Translate

niedziela, 6 maja 2012

Czwarty

The sun goes down
The stars come out
And all that counts
Is here and now
My universe will never be the same
I'm glad you came

Ashley przebudziła się i sięgnęła po telefon.
- Halo?
- Hej Ash. Tu Anka. Co dzisiaj robicie?
- Umm... nie wiem. Lily pewnie jeszcze śpi, a co? Stało się coś?
- Nie. Po prostu wybieramy się do wesołego miasteczka i chciałam się zapytać czy przypadkiem nie macie ochoty pójść z nami.
- Hmm... W sumie, czemu nie. Muszę tylko obudzić Lil, ale wydaję mi się, że też będzie chciała iść. Spotkamy się na miejscu?
- Tak. Bądźcie o 11 dobra?
- Yhmy. No to do zobaczenia.
- Pa.
Ashley rozłączyła się i odłożyła telefon. Podniosła się, przetarła oczy i spojrzała na zegarek. Była 9:30. Wygramoliła się z łóżka, zabrała ubrania i poszła do łazienki. Wykonała poranną toaletę, przebrała się i ruszyła w stronę pokoju siostry. Nacisnęła na klamkę jednak drzwi nie ustąpiły. Zapukała raz, drugi, trzeci. Lil dalej nie wychodziła.
- Lily! To ja, Ashley! Otwórz, mam do ciebie sprawę!
Po chwili usłyszała jakiś hałas dochodzący za drzwi. W końcu stanęła przed nią zaspana Liliane, która przeczesała włosy i zapytała:
- Czego chcesz?
- Dzwoniła Anka, zapraszają nas do wesołego miasteczka. Idziemy?
- O której?
- O 11:00 mamy być na miejscu.
Lily obróciła się, spojrzała na zegarek i powiedziała:
- No okej, a ONI idą z nami?
- Jacy ONI?
- No, chłopcy.
- Aaa nie. Zostawimy im kartkę i tyle. Przebierz się i zejdź na dół. Co chcesz na śniadanie?
- Płatki z mlekiem.
- Okej.
Ashley zeszła do kuchni i zaczęła przygotowywać śniadanie. Włączyła radio i cicho sobie podśpiewywała.
Miski, łyżki, mleko oraz płatki położyła na stole i zabrała się za jedzenie. Po chwili dołączyła do niej Lily.
- Jest mama?
- Raczej nie. Nie widzę auta- wyglądnęła przez okno- Pewnie znowu coś załatwia.
Siostry szybko zjadły śniadanie i posprzątały po sobie. Ashley wyciągnęła z szuflady kartkę oraz długopis i w pośpiechu naskrobała kilka zdań.
Jesteśmy na mieście z przyjaciółmi. Nie chciałyśmy was budzić. Czujcie się jak u siebie w domu.
Ashley i Lily x
Położyły ją na stole i poszły do przedpokoju. Założyły buty, zabrały okulary przeciwsłoneczne oraz kluczyki do samochodu i wyszły. Od razu udały się w stronę czarnego range rovera. Liliane usiadła za kierownicą, a Ash obok niej. Ruszyły...
**********
- Kurde, nie mam gdzie zaparkować – mruknęła Lil – Dobra, wysiadaj. Za chwilę do was dołączę, nie wchodźcie jeszcze okej?
- Spoko.
Lily zatrzymała się przed wejściem do wesołego miasteczka. Ashley szybko wyskoczyła z auta i podbiegła do przyjaciół a Liliane pojechała szukać miejsca parkingowego.
- Siemka – powiedziała witając się ze znajomymi.
- Siema. Wchodzimy? - zapytała Anka
- Jeszcze nie. Musimy poczekać na Lil.
- Okej.
Po chwili Ash ujrzała wysoką brunetkę idącą w ich stronę.
- Nie mówiłaś, że Nina tu będzie – szepnęła do Anki
- No, bo nie pytałaś. Nagle jej nie lubisz?
- Nigdy jakoś szczególnie za nią nie przepadałam...- skrzywiła się. Tak naprawdę lubiła Ninę, była jej bardzo dobrą koleżanką. Jednak ostatnia sytuacja nie dawała jej spokoju. Ash zaczynała podejrzewać, że jest.... zazdrosna?

- Cześć wszystkim – przywitała się Nina
- Siema – odpowiedziała grupka
Brunetka usiadła obok Ashley i zapytała:
- Co u ciebie?
- Yyy wszystko dobrze, dzięki.
- Lily nie ma? - spytała, i nie czekając na odpowiedź szatynki, dodała – Gdzie jest Harry?
- Lil szuka miejsca na parkingu a CHŁOPCY zostali w domu. Czemu pytasz akurat o Hazze?
- A jakoś tak... Dobrze się wczoraj dogadywaliśmy.
Ashley nie odpowiedziała, ponieważ właśnie dołączyła do nich Lily uprzednio witając się z przyjaciółmi.
-No to co, wchodzimy? - spytała
 **********
- Harry wyłaź z tej łazienki! - krzyczał Louis
- Poczekaj chwilę!
- Czekam już 20 minut!
- No to idź do innej!
- Ale ja chce skorzystać z tej!
- No już, już. - odrzekł Hazza wychodząc z pomieszczenia
- Ile można się kąpać. - mruknął Lou mijając przyjaciela
Harry lekko się uśmiechnął i zszedł do kuchni zostawiając po sobie mokre ślady. Przy stole siedział już Liam, który właśnie pił kawę.
- Siema.
- Cześć. Dziewczyn nie ma?
- Nie. Poszły na miasto i nie chciały nas budzić.
- Aha. A Vicky?
- Jej też nie ma.
- Czyli mamy wolną chatę?
- Yhmy...
- No to spoko.
- CO JEMY NA ŚNIADANIE?! - krzyknął uśmiechnięty Louis wbiegając do pomieszczenia
- Naleśniki, ale musicie mi pomóc. - odrzekł Liam
- Na pewno tego chcesz? - spytał cwaniacko uśmiechający się Niall wchodząc do kuchni
- Tak. Nie będę wszystkiego robił sam.
- No to okej. - odpowiedział Louis grzebiąc w lodówce – Co będzie nam potrzebne?
- Mleko, mąka... – zaczął wyliczać Liam
- Mleko już mam – odrzekł Lou kładąc na stole butelkę z białym płynem
- Poszukam mąki – powiedział Niall grzebiąc w szafkach
- I cukru – dodał Harry
- I cukru – powtórzył Nialler
- A ja miksera. - rzekł Liam
- Miksera? Po co ci mikser? - spytał Lou
- A jak wymieszasz ciasto? Łyżką? Lepiej wyciągnij jajka.
- Ile?
- Dwa.
- Okej – odpowiedział Louis ruszając w stronę lodówki. Otworzył ją, zabrał potrzebne rzeczy i obrócił się. Niestety wszedł w niego Harry dzięki czemu jajka znalazły się na ziemi rozbryzgując się na wszystkie strony.
- Hahahaha – śmiali się. Po kilku minutach uspokoili się i zaczęli przygotowywać ciasto.
- ZA DUŻO MĄKI! - krzyknął Liam trącając Nialla. Blondasek lekko się wystraszył i rozsypał połowę opakowania na podłogę.
- Dzięki – mruknął

Po jakimś czasie dołączył do nich zaspany Zayn. W końcu wszystkie naleśniki zostały usmażone i chłopcy zabrali się za spożywanie posiłku.
- Kto chce soku? - spytał Harry podnosząc się z krzesła
Cała czwórka podniosła ręce, ponieważ byli zajęci jedzeniem. Chłopak zabrał z szafki szklanki i rozłożył je na stole. Wyciągnął z lodówki sok i zaczął go rozlewać do szklanek.
Następnie usiadł obok przyjaciół i kontynuował jedzenie.
- Lou podaj mi nutelle – poprosił Niall
Szatyn sięgnął po słoik i niechcący trącił szklankę dzięki czemu cała jej zawartość rozlała się na stole.
- Fuck – mruknął pod nosem
- O kurde. Patrzcie która godzina! - krzyknął Liam
- No 14 i co?
- MECZ!
Chłopcy zaczęli podnosić się z krzeseł.
- A naleśniki? - szepnął Niall
- Weź je ze sobą.
Zadowolony Nialler szybko przygotował sobie kilka naleśników, położył je na talerz i dołączył do przyjaciół.
**********
- Ma ktoś ochotę na lody? Ja stawiam. - spytała Lily lekko się uśmiechając
- Ja chcę – zgłosiła się Ashley
- Ktoś jeszcze ?
- Niee. Najedliśmy się hot-dogami. - odrzekła Anka
- Dobra, to my idziemy. Spotkamy się pod domem strachów okej?
- Yhmy.
Siostry podążyły w stronę małej budki z lodami.
- Jakie chcesz smaki? - zapytała Lil
- Kawa, wanilia i czekolada.
- Ja poproszę sorbet malinowy, mango i czekoladę.
Odebrały swoje lody, zapłaciły i usiadły na pobliskiej ławce.
- Która godzina? - zapytała Ash
Lily spoglądnęła na telefon i odpowiedziała:
- 16:34 a co?
- Nic. Mam nadzieję, że chłopcy jakoś sobie poradzili.
- Oj tam. Przecież nie są dziećmi, nie? Tylko mi nie mów, że chcesz wracać do domu dlatego, że się o nich boisz.
Dziewczyna odwróciła wzrok i nie odpowiedziała.
-Poczekaj chwilkę, idę tylko coś zobaczyć- powiedziała Ashley.
-Ruszaj się- odpowiedziała Lily.
Ashley poszła w kierunku budki z zabawkami dla dzieci, słodyczami itp. Obróciła się sprawdzając czy siostra spogląda w jej stronę, jednak Lily zajęta była jedzeniem loda. Ash wyciągnęła z kieszeni telefon i wykręciła numer do Louisa.
-Lou? Cześć, tu Ashley. Jak sobie radzicie?
-Aa, bardzo dobrze- usłyszała głos Louisa w słuchawce. W tle słychać było krzyki Zayna i Harry'ego, śmiech Nialla, a po chwili podniesiony głos zdenerwowanego Liama.
-Jesteś pewny?- spytała zmartwiona dziewczyna.
-Yyy, muszę kończyć, Harry wywalił stół.
-CO ZROBIŁ?
-Nic, nic. Narazie- brunet rozłączył się. Dziewczyna włożyła telefon do kieszeni potrząsając głową. Bała się co zastanie w domu. Miała tylko nadzieję, że chłopcy zdążą posprzątać zanim wrócą.
-No co ty robisz, w dziecko się bawisz, że oglądasz te pierdoły?- usłyszała głos siostry.
-Już idę!- krzyknęła kierując się w stronę Lily.
Szybko skończyły jeść lody i dołączyły do przyjaciół. Cała grupka wjechała wagonikami do domu strachów. Oczywiście nie odbyło się bez krzyków. Potem skorzystali jeszcze z kilku atrakcji i uznali, że czas wracać do domu. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.
- Gdzie zaparkowałaś?
- Pod Tesco.
W końcu siostry dotarły pod supermarket. Wsiadły do auta i ruszyły...
 ********** 
Po kilkunastu minutach były już pod domem. Po drodze wstąpiły do piekarni po świeże pieczywo. Zabrały siatki i weszły do środka. Od razu podążyły w stronę kuchni. Stanęły w przejściu i zamarły. Lily z wrażenia wypuściła siatki. Wypadły z nich bułki i głucho potoczyły się po podłodze.
- Co tutaj się stało? - szepnęła Ash
W kuchni panował okropny bałagan. Wszędzie było brudno. Na talerzach rozsiadły się już muchy. Na dodatek śmierdziało jakąś spalenizną.
- Zaraz szlag mnie trafi – rzekła przez zaciśnięte zęby Lily – ONE DIRECTION, DO MNIE! - krzyknęła i już po chwili ujrzała przed sobą 5 zdezorientowanych chłopców.
- Coś się stało? - spytał wystraszony Louis
- Oprócz tego, że jest tu taki bajzel, że nie da się przejść to nic, wszystko jest w jak najlepszym porządku. – odparła z ironią w głosie Lil
- Aaa to. Jedliśmy śniadanie no i zaczął się mecz, więc musieliśmy iść i...
- Nie no, spoko. Wszystko jest okej, nie? - powiedziała Liliane – Mówiłam, że tak będzie – mruknęła wychodząc z pomieszczenia.
-Louis, podobno sobie radziliście....?
-Próbowałem wszytko ogarnąć- powiedział Liam, któremu było chyba najbardziej przykro.
- Co tu tak śmierdzi? - spytała Ash ignorując wymówki Liama.
- Mikser się zepsuł, ale nie przejmuj się, odkupimy taki sam. - odparł Harry
Dziewczyna spojrzała na nich karcącym wzrokiem i powiedziała:
- Macie to posprzątać.
Po czym wyszła z kuchni i udała się w stronę swojego pokoju.

W międzyczasie Lily zdążyła się już przebrać i zapalić. Leżała na łóżku z laptopem na kolanach i przeglądała różne stronki. Po jakichś dwóch godzinach usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła się i otwarła je. Jej oczom ukazał się Niall.
- Kuchnia jest już posprzątana. Kolacja na stole, idziesz?
- Kolacja?
- No tak. Niestety tylko kanapki, ale nie chcieliśmy już nic rozwalić – odparł Nialler spuszczając wzrok. Dziewczynie zrobiło się trochę głupio. W sumie nic takiego się nie stało a ona zachowała się jak jakieś rozkapryszone dziecko.
- Chodź.- odpowiedziała lekko się uśmiechając
Zamknęła drzwi na klucz i razem z blondaskiem zeszła do kuchni. Przy stole siedzieli chłopcy wraz z Ashley, która już zajadała się kanapkami.
Liliane zajęła jedyne wolne miejsce między Zaynem i Niallem i zaczęła jeść. Nagle brunet zapytał:
- Co powiecie na wyjazd nad jezioro? To będą takie nasze przeprosiny za dzisiejszy dzień.


****************
Baaaardzo przepraszamy, że tak zwlekałyśmy z tym rozdziałem, mamy nadzieję, że nas nie znienawidziłyście haha ;) niestety mamy strasznie dużo sprawdzianów, zaległości do nadrobienia i musimy popoprawiać kilka ocen, dlatego większość czasu poświęcamy nauce, ale w każdej wolnej chwili staramy się coś naskrobać. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba, bardzo prosimy o komentowanie :) Dziękujemy za masę wejść i za komentarze pod ostatnim rozdziałem :)
Pozdrawiamy :)