać. Uzależniłem się od alkoholu bardziej niż od ciebie. I nie myśl, że miałem was gdzieś. Codziennie przychodziłem do Emmy, patrzyłem jak spała i ryczałem jak głupi, bo za nią tęskniłem, wciąż za nią tęsknie i za tobą. Ja nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować, ale obiecuję, że się zmienię. Już to po części zrobiłem. Nie tknąłem alkoholu od czasu naszej ostatniej kłótni i chyba już nigdy tego nie zrobię. Tylko błagam cię, wróćcie do mnie. Zrobię wszystko, tylko wróćcie.
-Jak ty mogłeś pomyśleć, że mi przeszkadzasz? Przecież ty byłeś i jesteś jedynym czego potrzebuję. Nie chcę ci powiedzieć, że nie mogę bez ciebie żyć, bo mogę. Ale nie chcę. J-ja muszę to przemyśleć. Musisz dać mi trochę czasu, bo to dla mnie za dużo jak na jeden raz.
-Mogę się chociaż do ciebie przytulić?- Spytał niepewnie ocierając łzy. Lily zawahała się jednak po chwili kiwnęła głową na potwierdzenie. Chłopak podszedł do niej i delikatnie ją objął, jakby bał się, że dziewczyna nagle go odepchnie i powie, żeby nigdy więcej się do niej nie zbliżał. Jednak, ku jego zdziwieniu, Liliane złączyła dłonie na dole jego pleców, jak to zwykła robić i wtuliła się w niego.
-Kocham cię najbardziej na świecie, Lily.

EDIT: Wiem, że wchodzicie, nie wiem czy czytacie, ale jak już jesteście to doceńcie moją pracę i zostawcie komentarz hah