czwartek, 16 sierpnia 2012
Uwaga!
Przeglądając różne blogi wpadłyśmy na taką jakby zabawę, character asks, która polega na zadawaniu pytań bohaterom opowiadania. Uznałyśmy, że wykorzystamy ten pomysł na naszym blogu. Pytania do bohaterów można zadawać w komentarzach pod nowym rozdziałem (6, post niżej). Mogą one dotyczyć dosłownie wszystkiego i możecie zadawać je każdej postaci. Mamy nadzieję, że spodoba wam się ten pomysł, zapraszamy do zabawy i do przeczytania najnowszego rozdziału. :)
środa, 15 sierpnia 2012
Szósty
Ashley zamarła. Poczuła jakiś dziwny ucisk wewnątrz siebie.
Jakby serce na chwilę zamarło i nie wiedziało jak ma dalej pracować. Lekko
potrząsnęła głową i zaczęła się cofać.
-Ash ...
-Tak? – uniosła wzrok na twarz Louisa
-Nie chciałem żeby tak wyszło.
-Co? Nie wiem o co ci chodzi. Wiesz, chyba pójdę już do
siebie, trochę źle się czu- przerwała i razem z Lou spojrzała na Harry’ego,
który właśnie zaczął się budzić. Przetarł dłońmi oczy i spojrzał na przyjaciół.
-Czemu się tak gapicie? – wymruczał
-To ja już sobie pójdę. – oznajmiła Ash po czym w szybkim
tempie znalazła się na schodach prowadzących do sypialni.
-O co jej chodzi? – zapytał Harry nieprzytomnie rozglądając
się po pokoju. W końcu zobaczył, że do jego ciała ‘przyklejona’ jest Nina.
Wzdrygnął się, szepnął ‘fuck’ i delikatnie zaczął się podnosić. – Mógłbyś mi
pomóc? – spytał nie patrząc na przyjaciela, jednak gdy ten nie odpowiedział,
podniósł wzrok i natychmiast zauważył, że Louis jest zdenerwowany. – O co ci
chodzi?
-O nic. Jesteś totalnym idiotą Styles.-prychnął chłopak udając się do kuchni.
-O nic. Jesteś totalnym idiotą Styles.-prychnął chłopak udając się do kuchni.
*****
-Trzeba się ich jakoś pozbyć – rzucił Niall drapiąc się po
głowie
-Mam pomysł, ale musisz zatkać uszy. – odpowiedziała Liliane
-Co? Niby czemu?
-Zaufaj mi.
Szatynka lekko się uśmiechnęła i podeszła do wieży stereo.
Włączyła ją i stopniowo podnosiła dźwięk muzyki, gdy doszła do najwyższego
stopnia zasłoniła dłońmi uszy i czekała na reakcje gości. Jej plan wypalił.
Ludzie zaczęli podnosić się z ziemi odruchowo trzymając się za głowę. W końcu
Lily zlitowała się nad nimi i wyłączyła muzykę.
-Dobra ludzie. Dziękujemy za imprezę, ale trzeba wreszcie
posprzątać ten bajzel. Jeśli ktoś chce zostać i nam pomóc będziemy bardzo
wdzięczni.
-Yyy, ja już muszę się zbierać. – mruknął ktoś z kąta salonu
-Ja też.Narazie.
W ciągu kilku sekund wszyscy goście ulotnili się. W salonie
pozostali jedynie Niall i Lily.
-Dzięki za pomoc. – mruknął blondasek kładąc się na sofie
-Ej, nie ma leżenia. Ktoś to musi posprzątać.
-Przecież nie jesteśmy tutaj sami, nie?
-O to się nie bój. Za chwilę zawołamy resztę, ale najpierw
musimy zacząć od śniadania. Przynajmniej ja. Jestem strasznie głodna. Idziesz?
-Yhmy – mruknął Niall podążając za szatynką do kuchni
Przy blacie stał Liam. Właśnie robił kanapki, które po
chwili położył na stole. Cała trójka usiadła na krzesłach i zabrała się za
jedzenie. Nikt nie miał ochoty na rozmowę.Nagle usłyszeli trzask wejściowych
drzwi, a potem odgłos towarzyszący ściąganiu butów. Po kilku sekundach w kuchni
pojawił się Zayn. Był strasznie blady i miał podkrążone oczy. Wyglądał na
cholernie zmęczonego. Wziął do ręki małą butelkę wody, odkręcił zakrętke i
zaczął pić. Gdy skończył zabrał jabłko z koszyka, który leżał na stole i ruszył
w stronę salonu.
-Gdzie byłeś całą noc? – spytał niepewnym głosem Liam.
Brunet stanął, jednak nie obrócił się w stronę przyjaciół.
-Nie twój interes. – odburknął, ponownie wprawiając w ruch
swoje ciało.
Po chwili usłyszeli skrzypienie schodów, a potem niezręczną
ciszę.
*****
-Ktoś tu się zrzygał, FUUUJ! – krzyknął Nialler. Reszta
tylko parsknęła śmiechem i kontynuowała sprzątanie. – To wcale nie jest
śmieszne! Nie będę tego sprzątał.
-Otwórz okno i zamknij oczy. Powinno pomóc haha – zaśmiał
się Lou
-Śmiej się, śmiej. Zobaczymy jak ci pójdzie sprzątanie
toalety. – rzuciła Lily
-I mówi to ta, która nic nie robi! Pomogłabyś trochę!
-Przecież pomagam! Ktoś musi was kontrolować. A tak w ogóle
to jesteście głodni? Z chęcią bym coś zjadła.
-Znowu? Przecież przed chwilą było śniadanie. – odparł zaskoczony
Liam – Jesteś gorsza od Nialla!
-Ej, ja tu jestem!
-Hahaha zamawiam pizze, chcecie?
-Tylko jakąś dobrą. – odrzekł zachrypnięty głos. Wszyscy
obrócili się w stronę wejścia, skąd dochodził dźwięk. Stał tam Zayn, opierał
się o ścianę i patrzył na nich nieprzytomnym wzrokiem.
-Okej. – odpowiedziała, lekko speszona tą sytuacją, Lily
udając się do kuchni.
W tym samym czasie Louis podszedł do Ash, która próbowała
zmyć plamę po jakimś napoju, z sofy.
-Wszystko okej? – szepnął
-Tak. Czemu pytasz?
-No wiesz, ta wcześniejsza sytuacja...
-Nie ma o czym mówić, serio. – odparła lekko się uśmiechając
-Wiesz, że o wszystkim możesz ze mną porozmawiać,nie?
-Tak, dzięki Lou.
*****
-Zagrajmy w coś – rzuciła Lily.
-W co? – spytał Nialler
-W fife, na playstation.
-W fife? Z tobą? Przecież dziewczyny nie umieją grać w fife
haha
-No to jeszcze zobaczymy. – odrzekła Lily szeroko się
uśmiechając. Podeszła do telewizora, szybko wszystko podłączyła i podała
jednego pada blondaskowi. Zaczęła się gra. Na początku było widać, że Niall o
wiele lepiej sobie radzi. Jednak w drugiej połowie to Liliane wyszła na
prowadzenie. Reszta przyjaciół zaczęła im dopingować. Ashley, Zayn i Liam
kibicowali Lily, a Harry i Lou Niallowi. 10 sekund przed końcem meczu był
remis. Jednak w ostatniej sekundzie drużyna szatynki strzeliła decydującego
gola.
-WOHOO! – krzyknęła Lily zrywając się z fotela. Przybiła Ash
piątkę i rozpromieniona opadła na fotel.
-Niall, ty lamo. Jak można przegrać z dziewczyną?! –
rozpaczał Lou
-Dałem jej fory!
-No tak, przecież to wiadome haha – śmiał się Liam
-Dobra, ja idę do siebie.– oznajmiła Lily
-Ja też. – dołączyła się Ash
-Co? Tak szybko? A dogrywka?! – protestował blondasek
-Innym razem. – odpowiedziała Liliane lekko się uśmiechając
– Branoc.
-Dobranoc - odparli
chórem chłopcy
*****
Lily nie mogła tej nocy zasnąć. Poszła do kuchni żeby się
napić, a gdy wracała usłyszała dziwne dźwięki dochodzące z pokoju jej siostry.
Na początku zlekceważyła je, jednak przeczucie podpowiadało jej, że musi to
sprawdzić. Na palcach podeszła do drzwi, poczekała chwilę i nacisnęła na
klamkę. W środku było strasznie ciemno, żaluzje zostały spuszczone. Szatynka
zauważyła zarys ciała jej siostry, która leżała skulona na łóżku. Nie można
było nie zauważyć, że płakała. Lily szybko podbiegła do niej, usiadła na łóżku
i mocno ją do siebie przytuliła.
-Ciiii nie płacz, proszę. – szepnęła lekko głaszcząc ją po
głowie. Powód zachowania Ashley wydawał się dla niej prosty. Nie chciała
wtrącać się w jej sprawy czy mącić jej w głowie. Wiedziała, że musi przy niej
być w tych trudnych chwilach i wspierać ją samą obecnością.
W końcu Ash uspokoiła się i po jakimś czasie zasnęła. Lily
położyła się obok niej. Szczelnie okryła ją oraz siebie kołdrą i wreszcie
odpłynęła w krainę snów.
*****
Ashley obudziło pukanie do drzwi. Zwlekła się z łóżka,
uprzednio spoglądając na wciąż śpiącą siostrę, nacisnęła na klamkę i lekko je
uchyliła.
-To tutaj się ukrywasz!- krzyknął ucieszony Liam
-Nie krzycz tak, proszę. Strasznie boli mnie głowa.
-Ups, sorki. Jest u ciebie Lily?
-Yhmy, co od niej chcesz?
-Nic. Po prostu zastanawiamy się gdzie was wcięło. Dochodzi
13, a wy jeszcze nie zeszłyście na dół. Chciałem tylko powiedzieć, że jedziemy
do studia. Jak coś to jesteśmy pod telefonem.
-Okej. Do zobaczenia wieczorem.
-Pa. – Ash zatrzasnęła za nim drzwi, przeszła kilka kroków i
usiadła na łóżku. Przypomniała sobie o poprzednim wieczorze. Długo wtedy
rozmyślała i wiedziała już co ma robić. Chciała zapomnieć o wydarzeniach z
przeszłości.
-Dam radę.- mruknęła mocno zaciskając pięści. Wstała,
zabrała jakieś czyste ubrania i poszła do łazienki aby wykonać tam poranną
toaletę. Gdy wróciła do pokoju nie zastała tam siostry, więc zeszła do salonu.
Lily siedziała przed telewizorem i jadła kanapki. Dziewczyna dołączyła do niej.
-Leci coś ciekawego? – spytała
-Na razie nie, ale za chwilę będzie fajny film na HBO. Gdzie
są chłopcy?
-Pojechali do studia czy gdzieś.
Liliane tylko nieznacznie kiwnęła głową nadal wpatrując się
w ekran telewizora. Gdy film się zaczął Ash zapytała:
-Zrobić popcorn?
-Jeśli ci się chce to tak. Odniesiesz mój talerz?
-Yhmy, za chwilę wracam.
Siostry większość popołudnia spędziły przed telewizorem. Nie
rozmawiały ze sobą. Lily chciała zapytać Ashley o wydarzenia z przed kilkunastu
godzin, jednak dziewczyna wyraźnie dała jej do zrozumienia, że nie ma na to
ochoty. Około 18 usłyszały dźwięk przekręcanego klucza a następnie śmiech
chłopców, którzy po chwili pojawili się w salonie.
-Cześć dziewczyny. – przywitali się chłopcy wciąż się
śmiejąc
-Co was tak śmieszy?- zapytała Liliane
-No bo Zayn- zaczął Niall, jednak gdy otrzymał potężnego
kuksańca od bruneta, przerwał- AŁA! To bolało!
-Bo miało. – odparł Zayn lekko się uśmiechając
***** dwa tygodnie później *****
Ashley właśnie pakowała swoją walizkę, gdy drzwi do jej
pokoju otwarły się z hukiem. Zdziwiona dziewczyna podniosła wzrok i ujrzała
swoją siostrę stojącą do niej tyłem.
-Co ty do cholery jasnej robisz? – spytała podchodząc do
niej
-Próbuję wejść tutaj z tą kurewsko ciężką walizką.-wysyczała
przez zaciśnięte zęby szatynka. Ashley pomogła siostrze wciągnąć bagaż do środka
i opadła na łóżko.
- Co ty tutaj spakowałaś?
-Wszystko co potrzebuję. Pomożesz mi ją zapiąć?
-Niby jak?
-Usiądź na niej.
Ash najpierw rzuciła siostrze krzywe spojrzenie, a potem
wykonała jej prośbę.
-Jesteś za lekka. Potrzebujemy kogoś cięższego. – powiedziała
Lily odwracając się w stronę drzwi –NIALL, CHODŹ TUTAJ!
Po chwili do pokoju wbiegł blondyn.
-Wołałaś mnie?
-Yhmy, usiądź na walizce.
-Po co?
-Muszę ją zapiąć.
Chłopak usiadł na
walizce. Lily próbowała zapiąć zamek, jednak nie udało jej się to.
-Ja pierdziele, potrzebujemy jeszcze większego ciężaru.
-Może po prostu coś z niej wyciągniesz?
-A może nie?
-No to nie wiem.
-Zawołaj któregoś z chłopaków. – poprosiła Liliane
-Może być Zayn? Tylko on jest wolny.
-NIE. – odpowiedziała stanowczo dziewczyna
-ZAYN!- zawołał blondyn
Po chwili brunet pojawił się w pokoju. Na jego twarzy
widniał kilkudniowy zarost. Był ubrany w czarne rurki z dosyć niskim krokiem i
szary podkoszulek z jakimś napisem.
-Co?
-Usiądź na mnie. – poprosił Niall
-CO?
-Nie bój się, nie jestem tobą zainteresowany. Musimy
zapiąć walizkę Lily i potrzebujemy do
tego dużego ciężaru.
Zayn rozglądnął się po pokoju po czym, niepewnie stawiając
kroki, podszedł do przyjaciela i usiadł na nim. Liliane kucnęła przy nich i
zaczęła zasuwać zamek.
-Nogi do góry panowie.
-Jeszcze czego.
-Nie marudź Niall.
W końcu udało się dopiąć walizkę. Dziewczyna podniosła się z
podłogi i otrzepała kolana.
-Już? – spytał blondyn
-Prawie. – szepnęła grzebiąc w kieszeni. Wyciągnęła z niej
telefon. Pstryknęła im zdjęcie, po czym szeroko się uśmiechnęła chowając go z
powrotem.
-Okej, dzięki. Będę miała pamiątkę haha
-Bardzo śmieszne. – burknął oburzony Niall
*****
-Gdzie jest Harry? Za chwilę musimy wyjeżdżać! – krzyknął Liam
pakując walizki do vana
-Musiał wyjść. Wróci za kilka minut. Ash mogę cię na chwilę
prosić? – spytał Lou
-Pewnie. – odpowiedziała dziewczyna podążając za przyjacielem
-Chodzi o to- zaczął Louis zatrzymując się w pewnej
odległości od auta- że... Kurde, nie wiem jak ci to powiedzieć.
-Jak najszybciej. Trochę się spieszymy – zaśmiała się Ashley
-Harry jest właśnie u Niny. Od niedawna są razem, więc
poszedł się pożegnać. Nie chciałem ci o tym mówić, bo jest mi cholernie ciężko
patrzyć na ciebie, gdy jesteś w takim stanie, wiesz? Uznałem jednak, że lepiej
będzie jak dowiesz się tego ode mnie niż z jakiejś gazety. Przykro mi.
Ash zaniemówiła. Zrobiło jej się słabo. Nie wiedziała co ma zrobić, jak się zachować. Przecież
właśnie jadą na wakacje, które tak wspaniale się zapowiadały. Ta wiadomość
zniszczyła dosłownie wszystko. Nie winiła Louisa. Nie mogłaby, on nic nie
zrobił. Powiedział jej tylko to, co musiała wiedzieć. Wręcz przeciwnie, była mu
wdzięczna. Teraz wiedziała na czym stoi. Nieważne co czuje do Harry’ego. On jest
już zajęty. Przez Ninę. Nic z tym nie
może zrobić. Nic.
-Lou?- wyszeptała podnosząc wzrok na twarz chłopaka. Louis
zauważył, że jej oczy są pełne łez, które starała się powstrzymać przez wypłynięciem na blade policzki.
-Hmm?
-Mogę się do ciebie przytulić?
-Pewnie, że tak głuptasie. – odrzekł przyciągając ją do
siebie.
**********
No i dotrwaliśmy do 7 rozdziału. Mamy nadzieję, że zdobędziemy więcej komentarzy niż pod poprzednią notką. Nie wiemy kiedy pojawi się następny rozdział. Zbliża się koniec wakacji, więc staramy się jak najlepiej wykorzystać ten wolny czas. Oczywiście zachęcamy do komentowania i polecania bloga. Do napisania :)
**********
No i dotrwaliśmy do 7 rozdziału. Mamy nadzieję, że zdobędziemy więcej komentarzy niż pod poprzednią notką. Nie wiemy kiedy pojawi się następny rozdział. Zbliża się koniec wakacji, więc staramy się jak najlepiej wykorzystać ten wolny czas. Oczywiście zachęcamy do komentowania i polecania bloga. Do napisania :)
piątek, 13 lipca 2012
Piąty
"No tak, pewnie. I teraz się zgodzisz, tak? Niech cię szlag trafi, ty mała szatyneczko"- pomyślała w duchu Lily.
-Hmm, ja jestem na tak- usłyszała z ust Ashley.
"Cholera jasna"-spojrzała na siostrę i uśmiechnęła się sztucznie.
-Co ty na to Lily?- spytał Louis
-A co mogę teraz powiedzieć? Muszę się zgodzić-wymruczała.
Po pomieszczeniu rozległy się okrzyki radości, Harry zaczął nawet bić brawa. Wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę, ale nie przeszkadzało mu to.
-Ale mam ultimatum-przerwała im Lily.- Jutro wieczorem organizujemy imprezę i macie nam pomóc w przygotowaniach.
-Tak jest pani kapitan!- zaśmiał się Zayn
-No i bardzo dobrze- odpowiedziała lekko się uśmiechając. Dochodziła do wniosku, że chłopcy rzeczywiście zachowują się bardzo normalnie jak na gwiazdy tego formatu, ale to nie znaczyło, że chciała się z nimi przyjaźnić. Nadal irytowała ją ta cała szopka wokół nich. Często słyszała nazwę One Direction w radiu czy telewizji. Na same te słowa miała odruch wymiotny, już wystarczająco miała ich na co dzień. Kiedy o tym pomyślała aż dreszcz ja przeszedł. Nie cieszyła się, że spędzi z nimi więcej czasu, po prostu czuła, że to najprawdopodobniej będzie jedyny wyjazd w te wakacje. Zaczęła rozważać wszystkie za i przeciw, lecz wiedziała, że klamka zapadła, decyzja została podjęta i nie wypadałoby jej odwracać.Wrócili więc do spożywania posiłku.
Następnego dnia dziewczyny podzieliły się obowiązkami. Każda z nich miała sobie wziąć dwóch chłopców, ponieważ Liam zdecydował się zostać. Ashley wybrała Harry'ego i Louis'a, a Lily Zayn'a i Niall'a. Pierwsza grupa miała skombinować alkohol i używki, ponieważ Lou był najstarszy a Harry wyglądał bardzo dojrzało. Inni postanowili kupić przekąski i załatwić muzykę.
-A ty nie jesteś przypadkiem za młoda na takie rzeczy?- rzucił Harry spoglądając na Ashley. Dziewczyna uśmiechnęła się, spojrzała na niego zalotnie i delikatnie trąciła w ramię.
-Ty się o mnie nie martw.
-Właśnie się martwię- odpowiedział. Dziewczyna spuściła głowę i uśmiechnęła się do siebie. Chciała go traktować jak zwykłego kolegę, co najwyżej przyjaciela. Ale czy o zwykłym koledze chce się wiedzieć każdą najdrobniejszą rzecz? Czy ze zwykłym kolegą chce się spędzać każdą wolną chwilę? Czy o zwykłego kolegę jest się zazdrosnym? Czy o potencjalnym przyjacielu myśli się przed snem i zaraz po obudzeniu? I co najważniejsze, czy na samą myśl o kimś do kogo niby nic się nie czuje, ma się motylki w brzuchu? Dziewczyna zamyśliła się chwilę.
-Nie bój się, przecież nikomu nic nie powiemy.- rzucił Louis
-Ale o co chodzi?
-Ty, jak ona tak codziennie odlatuje to ciekawe jak będzie się zachowywać po narkotykach- Harry nabijał się z dziewczyny a po chwili dołączył się do niego Louis. Ashley przyspieszyła i wyprzedziła chłopaków.
-Ej! Spokojnie, tylko sobie jaja robimy!- krzyknął Lou.
-Dobra, nie ma sprawy- rzuciła przez ramię machając ręką- Za chwilę wrócę, spotkamy się w parku za godzinę.
Dziewczyna ruszyła w stronę osiedla.Nawet nie zauważyła kiedy się zachmurzyło i zaczęło padać.
"No tak, deszcz w wakacje. Idealnie" pomyślała zapinając bluzę i narzucając na głowę kaptur. Włożyła ręce w kieszeń, spuściła głowę w dól i ruszyła dalej. Minęła plac zabaw, z którego uciekały dzieci i ich opiekuni. Nawet by nie pomyślała, że aż tak się rozpada. Ludzie z parasolami (lub bez) wszędzie szukali schronienia, a szatynka zastanawiała się tylko gdzie schowają się Harry i Louis. Przecież nie znają tej okolicy. Jakoś dadzą sobie radę.
Weszła w ciemny korytarz, który z powodu braku słońca i zachmurzonego nieba był ciemniejszy niż zwykle. W oddali widziała już dwóch chłopaków w bluzach palących papierosa. Ściągnęła kaptur, wzięła głęboki oddech i ruszyła w ich stronę. Już kilka razy kupowała narkotyki, ale jeszcze nigdy nie robiła tego sama. Zawsze ktoś stał na czatach, lub był razem z nią. Tym razem nie chciała by ktokolwiek dowiedział się co kupiła. Miała zamiar całkowicie odlecieć na imprezie, po prostu tego potrzebowała. Nie obchodziły jej skutki. Była już coraz bliżej, sięgnęła do kieszeni po pieniądze i uśmiechnęła się nieśmiało do mężczyzn.
-Masz kasę?- spytał jeden z nich wyrzucając papierosa. Dziewczyna podała mu banknoty unikając kontaktu wzrokowego.
-Hej hej hej.- drugi chłopak złapał ją za podbródek i uniósł jej głowę do góry- W sumie nie potrzebujemy kasy. Możesz nam się inaczej odwdzięczyć- uśmiechnął się bezczelnie i przyciągnął ją do siebie. Ashley poczuła się niebezpiecznie
-Ekhm, nie.- Pokręciła głową wydostając się z objęć chłopaka.
-Poczekaj chwilę- Dotknął jej ramienia i przybliżył do niej swoją twarz. Szatynka wyczuła od niego zapach alkoholu. Już wtedy wiedziała, że lepiej będzie jeśli ucieknie. Nagle Ashley poczuła usta obcego chłopaka na swojej skórze. Przeszedł ją dreszcz. Szybko wyrwała mu torebkę z proszkiem z ręki i pobiegła w stronę wyjścia.
-Jeszcze kiedyś się zabawimy, spokojnie!- usłyszała za sobą.
"Już nigdy nie idę sama" krzywiła się na samą myśl co mogłoby się wydarzyć, gdyby wtedy nie zwiała. Deszcz przestał padać, ale nadal było zimno. Ash doszła do parku na umówioną godzinę, na jednej z mokrych ławek czekali już na nią Lou i Harry. Na ich widok szybko schowała zdobycz do kieszeni.
-A co tam masz?- Louis objął ją od tyłu i uśmiechnął się.
-Nic- odpowiedziała pospiesznie- To co, idziemy?
-Alkohol już kupiliśmy- powiedział Harry wskazując na trzy siatki pełne piw, wódki i napojów do przepicia.
-O, to w takim razie zostały nam tylko...
-Narkotyki.
-No właśnie. Chodźmy- Ashley już kierowała się w stronę ulicy kiedy ktoś złapał ją za rękę.
-Ash, wolałbym żebyś nic nie brała- Harry przybliżył się do niej. Jego twarz była tylko kilka centymetrów od jej twarzy. Widziała w jego oczach, że naprawdę się zmartwił. Jeszcze nie wiedział co dziewczyna planuje na ten wieczór.
-Nie bój się, nic mi nie będzie. Już wiele razy tak robiłam- odpowiedziała patrząc mu prosto w oczy.
-Jesteś pewna?
-Tak, chodźmy już, bo się nie wyrobimy.
** w tym samym czasie **
-O której robicie tą imprezę?- spytał Niall-Pierwsze osoby mają przyjść coś koło 19, a co?
-Nic, tak pytam. Nie mamy za wiele czasu. A kto będzie?
-Większość osób, które już poznaliście na pizzy.
-Nina?
-Ymm, czemu akurat o nią pytasz?
-Chłopcy się ucieszą- uśmiechnął się i niezręcznie podrapał się po głowie.
Lily przewróciła oczami i pokręciła głową.
-Idźcie już do samochodu- powiedziała do Nialla i Zayna zabierając kluczyki z kuchennej lady. Przy stole siedział Liam, był trochę przygnębiony. Pomimo to, że Lily prawie wcale z nim nie rozmawiała postanowiła spytać co mu jest.
-Liam...
-Tak?
-Wszystko okej?
-Pewnie- przejechał dłonią po twarzy i głęboko odetchnął.
-Wiesz, tak nie zachowuje się człowiek, któremu nic nie jest- zaśmiała się dziewczyna. Liam odwzajemnił uśmiech.
-Wszystko w jak najlepszym porządku, serio. Leć już, bo chłopcy ci gdzieś uciekną- puścił jej oko. Lily pożegnała się i ruszyła w stronę auta. Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Zayn nie odzywał się całą drogę, natomiast Niall gadał jak nakręcony. Dziewczyna kilka razy powstrzymywała się by nie złapać z torebkę i pacnąć go nią w głowę. Opowiadał o wszystkim, o pierwszym dniu spędzonym z chłopcami, o pierwszym prawdziwym koncercie. Obydwoje z Zaynem wiedzieli, że były to dla blondyna wielkie przeżycia, ale to wszystko kręciło się wokół ich kariery, od której Zayn chociaż na chwilę chciał odpocząć, a Lily przestać słuchać. Dlatego kiedy samochód wreszcie stanął wszyscy odetchnęli. Niall poleciał po koszyk zostawiając dwójkę samą.
-Eh, Niall to taka pepla- Zayn postanowił przerwać niezręczną ciszę.
-Ta- rzuciła szybko dziewczyna rozglądając się po wystawach.
-Na próbach ciężko z nim wytrzymać- zaśmiał się nieśmiało. Lily spojrzała na niego, uśmiechnęła się i poszła dalej. Po chwili dołączył do nich Niall.
-Skoczę po jakieś paluszki a wy idźcie po chipsy- powiedziała dziewczyna. Zayn spojrzał przez ramię czy szatynka oddaliła się wystarczająco daleko by nic nie słyszeć. Kiedy zniknęła mu z pola widzenia zwrócił się do Nialla
-Stary, wystopuj trochę.
-O co ci chodzi?- powiedział blondynek sprawdzając cenę chrupek
-Zanudzasz ją tymi swoimi opowieściami. Jeszcze za mało nas nie lubi?
-Ale przecież...
-Nie ma ale. Przez całą drogę pieprzysz jakieś głupoty "One Direction to, One Direction tamto". Myślisz, że jej się chce słuchać tego wszystkiego? Już wystarczająco dużo nas jest w mediach.
-Ojej, przepraszam- powiedział cicho Niall.
-Dobra, już zapomnij. Tylko lepiej pogadaj z nią o czymś innym, zainteresuj się nią.
-A czemu ty nie możesz tego zrobić?
-Bo ona kurwa nie chce ze mną rozmawiać- Zayn popchnął koszyk i ruszył w kierunku kas. Wyszedł na zewnątrz by zapalić papierosa i tam czekał na resztę.
-Gdzie Zayn?- spytała Lily wkładając produkty do koszyka.
-Umm, poszedł się przewietrzyć.
-Dlaczego tak nagle? Pokłóciliście się?
-Nie- powiedział, szybko zmieniając temat- Chodźmy już. Dwójka szybko zrobiła zakupy. Kiedy wyszli przed supermarket nigdzie nie widzieli Zayna.
-Gdzie on znowu polazł, cholera jasna- powiedziała zdenerwowana dziewczyna szukając kluczyków w torebce.
-Spoko, za chwilę do niego zadzwonię.
-Powiedz mu, że jeżeli nie przyjdzie tu za pięć minut będzie wracał do domu na nogach i mało mnie obchodzi czy zdąży na imprezę!
-Wyluzuj- Niall próbował ją uspokoić. Wyciągnął z kieszeni telefon i wykręcił numer przyjaciela.
~
-Gdzie ty jesteś?
-Niedaleko, a co? Już jedziecie?
-Ta, Lily jest strasznie wkurzona, przyjeżdżaj szybko
-Spieprzaj, nie idę.
-Tak? Okej.
~
-Zayn powiedział żeby na niego nie czekać- Niall chciał kryć kumpla.
-I bardzo dobrze. Jednego lamusa mniej- wymamrotała dziewczyna.
-Słucham?!- blondyn udawał, że nie słyszał wcześniejszego zdania.
-Zapomnij.Wsiadaj- powiedziała odpalając papierosa.
-Palisz?
-A nie widać?- rzuciła chamsko.
Niall nie odpowiedział. Obrócił głowę w stronę okna, włożył do uszu słuchawki i zamknął oczy. Bardzo wziął do siebie słowa Malika. A jeszcze ta cała sytuacja z jego zniknięciem. To było dla niego zbyt dziwne i przygnębiające, a przecież tak bardzo chciał dobrze się bawić tego wieczoru.
Kilkadziesiąt minut po godzinie osiemnastej rozległ się dźwięk dzwonku do drzwi.
-Otworzę!- krzyknęła Ashley. Ubrała się w jasne dżinsy rurki i dłuższą, białą, i przewiewną koszulkę na ramiączkach z nadrukiem. Włosy uczesała w niesfornego kucyka a kilka kosmyków upięła luźno wsuwkami. W progu stała cała grupka jej znajomych. Dziewczyny przeważnie były ubrane luźno, w t-shirty i szorty lub dżinsy, natomiast chłopcy założyli przewiewne koszule i luźne spodnie za kolano.
-No siema!- wszyscy krzyknęli stojąc w progu.
-Hej! Wchodźcie! Mam nadzieję, że wzięliście jakieś płyty, bo nasz DJ Malik gdzieś zniknął i do tej pory nie wrócił- zaśmiała się Ash wpuszczając do środka przyjaciół.
-Pewnie- odpowiedziała Caroline podając jej plastikowe opakowania.
-Dzięki- szepnęła szatynka podając je Harry'emu, który właśnie zszedł na dół. Chłopak wyglądał nieziemsko. Biała koszula, lekko rozpięta u góry, idealnie podkreślała jego ciemne, kręcone włosy. Do tego założył beżowe spodnie chinos. Przywitał gości swoim rozbrajającym, ciepłym i bielutkim uśmiechem. Mina jednak mu zrzedła kiedy nie ujrzał jednej osoby. Tej, na której towarzystwie najbardziej mu zależało. Ash zauważyła to. Podeszła do niego i wyszeptała na ucho: "Przyjdzie, nie wiedziałam, że aż tak się za nią stęskniłeś" nawet na niego nie spoglądając. Po prostu, po wypowiedzeniu tych słów ruszyła do kuchni. Nie obróciła się, nie spojrzała na nikogo. Nalała sobie wody do szklanki i usiadła przy stole. Po chwili Hazza stanął w drzwiach. Zobaczyła go kątem oka, ale udawała, że nie wie, że tu jest. Czekała na jego ruch. Chłopak głośno westchnął, chciał do niej podejść, lecz w ostatniej chwili zrezygnował. Nie wiedział nawet co miałby jej wtedy powiedzieć. Że to wcale nie tak, że Nina mu się nie podoba? Przecież mu się podoba. Ale sam nie wiem na kim mu bardziej zależy. Chciałby jej powiedzieć, że Ash wydaje się być zbyt niedostępna dla niego, a Nina jest po prostu łatwiejsza do zdobycia. Ale nie wiedział jak zareaguje. Dlatego wolał z tym jeszcze poczekać.
Nagle w całym domu rozległa się głośna muzyka, słychać było rozmowy i śmiechy. Do czasu aż Ashley wróciła do salonu przybyło jeszcze kilka osób, w efekcie czego było dosyć tłoczno. Dziewczyna przecisnęła się pomiędzy wszystkimi i podeszła do Nialla.
-Gdzie Lily?- krzyknęła, ale muzyka zagłuszała jej głos
-Słucham?- Niall nachylił się bliżej by lepiej usłyszeć. Ash machnęła ręką i ruszyła na górę, do pokoju dziewczyny. Zapukała do drzwi i czekała na odpowiedź. Nagle jej oczom ukazała się jej siostra, w pięknej czarnej sukience przed kolano. Włosy miała delikatnie pofalowane a do tego zrobiła sobie piękny makijaż.
-Wow, siora. Dla kogo to?
-Dla nikogo, przecież jest impreza, nie? Przynajmniej dzisiaj chcę się dobrze bawić. A tak przy okazji, Malik już wrócił?
-Właśnie nie. A co, martwisz się o niego?- szatynka uśmiechnęła się zalotnie.
-No, bardzo- odpowiedziała sarkastycznie Lily.
Zabawa trwała w najlepsze. Alkohol lał się strumieniami, wszyscy byli już lekko wstawieni. Nadszedł czas na narkotyki. Ashley trochę bała się mieszać wódki z używkami, ale jednak się zdecydowała. Znajomi dziewczyn przynieśli coś do wciągania i palenia. Każdy spróbował wszystkiego. W powietrzu unosił się dym z papierosów, na podłodze leżeli całujące się pary i ludzie, którzy mieli już za dużo alkoholu we krwi. Ashley czuła się świetnie. Pomimo, ze kręciło jej się w głowie, chciało jej się wymiotować, a mocne basy sprawiały, że serce uderzało jej do gardła, nie mogła wyobrazić sobie lepszego stanu niż ten, w którym się teraz znajdowała. Położyła się na ziemi obok swojej siostry. Obie zaczęły się śmiać, tak po prostu, z niczego. Gadały jakieś głupoty, potem Lily poszła z jakimś chłopakiem do kuchni. Nikt wolał nie wnikać co tam robili. Ash chodziła z drinkiem pośród ludzi, aż trafiła na Louisa.
-Ej, dobrze się czujesz?- spytał chłopak
Dziewczyna zaczęła się już trochę zataczać, przyłożyła kieliszek do głowy i zaczęła kołysać się w rytmie muzyki. Szatyn objął ją w pasie i zaczęli tańczyć. Przejeżdżał swoją dłonią po jej plecach, bawił się jej włosami a dziewczynie się to podobało. Nie obchodziło jej co właśnie robi ze swoim przyjacielem, chciała po prostu zaszaleć. Louis wziął ją za rękę i pociągnął za sobą w stronę kanapy. Kiedy chcieli się na niej położyć zobaczyli, że jest już zajęta. Ashley pomimo to, że ciężko było cokolwiek zobaczyć pośród dymu i migających świateł, zorientowała się, że jest to Harry z jakąś dziewczyną. Nie chciała wiedzieć z jaką, nawet jej to nie obchodziło. Po prostu chciała się teraz całkowicie zatracić.
Następnego dnia Louis wstał jako pierwszy. Przeczesał włosy i spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę 11.47. Nagle poczuł czyjąś dłoń na swojej nodze. Podniósł głowę i zobaczył, że leży na podłodze pośród większości osób z imprezy. Obok niego leżała Ashley. Miała poczochrane włosy, rozmazany makijaż i trochę podartą koszulkę. Chłopak delikatnie wstał z ziemi a zaraz z pierwszym krokiem poczuł okropny ból głowy. Poszedł do kuchni by napić się wody.
-Dzień dobry- usłyszał głos Lily za sobą. Dziewczyna wyglądała bardzo podobnie do swojej siostry.
-Potargane włosy to chyba u dziewczyn normalka po takich imprezach, hm?- zażartował biorąc kilka łyków. Lily ubrana była w za dużą męską koszulkę i majtki. Lou postanowił wrócić do salonu. Rozglądnął się dookoła. Pobite kieliszki, zdewastowany salon. Szczęściarze zwisali z kanapy i foteli, natomiast ci, którzy mieli mniej szczęścia spali na podłodze. W kącie zauważył swojego przyjaciela opartego o ścianę. Na nim wisiała jakaś dziewczyna. Tym razem Louis wiedział kto to jest. To była Nina. Wtulona w Hazze słodko sobie spała. Chłopak również ją obejmował. Brunet postanowił coś z tym zrobić, nie mógł pozwolić żeby Ash zobaczyła ich oboje w takim stanie.
-Wstawaj- trącił dziewczynę w ramię. W odpowiedzi usłyszał tylko mamrotanie.- Nina wstawaj w tej chwili!
Blondynka otworzyła oczy i ze zdziwieniem wpatrywała się w Louisa.
-Czego chcesz do cholery?!
-Odczep się od Harry'ego.
-Śpię, nie widzisz? I on też śpi. Daj nam spokój.- odpowiedziała wracając do poprzedniej pozycji.
Chłopak usłyszał, że ktoś się budzi. Spojrzał prze ramię. Ashley powoli się podnosiła. Pewnie czuła się tak samo jak jej przyjaciel zaraz po obudzeniu.
-Ash! Siemka! Dobrze spałaś?- podbiegł do niej zasłaniając widok za sobą.
-To pytanie retoryczne?- przejechała dłonią po twarzy i włosach.- O matko, co tu robią ci ludzie?
-yy, śpią. Chodźmy do kuchni coś zjeść.
-Nie, muszę znaleźć drugiego buta, chyba jest gdzieś w kącie.
-Poczekaj przyniosę ci.
-Dam sobie radę.
-Ale naprawdę, idź już do kuchni.- złapał ją za ramiona.
-Louis- wyprzedziła go- serio, potrafię sama sob-
Nastała cisza.
-Miałaś tego nie widzieć- wyszeptał Louis.
**********
Chciałyśmy bardzo przeprosić za naszą długą nieobecność na blogu. Musiałyśmy zająć się poprawianiem ocen, a potem zapomniałyśmy hasła i nie mogłyśmy się zalogować. Na szczęście wszystko jest już w porządku. Mamy nadzieję, że nie będziecie się długo na nas gniewać. Następny rozdział z pewnością pojawi się dużo wcześniej. Jak już pewnie zauważyłyście mamy nowy nagłówek, za którego wykonanie bardzo dziękujemy http://www.facebook.com/BloodyAnnProductions Zachęcamy do komentowania i obserwowania bloga :)
(jeśli chcecie być informowane o nowych rozdziałach podajcie nazwy swoich twitterów w komentarzach)
Chciałyśmy bardzo przeprosić za naszą długą nieobecność na blogu. Musiałyśmy zająć się poprawianiem ocen, a potem zapomniałyśmy hasła i nie mogłyśmy się zalogować. Na szczęście wszystko jest już w porządku. Mamy nadzieję, że nie będziecie się długo na nas gniewać. Następny rozdział z pewnością pojawi się dużo wcześniej. Jak już pewnie zauważyłyście mamy nowy nagłówek, za którego wykonanie bardzo dziękujemy http://www.facebook.com/BloodyAnnProductions Zachęcamy do komentowania i obserwowania bloga :)
(jeśli chcecie być informowane o nowych rozdziałach podajcie nazwy swoich twitterów w komentarzach)
niedziela, 6 maja 2012
Czwarty
The sun goes down
The stars come out
And all that counts
Is here and now
My universe will never be the same
I'm glad you came
The stars come out
And all that counts
Is here and now
My universe will never be the same
I'm glad you came
Ashley przebudziła się i sięgnęła po telefon.
- Halo?
- Hej Ash. Tu Anka. Co dzisiaj robicie?
- Umm... nie wiem. Lily pewnie jeszcze śpi, a co? Stało się coś?
- Nie. Po prostu wybieramy się do wesołego miasteczka i chciałam się zapytać czy przypadkiem nie macie ochoty pójść z nami.
- Hmm... W sumie, czemu nie. Muszę tylko obudzić Lil, ale wydaję mi się, że też będzie chciała iść. Spotkamy się na miejscu?
- Tak. Bądźcie o 11 dobra?
- Yhmy. No to do zobaczenia.
- Pa.
Ashley rozłączyła się i odłożyła telefon. Podniosła się, przetarła oczy i spojrzała na zegarek. Była 9:30. Wygramoliła się z łóżka, zabrała ubrania i poszła do łazienki. Wykonała poranną toaletę, przebrała się i ruszyła w stronę pokoju siostry. Nacisnęła na klamkę jednak drzwi nie ustąpiły. Zapukała raz, drugi, trzeci. Lil dalej nie wychodziła.
- Lily! To ja, Ashley! Otwórz, mam do ciebie sprawę!
Po chwili usłyszała jakiś hałas dochodzący za drzwi. W końcu stanęła przed nią zaspana Liliane, która przeczesała włosy i zapytała:
- Czego chcesz?
- Dzwoniła Anka, zapraszają nas do wesołego miasteczka. Idziemy?
- O której?
- O 11:00 mamy być na miejscu.
Lily obróciła się, spojrzała na zegarek i powiedziała:
- No okej, a ONI idą z nami?
- Jacy ONI?
- No, chłopcy.
- Aaa nie. Zostawimy im kartkę i tyle. Przebierz się i zejdź na dół. Co chcesz na śniadanie?
- Płatki z mlekiem.
- Okej.
Ashley zeszła do kuchni i zaczęła przygotowywać śniadanie. Włączyła radio i cicho sobie podśpiewywała.
Miski, łyżki, mleko oraz płatki położyła na stole i zabrała się za jedzenie. Po chwili dołączyła do niej Lily.
- Jest mama?
- Raczej nie. Nie widzę auta- wyglądnęła przez okno- Pewnie znowu coś załatwia.
Siostry szybko zjadły śniadanie i posprzątały po sobie. Ashley wyciągnęła z szuflady kartkę oraz długopis i w pośpiechu naskrobała kilka zdań.
Jesteśmy na mieście z przyjaciółmi. Nie chciałyśmy was budzić. Czujcie się jak u siebie w domu.
Ashley i Lily x
Położyły ją na stole i poszły do przedpokoju. Założyły buty, zabrały okulary przeciwsłoneczne oraz kluczyki do samochodu i wyszły. Od razu udały się w stronę czarnego range rovera. Liliane usiadła za kierownicą, a Ash obok niej. Ruszyły...
**********
- Kurde, nie mam gdzie zaparkować – mruknęła Lil – Dobra, wysiadaj. Za chwilę do was dołączę, nie wchodźcie jeszcze okej?
- Spoko.
Lily zatrzymała się przed wejściem do wesołego miasteczka. Ashley szybko wyskoczyła z auta i podbiegła do przyjaciół a Liliane pojechała szukać miejsca parkingowego.
- Siemka – powiedziała witając się ze znajomymi.
- Siema. Wchodzimy? - zapytała Anka
- Jeszcze nie. Musimy poczekać na Lil.
- Okej.
Po chwili Ash ujrzała wysoką brunetkę idącą w ich stronę.
- Nie mówiłaś, że Nina tu będzie – szepnęła do Anki
- No, bo nie pytałaś. Nagle jej nie lubisz?
W międzyczasie Lily zdążyła się już przebrać i zapalić. Leżała na łóżku z laptopem na kolanach i przeglądała różne stronki. Po jakichś dwóch godzinach usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła się i otwarła je. Jej oczom ukazał się Niall.
- No, bo nie pytałaś. Nagle jej nie lubisz?
- Nigdy jakoś szczególnie za nią nie przepadałam...- skrzywiła się. Tak naprawdę lubiła Ninę, była jej bardzo dobrą koleżanką. Jednak ostatnia sytuacja nie dawała jej spokoju. Ash zaczynała podejrzewać, że jest.... zazdrosna?
- Cześć wszystkim –
przywitała się Nina
- Siema – odpowiedziała
grupka
Brunetka usiadła obok
Ashley i zapytała:
- Co u ciebie?
- Yyy wszystko dobrze, dzięki.
- Lily nie ma? - spytała, i
nie czekając na odpowiedź szatynki, dodała – Gdzie jest Harry?
- Lil szuka miejsca na
parkingu a CHŁOPCY zostali w domu. Czemu pytasz akurat o Hazze?
- A jakoś tak... Dobrze się
wczoraj dogadywaliśmy.
Ashley nie odpowiedziała,
ponieważ właśnie dołączyła do nich Lily uprzednio witając się z przyjaciółmi.
-No to co, wchodzimy? -
spytała
**********
- Harry wyłaź z tej
łazienki! - krzyczał Louis
- Poczekaj chwilę!
- Czekam już 20 minut!
- No to idź do innej!
- Ale ja chce skorzystać z
tej!
- No już, już. - odrzekł
Hazza wychodząc z pomieszczenia
- Ile można się kąpać. -
mruknął Lou mijając przyjaciela
Harry lekko się uśmiechnął
i zszedł do kuchni zostawiając po sobie mokre ślady. Przy stole siedział już Liam, który
właśnie pił kawę.
- Siema.
- Cześć. Dziewczyn nie ma?
- Nie. Poszły na miasto i nie
chciały nas budzić.
- Aha. A Vicky?
- Jej też nie ma.
- Czyli mamy wolną chatę?
- Yhmy...
- No to spoko.
- CO JEMY NA ŚNIADANIE?! -
krzyknął uśmiechnięty Louis wbiegając do pomieszczenia
- Naleśniki, ale musicie mi
pomóc. - odrzekł Liam
- Na pewno tego chcesz? -
spytał cwaniacko uśmiechający się Niall wchodząc do kuchni
- Tak. Nie będę wszystkiego
robił sam.
- No to okej. - odpowiedział
Louis grzebiąc w lodówce – Co będzie nam potrzebne?
- Mleko, mąka... – zaczął
wyliczać Liam
- Mleko już mam – odrzekł
Lou kładąc na stole butelkę z białym płynem
- Poszukam mąki –
powiedział Niall grzebiąc w szafkach
- I cukru – dodał Harry
- I cukru – powtórzył
Nialler
- A ja miksera. - rzekł Liam
- Miksera? Po co ci mikser? -
spytał Lou
- A jak wymieszasz ciasto?
Łyżką? Lepiej wyciągnij jajka.
- Ile?
- Dwa.
- Okej – odpowiedział Louis
ruszając w stronę lodówki. Otworzył ją, zabrał potrzebne
rzeczy i obrócił się. Niestety wszedł w niego Harry dzięki
czemu jajka znalazły się na ziemi rozbryzgując się na wszystkie
strony.
- Hahahaha – śmiali się. Po kilku minutach uspokoili się i zaczęli przygotowywać ciasto.
- ZA DUŻO MĄKI! - krzyknął
Liam trącając Nialla. Blondasek lekko się wystraszył i rozsypał
połowę opakowania na podłogę.
- Dzięki – mruknął
Po jakimś czasie dołączył
do nich zaspany Zayn. W końcu wszystkie naleśniki zostały usmażone
i chłopcy zabrali się za spożywanie posiłku.
- Kto chce soku? - spytał
Harry podnosząc się z krzesła
Cała czwórka
podniosła ręce, ponieważ byli zajęci jedzeniem. Chłopak
zabrał z szafki szklanki i rozłożył je na stole. Wyciągnął z
lodówki sok i zaczął go rozlewać do szklanek.
Następnie usiadł obok przyjaciół i kontynuował jedzenie.
Następnie usiadł obok przyjaciół i kontynuował jedzenie.
- Lou podaj mi nutelle –
poprosił Niall
Szatyn sięgnął po słoik
i niechcący trącił szklankę dzięki czemu cała jej zawartość
rozlała się na stole.
- Fuck – mruknął pod nosem
- O kurde. Patrzcie która
godzina! - krzyknął Liam
- No 14 i co?
- MECZ!
Chłopcy zaczęli
podnosić się z krzeseł.
- A naleśniki? - szepnął
Niall
- Weź je ze sobą.
Zadowolony Nialler szybko
przygotował sobie kilka naleśników, położył je na talerz
i dołączył do przyjaciół.
**********
- Ma ktoś ochotę na lody? Ja
stawiam. - spytała Lily lekko się uśmiechając
- Ja chcę – zgłosiła się
Ashley
- Ktoś jeszcze ?
- Niee. Najedliśmy się
hot-dogami. - odrzekła Anka
- Dobra, to my idziemy.
Spotkamy się pod domem strachów okej?
- Yhmy.
Siostry podążyły w stronę
małej budki z lodami.
- Jakie chcesz smaki? -
zapytała Lil
- Kawa, wanilia i czekolada.
- Ja poproszę sorbet
malinowy, mango i czekoladę.
Odebrały swoje lody,
zapłaciły i usiadły na pobliskiej ławce.
- Która godzina? -
zapytała Ash
Lily spoglądnęła na
telefon i odpowiedziała:
- 16:34 a co?
- Nic. Mam nadzieję, że
chłopcy jakoś sobie poradzili.
- Oj tam. Przecież nie są
dziećmi, nie? Tylko mi nie mów, że chcesz wracać do domu
dlatego, że się o nich boisz.
Dziewczyna odwróciła
wzrok i nie odpowiedziała.
-Poczekaj chwilkę, idę tylko coś zobaczyć- powiedziała Ashley.
-Ruszaj się- odpowiedziała Lily.
Ashley poszła w kierunku budki z zabawkami dla dzieci, słodyczami itp. Obróciła się sprawdzając czy siostra spogląda w jej stronę, jednak Lily zajęta była jedzeniem loda. Ash wyciągnęła z kieszeni telefon i wykręciła numer do Louisa.
-Lou? Cześć, tu Ashley. Jak sobie radzicie?
-Aa, bardzo dobrze- usłyszała głos Louisa w słuchawce. W tle słychać było krzyki Zayna i Harry'ego, śmiech Nialla, a po chwili podniesiony głos zdenerwowanego Liama.
-Jesteś pewny?- spytała zmartwiona dziewczyna.
-Yyy, muszę kończyć, Harry wywalił stół.
-CO ZROBIŁ?
-Nic, nic. Narazie- brunet rozłączył się. Dziewczyna włożyła telefon do kieszeni potrząsając głową. Bała się co zastanie w domu. Miała tylko nadzieję, że chłopcy zdążą posprzątać zanim wrócą.
-No co ty robisz, w dziecko się bawisz, że oglądasz te pierdoły?- usłyszała głos siostry.
-Już idę!- krzyknęła kierując się w stronę Lily.
Szybko skończyły jeść lody i dołączyły do przyjaciół. Cała grupka wjechała wagonikami do domu strachów. Oczywiście nie odbyło się bez krzyków. Potem skorzystali jeszcze z kilku atrakcji i uznali, że czas wracać do domu. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.
-Poczekaj chwilkę, idę tylko coś zobaczyć- powiedziała Ashley.
-Ruszaj się- odpowiedziała Lily.
Ashley poszła w kierunku budki z zabawkami dla dzieci, słodyczami itp. Obróciła się sprawdzając czy siostra spogląda w jej stronę, jednak Lily zajęta była jedzeniem loda. Ash wyciągnęła z kieszeni telefon i wykręciła numer do Louisa.
-Lou? Cześć, tu Ashley. Jak sobie radzicie?
-Aa, bardzo dobrze- usłyszała głos Louisa w słuchawce. W tle słychać było krzyki Zayna i Harry'ego, śmiech Nialla, a po chwili podniesiony głos zdenerwowanego Liama.
-Jesteś pewny?- spytała zmartwiona dziewczyna.
-Yyy, muszę kończyć, Harry wywalił stół.
-CO ZROBIŁ?
-Nic, nic. Narazie- brunet rozłączył się. Dziewczyna włożyła telefon do kieszeni potrząsając głową. Bała się co zastanie w domu. Miała tylko nadzieję, że chłopcy zdążą posprzątać zanim wrócą.
-No co ty robisz, w dziecko się bawisz, że oglądasz te pierdoły?- usłyszała głos siostry.
-Już idę!- krzyknęła kierując się w stronę Lily.
Szybko skończyły jeść lody i dołączyły do przyjaciół. Cała grupka wjechała wagonikami do domu strachów. Oczywiście nie odbyło się bez krzyków. Potem skorzystali jeszcze z kilku atrakcji i uznali, że czas wracać do domu. Pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę.
- Gdzie zaparkowałaś?
- Pod Tesco.
W końcu siostry dotarły
pod supermarket. Wsiadły do auta i ruszyły...
**********
Po kilkunastu minutach były
już pod domem. Po drodze wstąpiły do piekarni po świeże
pieczywo. Zabrały siatki i weszły do środka. Od razu podążyły w
stronę kuchni. Stanęły w przejściu i zamarły. Lily z wrażenia
wypuściła siatki. Wypadły z nich bułki i głucho potoczyły się
po podłodze.
- Co tutaj się stało? -
szepnęła Ash
W kuchni panował okropny
bałagan. Wszędzie było brudno. Na talerzach rozsiadły się już
muchy. Na dodatek śmierdziało jakąś spalenizną.
- Zaraz szlag mnie trafi –
rzekła przez zaciśnięte zęby Lily – ONE DIRECTION, DO MNIE! -
krzyknęła i już po chwili ujrzała przed sobą 5 zdezorientowanych
chłopców.
- Coś się stało? - spytał
wystraszony Louis
- Oprócz tego, że jest
tu taki bajzel, że nie da się przejść to nic, wszystko jest w jak
najlepszym porządku. – odparła z ironią w głosie Lil
- Aaa to. Jedliśmy śniadanie
no i zaczął się mecz, więc musieliśmy iść i...
- Nie no, spoko. Wszystko jest
okej, nie? - powiedziała Liliane – Mówiłam, że tak będzie
– mruknęła wychodząc z pomieszczenia.
-Louis, podobno sobie radziliście....?
-Próbowałem wszytko ogarnąć- powiedział Liam, któremu było chyba najbardziej przykro.
- Co tu tak śmierdzi? - spytała Ash ignorując wymówki Liama.
-Próbowałem wszytko ogarnąć- powiedział Liam, któremu było chyba najbardziej przykro.
- Co tu tak śmierdzi? - spytała Ash ignorując wymówki Liama.
- Mikser się zepsuł, ale nie
przejmuj się, odkupimy taki sam. - odparł Harry
Dziewczyna spojrzała na
nich karcącym wzrokiem i powiedziała:
- Macie to posprzątać.
Po czym wyszła z kuchni i
udała się w stronę swojego pokoju.
W międzyczasie Lily zdążyła się już przebrać i zapalić. Leżała na łóżku z laptopem na kolanach i przeglądała różne stronki. Po jakichś dwóch godzinach usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła się i otwarła je. Jej oczom ukazał się Niall.
- Kuchnia jest już
posprzątana. Kolacja na stole, idziesz?
- Kolacja?
- No tak. Niestety tylko
kanapki, ale nie chcieliśmy już nic rozwalić – odparł Nialler
spuszczając wzrok. Dziewczynie zrobiło się trochę głupio. W sumie nic takiego się nie stało a ona zachowała się jak jakieś rozkapryszone dziecko.
- Chodź.- odpowiedziała lekko się uśmiechając
Zamknęła drzwi na
klucz i razem z blondaskiem zeszła do kuchni. Przy stole siedzieli
chłopcy wraz z Ashley, która już zajadała się kanapkami.
Liliane zajęła jedyne
wolne miejsce między Zaynem i Niallem i zaczęła jeść. Nagle
brunet zapytał:
- Co powiecie na wyjazd nad
jezioro? To będą takie nasze przeprosiny za dzisiejszy dzień.
****************
Baaaardzo przepraszamy, że tak zwlekałyśmy z tym rozdziałem, mamy nadzieję, że nas nie znienawidziłyście haha ;) niestety mamy strasznie dużo sprawdzianów, zaległości do nadrobienia i musimy popoprawiać kilka ocen, dlatego większość czasu poświęcamy nauce, ale w każdej wolnej chwili staramy się coś naskrobać. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba, bardzo prosimy o komentowanie :) Dziękujemy za masę wejść i za komentarze pod ostatnim rozdziałem :)
Pozdrawiamy :)
****************
Baaaardzo przepraszamy, że tak zwlekałyśmy z tym rozdziałem, mamy nadzieję, że nas nie znienawidziłyście haha ;) niestety mamy strasznie dużo sprawdzianów, zaległości do nadrobienia i musimy popoprawiać kilka ocen, dlatego większość czasu poświęcamy nauce, ale w każdej wolnej chwili staramy się coś naskrobać. Mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba, bardzo prosimy o komentowanie :) Dziękujemy za masę wejść i za komentarze pod ostatnim rozdziałem :)
Pozdrawiamy :)
wtorek, 17 kwietnia 2012
Trzeci
-Przepraszam- wyszeptała Lily i sięgnęła po widelca. Rozejrzała się po twarzach wszystkich, byli zdziwieni i patrzyli się na nią jak na idiotkę.- Boże, co?! Nikt nigdy nie widział jak widelec upada na ziemie- powiedziała podirytowana i wyszła z pokoju.
Nastała cisza. Ashley spojrzała na mamę pytającym wzrokiem. Vicky nie wiedziała jak ma się zachować, po twarzach chłopców można było zauważyć, że nie są zadowoleni z reakcji Lily. Każdy z nich miał spuszczoną głowę, jedynie Ash spojrzała na sufit i głośno westchnęła.
-To jak będzie?
-Umm, to chyba nie będzie najlepszy pomysł...- zaczął Liam
-To jest bardzo dobry pomysł. Jeżeli chodzi o Lily, nie przejmujcie się nią. Musi was lepiej poznać i wszystko będzie okej- uśmiechnęła się Vicky
-Właśnie, że nie. Słuchajcie, nie chcemy wam robić przykrości, ale nawet ślepy zauważy, że ona za nami nie przepada i wątpię czy kiedykolwiek zacznie. Plus, Vicky ciężko pracuje, jeżeli miałaby mieć na głowie jeszcze nas... To by był za duży kłopot- powiedział Louis.
Chłopcy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Chyba pierwszy raz Lou, ich wesoły, ciągle żartujący Lou był taki poważny. Ashley spojrzała na niego znaczącym wzrokiem.
-Lou, my mówimy całkiem serio. Dotąd nie miałyśmy żadnych chłopców w domu, więc taka odmiana dobrze nam zrobi- powiedziała cicho.
-Ale my nie jesteśmy bezdomni- zaśmiał się.
-To nie dlatego... Proszę- powiedziała błagalnym tonem szatynka.
-Zastanowimy się- wtrącił się Harry.
-No to dobrze- uśmiechnęła się Ashley na co Hazz odpowiedział tym samym. Dziewczyna zaczęła zbierać naczynia po skończonym posiłku
-Daj, pomogę ci- chłopak zabrał talerz swój i Zayna, który siedział obok. Podszedł do szatynki i stanął przed nią bardzo blisko, sięgając po naczynia, które trzymała w ręce. Spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się szeroko. Ashley wpatrywała się w niego przez chwilę. Miał takie piękne oczy, że ciężko było od nich oderwać wzrok. A dodatkowo kiedy Harry się uśmiechał jego oczy szkliły się i błyszczały. Kiedy dziewczyna już myślała, że zdoła wyrwać się z "pola magnetycznego" chłopaka, znajdywała w nim coś co nie pozwalało jej odejść. "Uspokój się i przestań się na niego gapić."-powtarzała w myślach. Pomimo wszystko przyglądała się jego twarzy z ogromną ciekawością. Stwierdziła, że nie czuła się tak wcześniej. Niby nie była w nim zauroczona, przynajmniej jeszcze nie, ale coś okropnie ją do niego ciągnęło... Chociaż wiedziała, że nie powinno. W końcu opamiętała się i odwróciła wzrok. Uśmiechnęła się do siebie i założyła za ucho kosmyk włosów, które opadały jej na twarz. Harry znów posłał jej swój piękny uśmiech i zaniósł naczynia do kuchni. Dziewczyna wróciła do stołu i usiadła obok Louisa. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
-Coś jest na rzeczy?- spytał dociekliwie
-Słucham?-zaśmiała się
-Widzę jak na niego patrzysz.
-To nie tak, serio. Po prostu...-nie dokończyła. Nie potrafiła. Nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Kiedy była obok Harrego czuła się dziwnie. Niby ją pociągał, ale w środku czuła dziwne uczucie, które mówiło jej, żeby tym razem odpuściła. Louis wiedział o co chodzi, pomimo to, że nie znali się tylko kilka dni zdążył zauważyć jak Ashley zachowuje się w niektórych sytuacjach.
-Okej, jak chcesz.- chłopak postanowił nie męczyć jej dłużej. Rozejrzał się po jadalni. Lubił oglądać wnętrza, to była jakby jego ukryta pasja, o której sam do końca nie był przekonany. Już od małego interesował się każdą formą sztuki. Od śpiewania do architektury. Wyobrażał sobie jak inaczej mogłoby wyglądać to mieszkanie, co można by było ulepszyć.. I w jego wyobraźni wyglądało to całkiem nieźle. W tym samym momencie przypomniał sobie o talencie Ashley.- Ej, pokaż mi swoje rysunki, co?
-Nie ma opcji!- powiedziała uśmiechając się.
-No weeeeź. Ja ci pokażę jak śpiewam.
-Ja wiem jak śpiewasz, haha. Louis, nie.
-Ashley tak. Chodź, idziemy- wstał od stołu i wziął ją za rękę. W tej samej chwili Harry wszedł do jadalni
-Oo, gdzie się wybierasz?- powiedział na widok swojego przyjaciela.
-A takie tam- szybko rzucił Lou ciągnąc za sobą Ashley. Kiedy Hazza zobaczył ją, otworzył szeroko oczy. Dziewczyna niewinnie uśmiechnęła się, wzruszyła ramionami, po czym pognała za Louisem na górę.
-Z tego co kojarzę to mój pokój jest w drugą stronę- uśmiechnęła się.
-Serio? Nie zauważyłem- strzelił głupią minę.- No to prowadź.
Ashley spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem i poszła w stronę swojej sypialni. Stanęli przed dużymi brązowymi drzwiami. Dziewczyna nacisnęła klamkę i weszli do środka. Pokój Ash był ogromny. Ściany pokrywała biała farba, oprócz jednej, która była czarna i miała białe wzory. Na środku, przy tej ścianie, znajdowało się duże, wygodne łóżko. Dookoła stało pełno stoliczków, gdzie porozrzucane były kosmetyki, papiery i płyty. W kącie znajdowało się obszerne biurko z kilkoma szufladami.
-Wow, ładny pokój.
-Dziękuję- uśmiechnęła sie Ash. Usiadła na krześle obok biurka, podczas gdy Lou rozłożył się na łóżku. Co chwila sięgał po przedmioty leżące dookoła i pytał 'co to takiego?' 'skąd to masz?' 'po co ci to?'. Dziewczyna ze śmiechem odpowiadała na wszystkie pytania. Louis, pomimo tego, że był od niej starszy, zachowywał się jak jej młodszy brat. Był jej osobistym Piotrusiem Panem, dwudziestolatkiem z duszą dziesięciolatka. Wzbudzał w niej chęć do cieszenia się najbanalniejszymi rzeczami, w każdej zauważał coś, z czego można było się pośmiać. Ashley sama taka była, ale przebywała z całkiem różnymi ludźmi, bardziej dojrzalszymi. Na szczęście przy Louisie mogła pozwolić sobie na trochę infantylności.
Minęła im tak chwila czasu, ciągle o czymś rozmawiali.
-No dobra, ale przyszedłem tu żeby obejrzeć rysunki- uśmiechnął się, spoglądając na nią spod łba.
-Kuurde, myślałam, że zapomniałeś- zaśmiała się. Louis wstał i podszedł do krzesła na którym siedziała. Przykucnął przy niej i położył jej ręce na kolanach.
-No, gdzie są?
Ashley sięgnęła do szuflady i wyciągnęła podłużny i gruby notes, z którego wypadało kilka kartek.
-Przepraszam, już jest trochę poniszczony. I niektóre nie są dokończone...
-Nic nie szkodzi, zaraz zobaczymy co tu mamy- zaśmiał się i wrócił na łóżko. Z uśmiechem przewracał kolejne kartki. Po jego minie można było stwierdzić, że rysunki mu się podobają. Ash przyglądała się jego twarzy z daleka, studiowała każdy jego grymas. Bardzo jej zależało na jego opinii. W końcu Louis skończył przeglądać notes. Zamknął go głośno, odłożył na kołdrę obok siebie i głęboko westchnął.
-Kobieto...
-Jak ci się nie podobają to wolę nie wiedzieć
-Masz ogromny talent! I uwierz mi, znam się na tym. Najbardziej podoba mi się jak rysujesz ludzi, tak śmiesznie-zażartował.
-No dzięki!- rzuciła w niego poduszką, która leżała obok jej stopy.
-Żartowałem przecież, śliczne są..
-Haha, dziękuję. Staram się, ale to tylko dla przyjemności. Rysuję jak mi się nudzi. Zazwyczaj kiedy nie mogę zasnąć to coś skrobię- zaśmiała się.
-No to chyba często ci się nudzi sądząc po ilości tych, jak to nazywasz bazgrołów.
-Niby tak... Dobra, nieważne. Cieszę się, że ci się podobają.
-Podobają to mało powiedziane! Są świetne! Chłopaki muszą je zobaczyć!
-Ooooo nie nie nie. Co to to nie. Szczerze powiedziawszy jesteś jedyną osobą, która je widziała i wolę żeby tak zostało.
-Serio? Wow, czuję się zaszczycony
-No, i tak powinno być- zaśmiała się- Podasz mi notes?- wyciągnęła rękę w stronę Lou. Chłopak kiwnął głową i sięgnął po rysunki. Nagle wypadło z niego kilka kartek.
-O kurcze, przepraszam!- powiedział niebieskooki rzucając się na ziemie.
-Nic się nie stało, spokojnie. Wiele razy tak miałam.
-Całe szczęście.
-Ale musisz mi pomóc je pozbierać, haha- dziewczyna zaczęła zbierać do kupy wszystkie kartki. Louis zaczął jej pomagać, lecz nagle Ash zauważyła, że przestał. Spojrzała na niego i zobaczyła, że uporczywie wpatruje się w jedną z kartek.
-Ten jest chyba niedokończony, zgadza się?- podał jej lekko podarty świstek papieru.
-Umm, tak. Zapomnij o nim, proszę- odpowiedziała szybko.
-Wszędzie poznam te loczki- wymruczał uśmiechając się pod nosem.
Ashley bardzo się zmieszała. To był jej tzw "prywatny rysunek". Czasem po prostu lubiła przelać uczucia na papier. Kiedy nie mogła przestać o czymś myśleć po prostu to malowała, w różnorodnej postaci. Ubiegłej nocy nie mogła zasnąć, więc postanowiła namalować to, co od samego rana siedziało jej w głowie. Zapomniała jednak schować go do szkatułki. W sumie nawet o tym nie pomyślała, notes z rysunkami zawsze był jej własnością. Ale stało się. Wiedziała, że może zaufać Louisowi, i że nie puści pary z ust.
Po skończonej pracy Louis udał się z powrotem do jadalni, gdzie ku jego zdziwieniu wszyscy jeszcze siedzieli. Ashley postanowiła zaglądnąć do siostry. Podeszła pod jej pokój i zaczęła pukać. Najpierw delikatnie, lecz gdy zorientowała się, że Lily może jej nie usłyszeć zaczęła uderzać w drzwi coraz mocniej.
-Halooo, Lil, jesteś tam?!- dobijała się, ale nie usłyszała odpowiedzi.
-Czego chcesz?- usłyszała za sobą.
-Boże, ale mnie wystraszyłaś- obróciła się i oparła się o drzwi kładąc rękę na klatce piersiowej. Lily tylko się skrzywiła.- Przyszłam zobaczyć co słychać... Chyba nie odpowiada ci ich towarzystwo, co?
-Nie trudno to zauważyć.
-No tak. Ale posłuchaj mnie chociaż raz. Daj im szansę, jedną. Proszę. Na prawdę są bardzo fajni. Mama jutro wyjeżdża, pomyślałam, że mogłybyśmy ich wziąć ze sobą do znajomych, zapoznać ze sobą. Skoro mamy razem mieszkać to chyba pasowałoby ich wkręcić w nasze towarzystwo, nie myślisz?
-Nie bardzo.
-Prooooszę?- Ash zrobiła słodkie oczka i złożyła ręce. Lily chwilę się zastanowiła i w końcu się zgodziła.
-Ale to jest jedyna szansa. Jak mnie nie przekonają, to nie ręczę za siebie co się później będzie działo- zaśmiała się.
-Haha, spoko. To co, zejdziesz ze mną na dół?
Lily skinęła głową i ruszyły w stronę jadalni. Zasiadły wokół stołu i zaczęły rozmawiać. Lily bardziej otworzyła się na rozmowy z chłopcami, nie była już taka oschła. Jednak bała się jutra...
Następnego dnia cała piątka miała się wprowadzić. Gdy dziewczyny obudziły się, Vicky już nie było. Wyjechała zaraz z rana, tak jak mówiła. Około godziny 12 siostry powitały nowych lokatorów. Pomogły im się rozpakować i zaprosiły ich na spotkanie ze znajomymi. Chłopcy po dłuższym zastanowieniu zgodzili się, mieli nadzieję, że to pomoże im lepiej poczuć się w nowym środowisku. Wieczorem cała siódemka wyszła do pizzeri, gdzie byli umówieni z resztą.
-Siemka!- Ash przywitała się ze wszystkimi.
-Hej- odpowiedzieli jednogłośnie.
-Może się tego nie spodziewaliście, ale przyprowadziłyśmy kilku nowych znajomych- uśmiechnęła się.
-Taak, to jest Louis, Harry, Niall, Liam i.. Zayn- wyliczała Lily. Usiadła obok swojej najlepszej przyjaciółki i rozpoczęła rozmowę kompletnie nie przejmując się nikim dookoła.
Ashley posadziła chłopców wokół stołu i usiadła pomiędzy Niną a Liamem. Nina była wysoką i szczupłą brunetką, lecz pomimo tego miała wszystkie "odpowiednie" walory. Zazwyczaj chłopcy nie mogli odciągnąć od niej wzroku. Dodatkowo nie można było jej zarzucić, że jest głupia czy pusta, ponieważ była jedną z najlepszych uczennic w całym mieście. Podsumowując- po prostu ideał.
-Nina jest wolna?- nagle Liam szepnął do Ash.
-Haha, tak. Wolna i cała wasza, nacieszcie się, bo wątpię czy to będzie trwało długo- puściła mu oko. W sumie w ich grupce było około 12 osób, oczywiście wliczając już "nowych członków". Wspólnie zamówili ogromna pizzę.
-Nina jest w typie Hazzy?- Ashley spytała Louisa.
-Każda jest w jego typie- zaśmiał się- A czemu pytasz?
-Bo chyba dobrze się dogadują- wskazała na ciągle śmiejącą się dwójkę.
-Najwidoczniej tak, a co, przeszkadza ci to?- uśmiechnął się podejrzliwie.
-Nie nie. Skądże... Po prostu chcę wiedzieć, bo Nina to moja dobra koleżanka. Fajnie by było gdyby byli razem.- skłamała. Tak na prawdę bolało ją, gdy widziała jak Harry flirtuje z brunetką. Przecież tak wypierała się, że nic do niego nie poczuła. Wypierała się tego nawet przed samą sobą. Wierzyła w to, że "często powtarzane kłamstwo staje się prawdą". Lecz niestety w tym przypadku to chyba nie poskutkowało. Próbowała rozmawiać z innymi, lecz za każdym razem jej wzrok skupiał się na tamtej dwójce. Co chwilę spoglądała na nich, miała nadzieję, że nie ma się o co martwić. W końcu otrzymali swoje zamówienie.
-Jacy oni są?
-Beznadziejni, uwierz mi- powiedziała Lily.
-Nie prawda, wydają się być spoko. Nie wyglądają na typowych gwiazdorów- powiedziała Caroline.
-To tylko pozory, a pozory mylą.
-A próbowałaś chociaż z nimi pogadać?
-Z nimi nie da się gadać! Nie są typem ludzi, z którymi lubię spędzać czas.
-No tak, nie są mną- zaśmiała się dziewczyna
-Haha, dokładnie. I tobie też radziłabym się od nich trzymać z daleka-uśmiechnęła się i zabrała się za jedzenie pizzy.
-Więc... Słyszałam, że zostajecie w mieście na dłużej, prawda?- spytała Nina lekko się uśmiechając.
-Tak, dziewczyny zaproponowały żebyśmy z nimi zamieszkali.- odpowiedział Harry.
-To bardzo dobrze, będziemy mogli się częściej widywać- wyszczerzyła się- Jeżeli oczywiście chcesz.
-Pewnie, że tak- puścił jej oko- Wracasz do domu tą samą drogą?
-Niee, idę w przeciwnym kierunku.
-Odprowadzę cię jeśli chcesz..
-Nie trzeba- zaśmiała się- Poza tym nie znałbyś drogi powrotnej do domu Ashley i Lily.
-Fakt...- zaczerwienił się lekko i głupio się uśmiechnął.
Wieczór minął wszystkim bardzo przyjemnie. Prawie wszystkim... Jak widać Ashley była trochę zmartwiona. Widziała jak Harry wymienia się z Niną numerami telefonu. Próbowała skupić się na czymś innym, dlatego dużo rozmawiała z Louisem co jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyło.
-Umm, ma ktoś jakieś pieniądze?- spytał Niall grzebiąc po kieszeniach.
-Ja jestem spłukany- powiedział Liam.
-Ja tak samo- dołączył się Zayn.
-Ktokolwiek?- ponownie spytał blondyn, lecz wszyscy pokiwali przecząco głową.
-Wszystko wydaliśmy na pizze- zaśmiała się Lily. To był chyba pierwszy raz kiedy szczerze uśmiechnęła się w ich towarzystwie.
-o to idziemy pieszo! Hej ho, przygodo!- krzyknął Louis. Wszyscy zaczęli się śmiać i ruszyli za nim w stronę domu dziewczyn.
Z samego przodu szedł Lou, jako najstarszy członek grupy postanowił poprowadzić wszystkich do celu. Zaraz za nim szedł Zayn i Liam, którzy zawzięcie o czymś rozmawiali. Później szli Lily i Niall. Blondyn próbował ją jakoś do siebie przekonać. Coraz bardziej mu się to udawało, tym bardziej, że dziewczyna miała chyba dobry dzień.
-Macie fajnych znajomych- zaśmiał się.
-Haha, tak, to dlatego, że my jesteśmy takie fajne. Nie no żartuję.
-Nie musisz żartować- uśmiechnął się.- Tak prawda, bardzo fajne z was dziewczyny.
-Aww, dziękuję. Ale... mówisz to po tym wszystkim jak się zachowywałam?
-No tak. Powiedziałaś, że musisz się do nas przekonać, więc czekamy i czekamy... Aż się doczekamy. Mam nadzieję- uśmiechnął się.
-Ja też mam taką nadzieję.
-Nina jest bardzo fajna. Jesteście przyjaciółkami?
-Hmm, można tak powiedzieć, jesteśmy całkiem blisko. Mogę was umówić na spotkanie jeśli o to ci chodzi- powiedziała z lekką irytacją w głosie.
-Nie, haha. Dzięki. Sam to zrobię- uśmiechnął się bezczelnie spoglądają na rozgwieżdżone niebo. Ashley jeszcze bardziej posmutniała. Wiedziała, że Harry dobrze się z nią dogada, mieli bardzo podobne charaktery.
-Hej, co się stało?- spytał chłopak.
-Co? Nie, nic.- Ash spuściła głowę.
-Przecież widzę.
-Na prawdę nic się nie stało.Po prostu źle się poczułam.
-Mam taką nadzieję- objął ją.
"Czy on właśnie... Co on wyprawia? Dlaczego mnie objął? Wcale tego nie chcę, niech sobie nie myśli. Nie no dobra... Chcę tego. Tak ładnie pachnie. Ale przecież przed chwilą flirtował z Niną. A przedtem flirtował ze mną. I teraz znowu to robi. Czy on taki jest naprawdę? Muszę o to spytać Louisa. Ale jak na razie dobrze mi w jego objęciach, więc nie będę protestować"- uśmiechnęła się do siebie. Zwolnili trochę, reszta była już daleko w przodzie, a oni po prostu szli do przodu nic nie mówiąc, aż w końcu znaleźli się pod domem. Do końca dnia nie zamienili ani słowa.
Lily siedziała w salonie i oglądała telewizję. Było już bardzo późno, wszyscy poszli spać. Ona jako jedyna nie mogła. Zwykle siedziałaby w swoim pokoju lub na balkonie paląc papierosa i czytając książkę. Jednak dzisiaj czuła się inaczej, miała ochotę na właśnie taka odmianę. Nagle usłyszała przekręcany klucz w drzwiach. Zerwała się i weszła do korytarza. To była Vicy.
-Cześć, nie śpisz jeszcze?- wyszeptała mama.
-Nie, jakoś nie mogę spać- powiedziała splatając ręce na klatce piersiowej.
-A reszta już na górze?
-Tak. Co ty tak długo?
-Miałam jednak więcej załatwień niż się spodziewałam. No ale dałam radę. A jak wam minął dzień?
-Świetnie.
-Świetnie?- Vicky otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. Dziewczyny spędziły cały dzień z chłopcami i mówią, że dzień minął im "świetnie"?! I to jeszcze Lily, która była im tak przeciwna.
-No tak, dobrze się bawiliśmy. Ale sobie nie myśl... Nadal ich nie lubię- uśmiechnęła się i ruszyła na górę w kierunku swojego pokoju.
************
No i dotrwaliśmy do, bardzo długo wyczekiwanego, trzeciego rozdziału :) Mamy nadzieję, że przypadnie wam on do gustu. Jeżeli chcecie być informowane o nowych rozdziałach możecie podawać swoje twittery lub numery gg w komentarzach :) Jeśli czytacie to zostawcie po sobie małą pamiątkę w formie komentarza. Dla was to kilka sekund a my mamy motywację do dalszego pisania.
Nastała cisza. Ashley spojrzała na mamę pytającym wzrokiem. Vicky nie wiedziała jak ma się zachować, po twarzach chłopców można było zauważyć, że nie są zadowoleni z reakcji Lily. Każdy z nich miał spuszczoną głowę, jedynie Ash spojrzała na sufit i głośno westchnęła.
-To jak będzie?
-Umm, to chyba nie będzie najlepszy pomysł...- zaczął Liam
-To jest bardzo dobry pomysł. Jeżeli chodzi o Lily, nie przejmujcie się nią. Musi was lepiej poznać i wszystko będzie okej- uśmiechnęła się Vicky
-Właśnie, że nie. Słuchajcie, nie chcemy wam robić przykrości, ale nawet ślepy zauważy, że ona za nami nie przepada i wątpię czy kiedykolwiek zacznie. Plus, Vicky ciężko pracuje, jeżeli miałaby mieć na głowie jeszcze nas... To by był za duży kłopot- powiedział Louis.
Chłopcy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Chyba pierwszy raz Lou, ich wesoły, ciągle żartujący Lou był taki poważny. Ashley spojrzała na niego znaczącym wzrokiem.
-Lou, my mówimy całkiem serio. Dotąd nie miałyśmy żadnych chłopców w domu, więc taka odmiana dobrze nam zrobi- powiedziała cicho.
-Ale my nie jesteśmy bezdomni- zaśmiał się.
-To nie dlatego... Proszę- powiedziała błagalnym tonem szatynka.
-Zastanowimy się- wtrącił się Harry.
-No to dobrze- uśmiechnęła się Ashley na co Hazz odpowiedział tym samym. Dziewczyna zaczęła zbierać naczynia po skończonym posiłku
-Daj, pomogę ci- chłopak zabrał talerz swój i Zayna, który siedział obok. Podszedł do szatynki i stanął przed nią bardzo blisko, sięgając po naczynia, które trzymała w ręce. Spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się szeroko. Ashley wpatrywała się w niego przez chwilę. Miał takie piękne oczy, że ciężko było od nich oderwać wzrok. A dodatkowo kiedy Harry się uśmiechał jego oczy szkliły się i błyszczały. Kiedy dziewczyna już myślała, że zdoła wyrwać się z "pola magnetycznego" chłopaka, znajdywała w nim coś co nie pozwalało jej odejść. "Uspokój się i przestań się na niego gapić."-powtarzała w myślach. Pomimo wszystko przyglądała się jego twarzy z ogromną ciekawością. Stwierdziła, że nie czuła się tak wcześniej. Niby nie była w nim zauroczona, przynajmniej jeszcze nie, ale coś okropnie ją do niego ciągnęło... Chociaż wiedziała, że nie powinno. W końcu opamiętała się i odwróciła wzrok. Uśmiechnęła się do siebie i założyła za ucho kosmyk włosów, które opadały jej na twarz. Harry znów posłał jej swój piękny uśmiech i zaniósł naczynia do kuchni. Dziewczyna wróciła do stołu i usiadła obok Louisa. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
-Coś jest na rzeczy?- spytał dociekliwie
-Słucham?-zaśmiała się
-Widzę jak na niego patrzysz.
-To nie tak, serio. Po prostu...-nie dokończyła. Nie potrafiła. Nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Kiedy była obok Harrego czuła się dziwnie. Niby ją pociągał, ale w środku czuła dziwne uczucie, które mówiło jej, żeby tym razem odpuściła. Louis wiedział o co chodzi, pomimo to, że nie znali się tylko kilka dni zdążył zauważyć jak Ashley zachowuje się w niektórych sytuacjach.
-Okej, jak chcesz.- chłopak postanowił nie męczyć jej dłużej. Rozejrzał się po jadalni. Lubił oglądać wnętrza, to była jakby jego ukryta pasja, o której sam do końca nie był przekonany. Już od małego interesował się każdą formą sztuki. Od śpiewania do architektury. Wyobrażał sobie jak inaczej mogłoby wyglądać to mieszkanie, co można by było ulepszyć.. I w jego wyobraźni wyglądało to całkiem nieźle. W tym samym momencie przypomniał sobie o talencie Ashley.- Ej, pokaż mi swoje rysunki, co?
-Nie ma opcji!- powiedziała uśmiechając się.
-No weeeeź. Ja ci pokażę jak śpiewam.
-Ja wiem jak śpiewasz, haha. Louis, nie.
-Ashley tak. Chodź, idziemy- wstał od stołu i wziął ją za rękę. W tej samej chwili Harry wszedł do jadalni
-Oo, gdzie się wybierasz?- powiedział na widok swojego przyjaciela.
-A takie tam- szybko rzucił Lou ciągnąc za sobą Ashley. Kiedy Hazza zobaczył ją, otworzył szeroko oczy. Dziewczyna niewinnie uśmiechnęła się, wzruszyła ramionami, po czym pognała za Louisem na górę.
-Z tego co kojarzę to mój pokój jest w drugą stronę- uśmiechnęła się.
-Serio? Nie zauważyłem- strzelił głupią minę.- No to prowadź.
Ashley spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem i poszła w stronę swojej sypialni. Stanęli przed dużymi brązowymi drzwiami. Dziewczyna nacisnęła klamkę i weszli do środka. Pokój Ash był ogromny. Ściany pokrywała biała farba, oprócz jednej, która była czarna i miała białe wzory. Na środku, przy tej ścianie, znajdowało się duże, wygodne łóżko. Dookoła stało pełno stoliczków, gdzie porozrzucane były kosmetyki, papiery i płyty. W kącie znajdowało się obszerne biurko z kilkoma szufladami.
-Wow, ładny pokój.
-Dziękuję- uśmiechnęła sie Ash. Usiadła na krześle obok biurka, podczas gdy Lou rozłożył się na łóżku. Co chwila sięgał po przedmioty leżące dookoła i pytał 'co to takiego?' 'skąd to masz?' 'po co ci to?'. Dziewczyna ze śmiechem odpowiadała na wszystkie pytania. Louis, pomimo tego, że był od niej starszy, zachowywał się jak jej młodszy brat. Był jej osobistym Piotrusiem Panem, dwudziestolatkiem z duszą dziesięciolatka. Wzbudzał w niej chęć do cieszenia się najbanalniejszymi rzeczami, w każdej zauważał coś, z czego można było się pośmiać. Ashley sama taka była, ale przebywała z całkiem różnymi ludźmi, bardziej dojrzalszymi. Na szczęście przy Louisie mogła pozwolić sobie na trochę infantylności.
Minęła im tak chwila czasu, ciągle o czymś rozmawiali.
-No dobra, ale przyszedłem tu żeby obejrzeć rysunki- uśmiechnął się, spoglądając na nią spod łba.
-Kuurde, myślałam, że zapomniałeś- zaśmiała się. Louis wstał i podszedł do krzesła na którym siedziała. Przykucnął przy niej i położył jej ręce na kolanach.
-No, gdzie są?
Ashley sięgnęła do szuflady i wyciągnęła podłużny i gruby notes, z którego wypadało kilka kartek.
-Przepraszam, już jest trochę poniszczony. I niektóre nie są dokończone...
-Nic nie szkodzi, zaraz zobaczymy co tu mamy- zaśmiał się i wrócił na łóżko. Z uśmiechem przewracał kolejne kartki. Po jego minie można było stwierdzić, że rysunki mu się podobają. Ash przyglądała się jego twarzy z daleka, studiowała każdy jego grymas. Bardzo jej zależało na jego opinii. W końcu Louis skończył przeglądać notes. Zamknął go głośno, odłożył na kołdrę obok siebie i głęboko westchnął.
-Kobieto...
-Jak ci się nie podobają to wolę nie wiedzieć
-Masz ogromny talent! I uwierz mi, znam się na tym. Najbardziej podoba mi się jak rysujesz ludzi, tak śmiesznie-zażartował.
-No dzięki!- rzuciła w niego poduszką, która leżała obok jej stopy.
-Żartowałem przecież, śliczne są..
-Haha, dziękuję. Staram się, ale to tylko dla przyjemności. Rysuję jak mi się nudzi. Zazwyczaj kiedy nie mogę zasnąć to coś skrobię- zaśmiała się.
-No to chyba często ci się nudzi sądząc po ilości tych, jak to nazywasz bazgrołów.
-Niby tak... Dobra, nieważne. Cieszę się, że ci się podobają.
-Podobają to mało powiedziane! Są świetne! Chłopaki muszą je zobaczyć!
-Ooooo nie nie nie. Co to to nie. Szczerze powiedziawszy jesteś jedyną osobą, która je widziała i wolę żeby tak zostało.
-Serio? Wow, czuję się zaszczycony
-No, i tak powinno być- zaśmiała się- Podasz mi notes?- wyciągnęła rękę w stronę Lou. Chłopak kiwnął głową i sięgnął po rysunki. Nagle wypadło z niego kilka kartek.
-O kurcze, przepraszam!- powiedział niebieskooki rzucając się na ziemie.
-Nic się nie stało, spokojnie. Wiele razy tak miałam.
-Całe szczęście.
-Ale musisz mi pomóc je pozbierać, haha- dziewczyna zaczęła zbierać do kupy wszystkie kartki. Louis zaczął jej pomagać, lecz nagle Ash zauważyła, że przestał. Spojrzała na niego i zobaczyła, że uporczywie wpatruje się w jedną z kartek.
-Ten jest chyba niedokończony, zgadza się?- podał jej lekko podarty świstek papieru.
-Umm, tak. Zapomnij o nim, proszę- odpowiedziała szybko.
-Wszędzie poznam te loczki- wymruczał uśmiechając się pod nosem.
Ashley bardzo się zmieszała. To był jej tzw "prywatny rysunek". Czasem po prostu lubiła przelać uczucia na papier. Kiedy nie mogła przestać o czymś myśleć po prostu to malowała, w różnorodnej postaci. Ubiegłej nocy nie mogła zasnąć, więc postanowiła namalować to, co od samego rana siedziało jej w głowie. Zapomniała jednak schować go do szkatułki. W sumie nawet o tym nie pomyślała, notes z rysunkami zawsze był jej własnością. Ale stało się. Wiedziała, że może zaufać Louisowi, i że nie puści pary z ust.
Po skończonej pracy Louis udał się z powrotem do jadalni, gdzie ku jego zdziwieniu wszyscy jeszcze siedzieli. Ashley postanowiła zaglądnąć do siostry. Podeszła pod jej pokój i zaczęła pukać. Najpierw delikatnie, lecz gdy zorientowała się, że Lily może jej nie usłyszeć zaczęła uderzać w drzwi coraz mocniej.
-Halooo, Lil, jesteś tam?!- dobijała się, ale nie usłyszała odpowiedzi.
-Czego chcesz?- usłyszała za sobą.
-Boże, ale mnie wystraszyłaś- obróciła się i oparła się o drzwi kładąc rękę na klatce piersiowej. Lily tylko się skrzywiła.- Przyszłam zobaczyć co słychać... Chyba nie odpowiada ci ich towarzystwo, co?
-Nie trudno to zauważyć.
-No tak. Ale posłuchaj mnie chociaż raz. Daj im szansę, jedną. Proszę. Na prawdę są bardzo fajni. Mama jutro wyjeżdża, pomyślałam, że mogłybyśmy ich wziąć ze sobą do znajomych, zapoznać ze sobą. Skoro mamy razem mieszkać to chyba pasowałoby ich wkręcić w nasze towarzystwo, nie myślisz?
-Nie bardzo.
-Prooooszę?- Ash zrobiła słodkie oczka i złożyła ręce. Lily chwilę się zastanowiła i w końcu się zgodziła.
-Ale to jest jedyna szansa. Jak mnie nie przekonają, to nie ręczę za siebie co się później będzie działo- zaśmiała się.
-Haha, spoko. To co, zejdziesz ze mną na dół?
Lily skinęła głową i ruszyły w stronę jadalni. Zasiadły wokół stołu i zaczęły rozmawiać. Lily bardziej otworzyła się na rozmowy z chłopcami, nie była już taka oschła. Jednak bała się jutra...
Następnego dnia cała piątka miała się wprowadzić. Gdy dziewczyny obudziły się, Vicky już nie było. Wyjechała zaraz z rana, tak jak mówiła. Około godziny 12 siostry powitały nowych lokatorów. Pomogły im się rozpakować i zaprosiły ich na spotkanie ze znajomymi. Chłopcy po dłuższym zastanowieniu zgodzili się, mieli nadzieję, że to pomoże im lepiej poczuć się w nowym środowisku. Wieczorem cała siódemka wyszła do pizzeri, gdzie byli umówieni z resztą.
-Siemka!- Ash przywitała się ze wszystkimi.
-Hej- odpowiedzieli jednogłośnie.
-Może się tego nie spodziewaliście, ale przyprowadziłyśmy kilku nowych znajomych- uśmiechnęła się.
-Taak, to jest Louis, Harry, Niall, Liam i.. Zayn- wyliczała Lily. Usiadła obok swojej najlepszej przyjaciółki i rozpoczęła rozmowę kompletnie nie przejmując się nikim dookoła.
Ashley posadziła chłopców wokół stołu i usiadła pomiędzy Niną a Liamem. Nina była wysoką i szczupłą brunetką, lecz pomimo tego miała wszystkie "odpowiednie" walory. Zazwyczaj chłopcy nie mogli odciągnąć od niej wzroku. Dodatkowo nie można było jej zarzucić, że jest głupia czy pusta, ponieważ była jedną z najlepszych uczennic w całym mieście. Podsumowując- po prostu ideał.
-Nina jest wolna?- nagle Liam szepnął do Ash.
-Haha, tak. Wolna i cała wasza, nacieszcie się, bo wątpię czy to będzie trwało długo- puściła mu oko. W sumie w ich grupce było około 12 osób, oczywiście wliczając już "nowych członków". Wspólnie zamówili ogromna pizzę.
-Nina jest w typie Hazzy?- Ashley spytała Louisa.
-Każda jest w jego typie- zaśmiał się- A czemu pytasz?
-Bo chyba dobrze się dogadują- wskazała na ciągle śmiejącą się dwójkę.
-Najwidoczniej tak, a co, przeszkadza ci to?- uśmiechnął się podejrzliwie.
-Nie nie. Skądże... Po prostu chcę wiedzieć, bo Nina to moja dobra koleżanka. Fajnie by było gdyby byli razem.- skłamała. Tak na prawdę bolało ją, gdy widziała jak Harry flirtuje z brunetką. Przecież tak wypierała się, że nic do niego nie poczuła. Wypierała się tego nawet przed samą sobą. Wierzyła w to, że "często powtarzane kłamstwo staje się prawdą". Lecz niestety w tym przypadku to chyba nie poskutkowało. Próbowała rozmawiać z innymi, lecz za każdym razem jej wzrok skupiał się na tamtej dwójce. Co chwilę spoglądała na nich, miała nadzieję, że nie ma się o co martwić. W końcu otrzymali swoje zamówienie.
-Jacy oni są?
-Beznadziejni, uwierz mi- powiedziała Lily.
-Nie prawda, wydają się być spoko. Nie wyglądają na typowych gwiazdorów- powiedziała Caroline.
-To tylko pozory, a pozory mylą.
-A próbowałaś chociaż z nimi pogadać?
-Z nimi nie da się gadać! Nie są typem ludzi, z którymi lubię spędzać czas.
-No tak, nie są mną- zaśmiała się dziewczyna
-Haha, dokładnie. I tobie też radziłabym się od nich trzymać z daleka-uśmiechnęła się i zabrała się za jedzenie pizzy.
-Więc... Słyszałam, że zostajecie w mieście na dłużej, prawda?- spytała Nina lekko się uśmiechając.
-Tak, dziewczyny zaproponowały żebyśmy z nimi zamieszkali.- odpowiedział Harry.
-To bardzo dobrze, będziemy mogli się częściej widywać- wyszczerzyła się- Jeżeli oczywiście chcesz.
-Pewnie, że tak- puścił jej oko- Wracasz do domu tą samą drogą?
-Niee, idę w przeciwnym kierunku.
-Odprowadzę cię jeśli chcesz..
-Nie trzeba- zaśmiała się- Poza tym nie znałbyś drogi powrotnej do domu Ashley i Lily.
-Fakt...- zaczerwienił się lekko i głupio się uśmiechnął.
Wieczór minął wszystkim bardzo przyjemnie. Prawie wszystkim... Jak widać Ashley była trochę zmartwiona. Widziała jak Harry wymienia się z Niną numerami telefonu. Próbowała skupić się na czymś innym, dlatego dużo rozmawiała z Louisem co jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyło.
-Umm, ma ktoś jakieś pieniądze?- spytał Niall grzebiąc po kieszeniach.
-Ja jestem spłukany- powiedział Liam.
-Ja tak samo- dołączył się Zayn.
-Ktokolwiek?- ponownie spytał blondyn, lecz wszyscy pokiwali przecząco głową.
-Wszystko wydaliśmy na pizze- zaśmiała się Lily. To był chyba pierwszy raz kiedy szczerze uśmiechnęła się w ich towarzystwie.
-o to idziemy pieszo! Hej ho, przygodo!- krzyknął Louis. Wszyscy zaczęli się śmiać i ruszyli za nim w stronę domu dziewczyn.
Z samego przodu szedł Lou, jako najstarszy członek grupy postanowił poprowadzić wszystkich do celu. Zaraz za nim szedł Zayn i Liam, którzy zawzięcie o czymś rozmawiali. Później szli Lily i Niall. Blondyn próbował ją jakoś do siebie przekonać. Coraz bardziej mu się to udawało, tym bardziej, że dziewczyna miała chyba dobry dzień.
-Macie fajnych znajomych- zaśmiał się.
-Haha, tak, to dlatego, że my jesteśmy takie fajne. Nie no żartuję.
-Nie musisz żartować- uśmiechnął się.- Tak prawda, bardzo fajne z was dziewczyny.
-Aww, dziękuję. Ale... mówisz to po tym wszystkim jak się zachowywałam?
-No tak. Powiedziałaś, że musisz się do nas przekonać, więc czekamy i czekamy... Aż się doczekamy. Mam nadzieję- uśmiechnął się.
-Ja też mam taką nadzieję.
-Nina jest bardzo fajna. Jesteście przyjaciółkami?
-Hmm, można tak powiedzieć, jesteśmy całkiem blisko. Mogę was umówić na spotkanie jeśli o to ci chodzi- powiedziała z lekką irytacją w głosie.
-Nie, haha. Dzięki. Sam to zrobię- uśmiechnął się bezczelnie spoglądają na rozgwieżdżone niebo. Ashley jeszcze bardziej posmutniała. Wiedziała, że Harry dobrze się z nią dogada, mieli bardzo podobne charaktery.
-Hej, co się stało?- spytał chłopak.
-Co? Nie, nic.- Ash spuściła głowę.
-Przecież widzę.
-Na prawdę nic się nie stało.Po prostu źle się poczułam.
-Mam taką nadzieję- objął ją.
"Czy on właśnie... Co on wyprawia? Dlaczego mnie objął? Wcale tego nie chcę, niech sobie nie myśli. Nie no dobra... Chcę tego. Tak ładnie pachnie. Ale przecież przed chwilą flirtował z Niną. A przedtem flirtował ze mną. I teraz znowu to robi. Czy on taki jest naprawdę? Muszę o to spytać Louisa. Ale jak na razie dobrze mi w jego objęciach, więc nie będę protestować"- uśmiechnęła się do siebie. Zwolnili trochę, reszta była już daleko w przodzie, a oni po prostu szli do przodu nic nie mówiąc, aż w końcu znaleźli się pod domem. Do końca dnia nie zamienili ani słowa.
Lily siedziała w salonie i oglądała telewizję. Było już bardzo późno, wszyscy poszli spać. Ona jako jedyna nie mogła. Zwykle siedziałaby w swoim pokoju lub na balkonie paląc papierosa i czytając książkę. Jednak dzisiaj czuła się inaczej, miała ochotę na właśnie taka odmianę. Nagle usłyszała przekręcany klucz w drzwiach. Zerwała się i weszła do korytarza. To była Vicy.
-Cześć, nie śpisz jeszcze?- wyszeptała mama.
-Nie, jakoś nie mogę spać- powiedziała splatając ręce na klatce piersiowej.
-A reszta już na górze?
-Tak. Co ty tak długo?
-Miałam jednak więcej załatwień niż się spodziewałam. No ale dałam radę. A jak wam minął dzień?
-Świetnie.
-Świetnie?- Vicky otwarła szeroko oczy ze zdziwienia. Dziewczyny spędziły cały dzień z chłopcami i mówią, że dzień minął im "świetnie"?! I to jeszcze Lily, która była im tak przeciwna.
-No tak, dobrze się bawiliśmy. Ale sobie nie myśl... Nadal ich nie lubię- uśmiechnęła się i ruszyła na górę w kierunku swojego pokoju.
************
No i dotrwaliśmy do, bardzo długo wyczekiwanego, trzeciego rozdziału :) Mamy nadzieję, że przypadnie wam on do gustu. Jeżeli chcecie być informowane o nowych rozdziałach możecie podawać swoje twittery lub numery gg w komentarzach :) Jeśli czytacie to zostawcie po sobie małą pamiątkę w formie komentarza. Dla was to kilka sekund a my mamy motywację do dalszego pisania.
wtorek, 3 kwietnia 2012
Drugi
***kilka dni później***
- O której przyjadą chłopcy? - zapytała Ash krojąc cebule
- Powinni być o 16, ale wiesz jakie są korki. - odrzekła Vicky
- No wiem, wiem. Zjemy w ogrodzie czy w jadalni?
- W ogrodzie. Jest ładna pogoda, więc możemy to wykorzystać. Zabierz talerze i rozłóż je na stole dobrze?
Weź do pomocy siostrę.
- Poradzę sobie sama. - odpowiedziała Ashley lekko się uśmiechając. Wyciągnęła z szafek talerze oraz sztućce, wzięła je i wyszła na zewnątrz. Od razu skierowała się w stronę altanki. Weszła do środka, położyła wszystko na stole i wróciła do domu po szklanki. W końcu każda rzecz znalazła swoje miejsce.
- Po co to układasz? - usłyszała i mimowolnie podniosła głowę. Na balkonie siedziała Lily.
- Będziemy miały gości, nie pamiętasz?
- Tylko mi nie mów, że...
- Tak, chłopcy przyjeżdżają do nas na weekend. Mogłabyś wreszcie stamtąd zejść i mi pomóc?
- Fuck. Zupełnie o tym zapomniałam. Nigdzie nie schodzę. Dobrze sobie radzisz.
- No nie bądź taka. Oni wcale nie są tacy źli. I tak będziesz musiała z nami zjeść, więc lepiej zejdź teraz.
- Zawołaj mnie jak już wszystko będzie gotowe. - powiedziała Lily wychodząc z balkonu
**********
Lil właśnie brała prysznic, gdy nagle usłyszała dźwięk przychodzącego sms-a. Spłukała z siebie mydło, zakręciła wodę i wyszła obkręcając się w ręcznik. Podniosła telefon i przeczytała:
Chłopcy już są. Schodź na dół.
Dziewczyna wysuszyła włosy i związała je w luźnego kłosa. Rzęsy musnęła tuszem, założyła bieliznę i poszła do garderoby. Wybrała krótkie jeansowe spodenki z ćwiekami i czarną koszulkę oversize. Przygotowany strój założyła na siebie, telefon wsunęła do kieszeni i chcąc nie chcąc zeszła do kuchni.
- Cześć kochanie. Dobrze, że już jesteś, zaniesiesz te soki na stół? - zapytała Vicky
- Yhmy – mruknęła Lil biorąc do ręki 3 kartony. Wyszła do ogrodu i ruszyła w stronę drewnianej altanki. Ashley już tam siedziała. Oczywiście w towarzystwie 5 chłopców. Na widok Lily Zayn zerwał się i podbiegł do niej.
- Hej, daj pomogę ci. - powiedział próbując wziąć od niej sok.
- Dam sobie radę – mruknęła dziewczyna
- No daj. - odrzekł i zabrał jej dwa kartony
W końcu wszyscy zasiedli przy stole i zajadli się wspaniałymi potrawami przygotowanymi przez Vicky. Harry przez cały czas rozmawiał z Ashley. Na początku dziewczyna, nie wiedząc czemu, była zestresowana, jednak rozluźniła się i pogrążyła w rozmowie z Hazzą.
Wyglądało na to, że każdy dobrze się bawił. Jedynie Liliane, która siedziała pomiędzy Niallem a Zaynem, jakby oderwała się od rzeczywistości. Z nikim nie rozmawiała i tępo wpatrywała się w przestrzeń.
- Ziemia do Lily – usłyszała i ujrzała jak ktoś do niej macha – O czym tak myślisz? - zapytała Vicky
- O niczym.
- Mam do ciebie prośbę. Skoczyłabyś na zakupy? Skończyło się pieczywo a przecież musimy coś zjeść na kolację.
- A Ash?
- Co z nią?
- Ona nie może?
- Przecież nie ma prawa jazdy. Poza tym jest zajęta rozmową z Harrym.
Ashley na dźwięk swojego imienia obróciła się w stronę matki, szeroko się uśmiechnęła i wróciła do konwersacji.
- Muszę?
- Tak. Weź sobie któregoś z chłopców, żeby pomógł ci nieść.
- Ja mogę iść – zgłosił się Zayn
- Nie trzeba. Poradzę sobie sama – mruknęła Lil podnosząc się z krzesła.
- Idź z nią Zayn. Jeszcze się zgubi – odrzekła Vicky szeroko się uśmiechając
- Ha ha ha, ale śmieszne.
- Nie złość się. Chodźcie do kuchni. Zrobię wam listę.
Cała 3 podniosła się z krzeseł i ruszyła w stronę domu. Lily i Zayn usiedli przy stole a mama sióstr wyciągnęła notes oraz długopis i zaczęła robić listę zakupów.
- Masz – powiedziała po chwili wręczając córce kartkę oraz pieniądze – Uważajcie na siebie
- Nie jesteśmy dziećmi – mruknęła Lil wychodząc z kuchni. Na stopy wsunęła czarne conversy, zabrała kluczyki i wyszła. Poszła w stronę czarnego range rovera, który stał na podjeździe. Usiadła na miejscu kierowcy a Zayn obok niej. Włożyła kluczyk do stacyjki, przekręciła go i odpaliła silnik. Ruszyli...
**********
Po kilkunastu minutach niezręcznej ciszy dotarli na miejsce. Oczywiście Zayn próbował zacząć rozmowę, jednak Lily nie miała na to ochoty. Wysiedli z auta i weszli do dużego supermarketu.
Brunet wziął wózek i podążał za dziewczyną, która ciągle wrzucała coś do koszyka.
- Mleko – szepnęła pod nosem patrząc w kartkę
- UWA – zaczął chłopak jednak było już za późno. Lil poślizgnęła się na kałuży wody i zaliczyła tak zwaną glebę.
- Hahahahahaha – śmiał się Zayn
Wkurzona dziewczyna chciała wstać jednak ciągle się ślizgała.
- Wstawaj – powiedział brunet wyciągając do niej dłonie – No daj, pomogę ci.
Lily zastanowiła się chwile i w końcu podała mu ręce. Podniosła się i otrzepała.
- Dzięki – mruknęła odwracając wzrok. Byleby nie patrzeć w jego czekoladowe, błyszczące oczy.
- Nie ma za co – odrzekł Zayn szeroko się uśmiechając – Idziemy po to mleko?
**********
W tym samym czasie Ashley i Harry sprzątali po obiedzie. Znali się dość krótko, ale lubili spędzać ze sobą czas. Zawsze znaleźli jakiś ciekawy temat do rozmów. Haz onieśmielał Ash. Nie mogła ukryć dwóch czerwonych plamek, które ciągle wchodziły na jej policzki.
W końcu wszystkie naczynia znalazły się w zmywarce. Ashley i Harry dołączyli do Louisa, Nialla oraz Vicky, którzy oglądali telewizje.
- Dziękuję za pomoc przy sprzątaniu – rzekła mama dziewczyn szeroko się uśmiechając
- Nie ma za co. To my dziękujemy za zaproszenie i pyszny obiad. - odpowiedział Harry
- Oj tam. Lily i Zayn już przyjechali?
- Nie. Jeszcze ich nie ma, ale pewnie za chwilę wrócą. - odrzekła Ashley siadając obok Lou
- Mam nadzieję... - mruknęła Vicky – A właśnie. Zapomniałabym. Jutro muszę jechać do miasta. Mam wiele spraw do załatwienia. Wrócę wieczorem. Poradzicie sobie?
- Mam nadzieję... - mruknęła Vicky – A właśnie. Zapomniałabym. Jutro muszę jechać do miasta. Mam wiele spraw do załatwienia. Wrócę wieczorem. Poradzicie sobie?
- Tak. Nie martw się.
**********
- Mamy już wszystko? - zapytał Zayn
Lily tylko kiwnęła głową i ruszyła w stronę kas. W końcu wyszli z supermarketu obładowani siatkami. Zakupy włożyli do bagażnika. Zajęli swoje miejsca i wrócili do domu.
Niall wybiegł aby pomóc im w noszeniu. Położyli wszystko w kuchni na stole i zaczęli to rozpakowywać.
- Kupiliście mleko? - zapytała Vicky wchodząc do pomieszczenia
- Tak – odpowiedział Zayn cicho chichocząc
- Coś się stało?
- Co? Nie, nic. Wszystko w porządku. - odrzekła Lily krzywo patrząc się na bruneta.
Schowała makaron do szafki i ruszyła w stronę schodów.
- Gdzie idziesz? - zapytała ją matka
- Do siebie.
- Pomożesz mi potem przygotować pokoje?
- Umm...
- Bardzo cię proszę.
- No dobra. Zawołasz mnie?
- Tak. - odrzekła Vicky szeroko się uśmiechając
Po chwili Lily była już w swoim pokoju. Podłączyła telefon do ładowania, zabrała książkę oraz paczkę papierosów i wyszła z pomieszczenia. Zamknęła je na klucz i weszła na balkon. Usiadła przy stoliku, otworzyła książkę na 243 stronie, odpaliła papierosa, zaciągnęła się i zaczęła czytać.
- LILY! - usłyszała i podniosła głowę. Na początku się zdziwiła. Było już ciemno, a ona nawet tego nie zauważyła. To niesamowite jak książka potrafi wciągnąć.
- JUŻ IDĘ! - krzyknęła podnosząc się. Po drodze wrzuciła powieść oraz papierosy do pokoju.
- Gdzie jesteś? - zapytała zaglądając do kuchni. Z daleka zobaczyła, że czwórka chłopców ogląda telewizje.
- W schowku!
Od razu ruszyła w tamtą stronę. Na miejscu spotkała matkę i Ash, które przygotowywały pościel.
- Wystarczy pościelić im łóżka. - powiedziała Vicky
- Ile pokoi zajmą?
- Tylko dwa. W jednym Louis i Harry, a w drugim reszta. Lily ty weź to – wskazała na poduszki oraz kołdry – i pościel Liamowi, Niallowi oraz Zaynowi, dobrze?
- A nie mogę...
- Nie. - odrzekła Ashley szeroko się uśmiechając
- Świnia – mruknęła Lil
- Też cię kocham siostrzyczko – krzyknęła szatynka wybiegając z pomieszczenia. Liliane podniosła trzy komplety pościeli i ruszyła po schodach lekko się przy tym chwiejąc.
W końcu dotarła pod pokój, który miała zajmować część chłopców. Otworzyła drzwi łokciem i weszła do środka. Światło było zaświecone, jednak zajęta Lily nie zwróciła na to uwagi. Położyła wszystko na puszystym dywanie i zaczęła ścielić jedno z łóżek. Nagle usłyszała za sobą dziwny dźwięk. Mimowolnie się obróciła i zobaczyła Zayna wychodzącego z łazienki.
- Co ty tu robisz? - spytał chłopak
- Ścielę wam łóżka nie widać?
- Zostaw to. Później się tym zajmę.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Podniosła prześcieradło i rozłożyła je na łóżku.
- Przecież... - zaczął Zayn jednak Lily przerwała mu
- Nie to nie - powiedziała i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia. Od razu ruszyła w stronę swojego pokoju. Otworzyła go i weszła do środka. Sprawdziła czy nie ma jakichś nowych wiadomości na facebooku, potem wzięła piżamę i poszła do łazienki. Chciała napuścić wodę do wanny jednak coś było nie tak. Gdy próbowała przekręcić kurek z rur można było usłyszeć dziwne bulgoczące dźwięki. Na dodatek woda nie chciała wypłynąć. Lil zdenerwowała się i uznała, że musi skorzystać z innej łazienki. Zabrała najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła do pomieszczenia w którym mogłaby wziąć długą relaksującą kąpiel. Po chwili już leżała w wannie wypełnionej po brzegi ciepłą wodą. Wzięła do ręki jedną ze swoich ulubionych książek i zaczęła czytać. Mijały minuty... w końcu dziewczyna umyła się i wyszła z wanny. Właśnie obkręcała się ręcznikiem, gdy nagle drzwi od łazienki otworzyły się.
- ZAJĘTE!
- Sory! - krzyknął Liam przymykając oczy. Na jego twarzy momentalnie pojawiły się rumieńce. Wycofał się zamykając za sobą drzwi.
- Zero prywatności - mruknęła pod nosem rozzłoszczona Lily. Wzięła do ręki szczotkę i zabrała się za rozczesywanie włosów. Nie minęło 20 minut a ona już schodziła do kuchni.
- Zostaw to. Później się tym zajmę.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Podniosła prześcieradło i rozłożyła je na łóżku.
- Przecież... - zaczął Zayn jednak Lily przerwała mu
- Nie to nie - powiedziała i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia. Od razu ruszyła w stronę swojego pokoju. Otworzyła go i weszła do środka. Sprawdziła czy nie ma jakichś nowych wiadomości na facebooku, potem wzięła piżamę i poszła do łazienki. Chciała napuścić wodę do wanny jednak coś było nie tak. Gdy próbowała przekręcić kurek z rur można było usłyszeć dziwne bulgoczące dźwięki. Na dodatek woda nie chciała wypłynąć. Lil zdenerwowała się i uznała, że musi skorzystać z innej łazienki. Zabrała najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła do pomieszczenia w którym mogłaby wziąć długą relaksującą kąpiel. Po chwili już leżała w wannie wypełnionej po brzegi ciepłą wodą. Wzięła do ręki jedną ze swoich ulubionych książek i zaczęła czytać. Mijały minuty... w końcu dziewczyna umyła się i wyszła z wanny. Właśnie obkręcała się ręcznikiem, gdy nagle drzwi od łazienki otworzyły się.
- ZAJĘTE!
- Sory! - krzyknął Liam przymykając oczy. Na jego twarzy momentalnie pojawiły się rumieńce. Wycofał się zamykając za sobą drzwi.
- Zero prywatności - mruknęła pod nosem rozzłoszczona Lily. Wzięła do ręki szczotkę i zabrała się za rozczesywanie włosów. Nie minęło 20 minut a ona już schodziła do kuchni.
Nalała sobie soku i usiadła przy stole. Była wściekła. Dość, że jacyś gwiazdorzy kręcą się po jej domu to na dodatek wchodzą jej do łazienki.
Po chwili dołączyła do niej matka, która zaczęła robić kolację.
- Pomożesz mi? - zapytała Vicky
Po chwili dołączyła do niej matka, która zaczęła robić kolację.
- Pomożesz mi? - zapytała Vicky
- A co mam zrobić?
- Możesz posmarować te bułki masłem, a potem pokroić pomidory.
Dziewczyna kiwnęła głową i zabrała się do pracy. Ashley i Louis rozkładali talerze a reszta chłopców oglądała telewizje.
- Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział Lou lekko się uśmiechając
- A co chcesz wiedzieć dokładnie? - odparła Ashley
- No nie wiem... Co lubisz robić?
- Rysować.
- Oo to fajnie. Pokażesz mi kiedyś swoje prace?
- Ale to są tylko takie bazgroły. Nie mam jakiegoś szczególnego talentu. Po prostu czasem lubię coś sobie namalować.
- Jakoś nie chce mi się wierzyć.
Dziewczyna nie odpowiedziała, lekko się uśmiechnęła i kontynuowała wcześniej przerwaną pracę.
W końcu wszystko było gotowe i cała ósemka zasiadła do stołu. Ash i Lou zawzięcie o czymś rozmawiali ciągle się przy tym śmiejąc. Po chwili odezwała się Vicky.
- Wy teraz nagrywacie płytę prawda? - spytała zwracając się do Zayna
- Tak. - odpowiedział brunet
- A gdzie dokładnie mieszkacie?
- W hotelu, w sumie niedaleko was.
- Codziennie dojeżdżacie do studia?
- No niestety tak. Nie mamy innego wyjścia.
- No to może zamieszkacie z nami?
"BRZDĘK" Lily wypuściła z rąk widelec, zamarła i popatrzyła na matkę szeroko otwierając oczy.
********
Prosze, dwójeczka już jest! :D
Jeżeli chcecie być informowane o nowych rozdziałach możecie podawać swoje twittery w komentarzach :)
Mamy nadzieję, że rozdział się podoba. Liczymy na chociaż kilka komentarzy. Jeżeli przeczytacie rozdział to proooosimy bardzo o skomentowanie, cokolwiek. Dziękujemy za tak dużą ilość wejść i za komentarze pod poprzednim rozdziałem :) xx
- Opowiedz mi coś o sobie. - powiedział Lou lekko się uśmiechając
- A co chcesz wiedzieć dokładnie? - odparła Ashley
- No nie wiem... Co lubisz robić?
- Rysować.
- Oo to fajnie. Pokażesz mi kiedyś swoje prace?
- Ale to są tylko takie bazgroły. Nie mam jakiegoś szczególnego talentu. Po prostu czasem lubię coś sobie namalować.
- Jakoś nie chce mi się wierzyć.
Dziewczyna nie odpowiedziała, lekko się uśmiechnęła i kontynuowała wcześniej przerwaną pracę.
W końcu wszystko było gotowe i cała ósemka zasiadła do stołu. Ash i Lou zawzięcie o czymś rozmawiali ciągle się przy tym śmiejąc. Po chwili odezwała się Vicky.
- Wy teraz nagrywacie płytę prawda? - spytała zwracając się do Zayna
- Tak. - odpowiedział brunet
- A gdzie dokładnie mieszkacie?
- W hotelu, w sumie niedaleko was.
- Codziennie dojeżdżacie do studia?
- No niestety tak. Nie mamy innego wyjścia.
- No to może zamieszkacie z nami?
"BRZDĘK" Lily wypuściła z rąk widelec, zamarła i popatrzyła na matkę szeroko otwierając oczy.
********
Prosze, dwójeczka już jest! :D
Jeżeli chcecie być informowane o nowych rozdziałach możecie podawać swoje twittery w komentarzach :)
Mamy nadzieję, że rozdział się podoba. Liczymy na chociaż kilka komentarzy. Jeżeli przeczytacie rozdział to proooosimy bardzo o skomentowanie, cokolwiek. Dziękujemy za tak dużą ilość wejść i za komentarze pod poprzednim rozdziałem :) xx
środa, 21 marca 2012
Pierwszy
Lily obudziła się dosyć wcześnie, jak zazwyczaj. Nikt jednak o tym nie wiedział. Zawsze zostawała w swoim pokoju aż do południa. Wychodziła wtedy na korytarz i kierowała się wprost na balkon. Oglądała wschód słońca, zastanawiała się nad wszystkim, tęskniła do tego co straciła. Sięgała po swoją ulubioną książkę i czytała ją oddychając świeżym powietrzem. Później zapalała papierosa i dopiero wtedy zaczynała normalny dzień.
Jednak nie tym razem... Zamknęła drzwi na klucz i leżała w łóżku wpatrując się w sufit. Nie miała najmniejszej ochoty poznawać tych całych gwiazdorów. To nie był typ ludzi, z którymi ona się zadawała. Wolała ludzi spokojnych, zrównoważonych, dla których liczyło się coś więcej niż pieniądze. Wiedziała, że z tej znajomości będą same kłopoty. Bo w sumie co dobrego może wyniknąć z poznania piątki wylansowanych przez media chłopaków. Jedyne o co się modliła to to, żeby przypadkiem nie polubić jednego z nich. Z rozmyślania wyrwało ją pukanie do drzwi.
-Lily, jeżeli natychmiast nie zejdziesz na dół nie skończy się to dla ciebie dobrze!
To była Ashley, jej młodsza siostra. W przeciwieństwie do niej była zawsze roześmiana i szczęśliwa. Chciała by wszyscy byli z niej zadowoleni. Była dobrą uczennicą, miłą pogodną i bardzo pomocną dziewczyną. Pomimo tego, ze były siostrami i miały całkiem inne charaktery dogadywały się dosyć dobrze.
-Nie zejdę!- wymamrotała Lily kładąc sobie poduszkę na twarz- Odejdź, i tak ci nie otworzę.
-Masz pięć minut!- usłyszała zdenerwowany głos Ash, a później odgłos zbiegania po schodach.
"Znowu będzie się wdzięczyć do wszystkich i wciskać im swoje ulubione ciasteczka"- pomyślała zirytowana Lily. "Dobra, w sumie pasowałoby się chociaż przywitać" stwierdziła. Podeszła do lustra i spięła luźnego koka.
-Nie będę się stroiła dla jakichś gwiazdeczek, co to to nie.- sięgnęła po długą szarą bluzę i narzuciła ją na siebie. Wyciągnęła z kieszeni klucz i otworzyła drzwi. Już na korytarzu usłyszała śmiechy i głośne rozmowy. "Boże, dlaczego mi to robisz"- wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę schodów.
Kiedy zeszła na dół zobaczyła czwórkę chłopaków siedzących wokół stoliczka i Ashley. Stanęła w drzwiach, i tak nikt jej nie zauważył. Nagle usłyszała głos za sobą.
-Ciasteczko?- spytał wysoki brunet. Obróciła się i zobaczyła, że trzyma w rękach tacę z ciastkami, lecz to nie na nie zwróciła uwagę. Był nawet dość przystojny, zrobił na niej wrażenie. Ale i tak miała już wyrobioną opinię co do nich wszystkich.
-Nie, dziękuję- odpowiedziała oschle i skierowała się do kuchni, gdzie była jej mama.
-Poznałaś już chłopców?- spytała uśmiechnięta. Kroiła bagietkę na małe, okrągłe kanapeczki i nakładała na nie twarożku. Dziewczyny je uwielbiały.
Lily postanowiła uniknąć pytania.
-Oo, specjalnie dla nas?- spytała sięgając po jedną.
-Tak, stwierdziłam, że chłopcom też mogą posmakować.
Dziewczyna skrzywiła się.
-Potrafisz mówić o czymś innym? Czy tylko oni będą teraz głównym tematem naszych rozmów?
-Ale o co ci chodzi kochanie?
-O nic. Po prostu od kiedy wróciłaś nie było godziny żebyś o nich nie wspomniała.
-Przepraszam jeśli ci to przeszkadza- powiedziała robiąc smutną minę.
-Dobra, nieważne. Wezmę już te gotowe kanapki.- zabrała tacę i poszła do salonu. Położyła ją na stoliczku i usiadła obok Ashley na sofie.
-To jest moja siostra, Lily- powiedziała uśmiechnięta szatynka. Chłopcy przywitali się jednogłośnie, lecz dziewczyna nawet nie drgnęła. Ash szturchnęła ją w ramię by coś odpowiedziała.
-Cześć- mruknęła pod nosem Lil.
-Widzę, że ktoś się dzisiaj nie wyspał- powiedział zaczepnie Louis. Miał piękne niebieskie oczy, którymi potrafił oczarować każdego. Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się szeroko.
-Nie, wręcz przeciwnie. Czasem po prostu niektórzy ludzie psują ci humor z samego rana, rozumiesz...- spojrzała na niego wrogo. Chłopak tylko wymusił uśmiech i trochę się zmieszał. Nastała niezręczna cisza, którą postanowił przerwać Niall swoim rozbrajającym śmiechem. Ashley popatrzyła na niego pytającym wzrokiem.
-Przepraszam, ale wydawało mi się to śmieszne- powiedział i znów parsknął śmiechem.
-Co? To, że milczeliśmy.
-Hahaha, tak hahahaha.
Dziewczyny spojrzały na siebie, na Nialla, znów na siebie i na resztę chłopców, którzy również mieli nietęgie miny. Zayn zmieszał się najbardziej, szturchnął blondyna na znak by się uspokoił. Nialler kwęknął łapiąc się za ramię.
-Dobra, przywitałam się. Mogę już iść?- szepnęła Lily do Ash.
-Uspokój się, daj im szansę. To na serio całkiem fajni, normalni chłopcy.
-Coś mi się nie wydaję.
-No to trudno. Idę pomóc mamie w kanapkach a wy jakoś się dogadajcie- powiedziała głośniej i wyszła z pokoju. W salonie nastała jeszcze bardziej spięta atmosfera. Lily spojrzała tylko na chłopców i ruszyła za siostrą.
-Oszalałaś?! Zostawiłaś ich tam samych?
-Daj spokój, dadzą sobie radę. Przecież dom to nie jest dla nich obce miejsce... Chyba, że mieszkają w zoo. To by wiele tłumaczyło.
Ashley spojrzała na nią wzrokiem albo-uciekniesz-albo-zginiesz.
-Masz tam w tej chwili wrócić i z nimi porozmawiać.- syknęła zaciskając zęby.
-A kim ty jesteś? Moją matką? Nie, siostrą i do tego młodszą. Nie muszę się ciebie słuchać. Jak jesteś taka mądra to sama do nich wróć.
-Żebyś wiedziała, że tak zrobię. Zachowuj się jakoś.
Ash weszła z powrotem do salonu i zajęła chłopców rozmową.
-Twoja mama świetnie gotuje- powiedział Harry szeroko się uśmiechając.
-Umm, dziękuję- odpowiedziała szybko niebieskooka unikając z nim kontaktu wzrokowego. Polubiła ich wszystkich, jedynie przed Harrym miała jakąś blokadę. Wydawał się być miły i tak dalej, ale jednak coś jej w nim nie pasowało. Sprawiał wrażenie strasznie mądrego chłopaka. Bała się, że gdy powie coś głupiego zrobi na nim złe wrażenie. A tego by nie chciała...- Ale z tym nie do mnie. Powinniście jej to powiedzieć- uśmiechnęła się do Nialla, który wcinał kanapki tak szybko, że ledwo było je widać.
-Masz..- zaczął Zayn
-Tak, masz rację- przerwał mu Harry. Spojrzał na Zayna, uniósł brwi i lekko się uśmiechnął. Brunet odwzajemnił uśmiech i pokiwał głową.
Ashley na ten widok spuściła głowę, skrępowała się, ale nie wiedziała czemu. Kiedy do salonu weszła jej mama, odetchnęła z ulgą.
"Nareszcie mnie ktoś uratował"- pomyślała.
-Vicky, Ash kazała nam pochwalić twoją kuchnię- zaśmiał się Liam
-Nie prawda!- oburzyła się dziewczyna lekko uśmiechając się. Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dziękuję bardzo, staram się jak mogę.
-Widać- wymamrotał Niall przeżuwając kolejny kęs.
Późnym popołudniem wyszli do ogrodu. Dom rodziny Hemsworth był ogromny. Dwa wielkie piętra, masa pokoi, pięć łazienek, wielka kuchnia na każdym piętrze i w końcu przepiękny ogród, o który Vicky dbała samodzielnie. Wokół było bardzo kolorowo. Dookoła oczka wodnego było wiele pięknych kwiatów, pośród których stały duże kamienie. Po drugiej stronie ogrodu, na którą można było przejść drewnianym mostkiem, znajdowała się altanka, a w środku dwuosobowa huśtawka, kilka krzeseł i okrągły stół.
-Przepiękny ogród- Zayn zwrócił się do Lily.
-Wiem, to wszystko zasługa mamy- odpowiedziała chłodno rozglądając się dookoła, byleby tylko nie spojrzeć na Zayna.
-Lubisz kwiaty?- spytał.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego unosząc jedną brew.
-Jeżeli to jakiś tani podryw to ja pasuje- splotła ręce na klatce piersiowej i ruszyła w stronę altanki, gdzie siedzieli już wszyscy. Chłopak poszedł za nią.
-Nie, po prostu spytałem.
-To nie pytaj- rzuciła, nawet się nie obracając.
-Co ja ci zrobiłem?
Lily spojrzała na niego i delikatnie kiwnęła głową z niedowierzaniem.
-LIL!- usłyszała wołanie siostry. Obróciła się na pięcie i poszła. Chłopak tylko westchnął i wrócił do reszty zespołu.
Słońce już zachodziło. Vicky postanowiła rozpalić grilla i poprosiła Ash o pomoc. Po chwili dołączył się do nich Louis.
-Szaszłyki warzywne? Ble, kto to w ogóle je?- spytał spoglądając na tacę z jedzeniem.
-Ja- odpowiedziała Ashley uśmiechając się.
-Ty?
-No tak, haha. A coś w tym dziwnego?- powiedziała układając kiełbaski na grillu.
-Niby nie, ale normalny człowiek nie jada takich rzeczy- zażartował.
-Najwidoczniej nie jestem normalna- uśmiechnęła się.- Jestem wegetarianką.
-Dlaczego?
-Obrzydzenie do mięsa. Mam tak od dziecka.
-Wcale nie jesz mięsa?
-No chyba na tym to polega- zaśmiała się dziewczyna.
-Ja bym nie dał rady.
-Chęci to podstawa.
Louis spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
-No tak- zaśmiała się- Wystarczy chcieć.
-Prawda. Wiem, że to głupie porównanie, ale tak samo miałem ze śpiewaniem. Na początku uważałem, że jestem beznadziejny. W sumie ludzie też jakoś szczególnie mnie nie chwalili. Aż do czasu.
-A co wtedy stało?- zaciekawiła się Ash.
-Spotkałem Hannah, moją byłą dziewczynę. Ona jako pierwsza uwierzyła we mnie. Pchała mnie na wszystkie możliwe konkursy, wspierała mnie. Wzbudziła we mnie chęć do śpiewania.
-Więc dlaczego zerwaliście?
-Ona zachorowała, dosyć ciężko. Postanowiła wyjechać z miasta, a co za tym idzie- zerwaliśmy.- posmutniał Louis.
-Przykro mi.
-Niepotrzebnie. Kiedy ją straciłem... Załamałem się. Postanowiłem sobie, że już nigdy nie zaśpiewam. Ale stwierdziłem, że moja pasja do śpiewu jest już zbyt duża. Dlatego zdecydowałem się zgłosić się do x factora. Dla niej. Niestety na przesłuchanie pojechałem sam. Oprócz Hannah nie miałem nikogo kto by mnie wspierał. Jednak nadal wiedziałem, że pomimo tego, że nie jesteśmy już razem ona wciąż chce żebym śpiewał.
-I tak dostałeś się dalej?
-Tak. Nikt we mnie nie wierzył, ale dałem radę. Chęci to podstawa- uśmiechnął się powtarzając słowa Ashley.
-Miło mi, że się tak przede mną otwierasz.
Louis zmieszał się.
-Jej, nawet nie wiem czemu ci to powiedziałem. Jakoś... swobodnie mi się z tobą rozmawia.
-Ale to dobrze- uśmiechnęła się- Jeżeli będziesz potrzebował z kimś porozmawiać to... Dam ci swój numer.
-Okej. Dzięki- odpowiedział wracając do altanki.
-Louis!- powiedziała głośniej Ash.
-Tak?
-Ja bardzo lubię twój głos. Nie przestawaj śpiewać- uśmiechnęła się. Chłopak rozpromienił się i pokiwał głową.
Zaczęło robić się coraz ciemniej. Chłopcy opowiadali o swojej trasie koncertowej. Lily siedziała na huśtawce z podkurczonymi nogami i stukała coś w komórce.
-Z kim tak romansujesz?- spytał Niall.
-Z..-spojrzała na niego- kimś- odpowiedziała szybko. Chłopak uśmiechnął się i westchnął.
-Nie lubisz nas, co?
-Po prostu... Muszę się do was przekonać- odpowiedziała. Niall miał rację, nie przepadała za nimi. Przynajmniej na początku. Ale blondyn był taki słodki, że nie mogła mu zrobić przykrości. Pomimo wszystko dziewczyna miała dobre serce, umiała okazać współczucie, żal i inne emocje.
-To dobrze. Chłopcy by się załamali- puścił jej oko.
"Co to miało znaczyć? Chłopcy by się załamali. A co ja jestem, jakaś bogini, że tak liczą się z moim zdaniem. Jeżeli chcą się podlizać to im trochę nie wychodzi. Zachowują się jak skończeni... idioci, o ile można to tak określić. Sława pewnie odbiła im do tych pięknych główek i myślą, że są nie wiadomo kim. Ale dobra, wytrzymać tylko te kilka dni. Z tego co słyszałam mają nagrywać płytę w przyszłym tygodniu. Będą tak zajęci, że miejmy nadzieję, nie będą nas dręczyć" Lily ciągle o nich myślała. Nie mogła po prostu odpuścić, chciała żeby wiedzieli jak bardzo ich nie lubi i jak bardzo chce by dali jej i jej rodzinie święty spokój. Ale z drugiej strony chciała ich bliżej poznać. Może okazałoby się, że nie są tacy źli...
Po posiłku chłopcy zostali jeszcze na deser i postanowili wrócić do hotelu.
-Dziękujemy za wszystko- uśmiechnął się Liam.
-Bardzo miło nam było was poznać- Louis zwrócił się do dziewczyn.
-Nam też- Ashley uśmiechnęła się, a Lily tylko spuściła głowę. Blondynka podeszła do Lou i wręczyła mu karteczkę z numerem, tak jak obiecała.
-Do zobaczenia- Zayn wyciągnął dłoń do Lil. Dziewczyna założyła ręce i odwróciła wzrok- Nawet się nie pożegnasz?
Dziewczyna odetchnęła i od niechcenia powiedziała ciche "narazie". Zayn uśmiechnął się i skinął głową.
-Pa Ashley- powiedział Harry. Dziewczyna trochę się zdziwiła. Spojrzała na niego robiąc wielkie oczy. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa "No powiedz coś w końcu, pomyśli, że jesteś idiotką. Powiedz coś!"-w myślach kłóciła się z samą sobą. Haz stał przed nią czekając na odpowiedź, ale jej nie otrzymał. Spojrzał jej tylko w oczy i zrezygnowany uśmiechnął się po czym ruszył za chłopcami.
"Dobra, na co ja liczyłem. Każdy głupi zauważy, że albo jest zajęta, albo niezainteresowana. Ale kurde, każda jest zainteresowana, coś z nią jest nie tak. Jak nie ta to inna... Dobra, kogo próbuję oszukać, to musi być ta, czuję to"- Harry w drodze powrotnej przeanalizował każdą ich rozmowę, każdy gest. Próbował wywnioskować co mogło pójść nie tak, co mógł zrobić lepiej, co mógł powiedzieć. Ale i tak było za późno. Albo się udało, albo już nigdy się nie uda.
-Jezuuuu- Dziewczyna pacnęła się w czoło.- Ta głupia blokada. Co się ze mną dzieję. Przecież łatwo mi przychodzi nawiązywanie kontaktów.- szeptała pod nosem. Lily spojrzała na nią jak na idiotkę i ruszyła w stronę altanki.
-Którego polubiłaś najbardziej?- spytała Ash zbierając brudne sztućce ze stołu.
-Żadnego- odpowiedziała. W sumie powiedziała prawdę, w tej chwili czuła, że żaden z nich nie odpowiada jej w stu procentach. Jednak nie wiedziała czy tak naprawdę lubi ich, czy nienawidzi.
-Ale ja pytam serio.
-Dobra. Może i nie są tacy źli. Ale ten cały Zayn to jakaś pomyłka.- powiedziała składając talerze.
-Daj spokój. Spodobałaś mu się.
-Tak, jeżeli nienawiść do niego jest tak strasznie pociągająca to ja dziękuję.
Ashley tylko się uśmiechnęła.
-A ty?
-Co ja?
-Który najfajniejszy?
-Nie potrafię zdecydować. Ze wszystkimi dobrze się dogaduje- znów się uśmiechnęła i wzięła od siostry naczynia. Ona również powiedziała prawdę. Przecież Lil nie spytała "przed którym miękną ci kolana tak, że nie możesz wydusić słowa i ciągle się czerwienisz", tylko który jest najfajniejszy. Lily pokiwała głową i wróciła do domu. Obydwie weszły do kuchni. Ich mama, Vicky zmywała naczynia.
-Widzę, że nie bardzo polubiłyście chłopców- posmutniała.
-Nie! Wręcz przeciwnie!- powiedziała wesoło Ashley. Nie lubiła kiedy mama była smutna. Ona tyle dla nich robiła. Sama utrzymywała je, dom i do tego tak ciężko pracowała.- Są świetni. Bardzo się cieszę, że ich poznałam.
-Oo, to miło mi bardzo. A Lily? Dogadałaś się z którymś?- puściła jej oko.
-Ta, jasne- mruknęła wrzucając winogrono do buzi.- Jestem zmęczona, idę spać- powiedziała i wyszła na górę.
-Dobranoc kochanie- krzyknęła Vicky wycierając ręce w ręcznik. Trochę martwiła się o córkę. Od jej przyjazdu dziwnie się zachowywała, była nieobecna, oschła do wszystkich. Co prawda Lily zawsze miała taki charakter, ale nigdy nie było aż tak źle.-Co się z nią dzieje?- zwróciła się do Ashley
-Umm... Nie mam pojęcia mamo. Kiedy chłopcy jeszcze wpadną?- zmieniła szybko temat.
-Aż tak się polubiliście? Nono, to może ich zaprosimy na weekend?
-Może być. Idę posprzątać pokój i też położę się już spać. Chyba, ze ci w czymś pomóc?- uśmiechnęła się serdecznie.
-Nie trzeba, poradzę sobie- powiedziała życzliwie Vicky.- Śpij dobrze słoneczko.
-Ty też mamo.. Ty też.
***************
No i mamy, długo wyczekiwany, pierwszy rozdział :)
Prosimy o komentarze. Chcemy wiedzieć czy pierwsza część wam się podoba i czy jest to dobry pomysł na nową historię :) Zapraszamy do odwiedzania bloga, zapisywania się do obserwatorów i komentowania. Nowy rozdział postaramy się dodać jak najszybciej ;>
Jednak nie tym razem... Zamknęła drzwi na klucz i leżała w łóżku wpatrując się w sufit. Nie miała najmniejszej ochoty poznawać tych całych gwiazdorów. To nie był typ ludzi, z którymi ona się zadawała. Wolała ludzi spokojnych, zrównoważonych, dla których liczyło się coś więcej niż pieniądze. Wiedziała, że z tej znajomości będą same kłopoty. Bo w sumie co dobrego może wyniknąć z poznania piątki wylansowanych przez media chłopaków. Jedyne o co się modliła to to, żeby przypadkiem nie polubić jednego z nich. Z rozmyślania wyrwało ją pukanie do drzwi.
-Lily, jeżeli natychmiast nie zejdziesz na dół nie skończy się to dla ciebie dobrze!
To była Ashley, jej młodsza siostra. W przeciwieństwie do niej była zawsze roześmiana i szczęśliwa. Chciała by wszyscy byli z niej zadowoleni. Była dobrą uczennicą, miłą pogodną i bardzo pomocną dziewczyną. Pomimo tego, ze były siostrami i miały całkiem inne charaktery dogadywały się dosyć dobrze.
-Nie zejdę!- wymamrotała Lily kładąc sobie poduszkę na twarz- Odejdź, i tak ci nie otworzę.
-Masz pięć minut!- usłyszała zdenerwowany głos Ash, a później odgłos zbiegania po schodach.
"Znowu będzie się wdzięczyć do wszystkich i wciskać im swoje ulubione ciasteczka"- pomyślała zirytowana Lily. "Dobra, w sumie pasowałoby się chociaż przywitać" stwierdziła. Podeszła do lustra i spięła luźnego koka.
-Nie będę się stroiła dla jakichś gwiazdeczek, co to to nie.- sięgnęła po długą szarą bluzę i narzuciła ją na siebie. Wyciągnęła z kieszeni klucz i otworzyła drzwi. Już na korytarzu usłyszała śmiechy i głośne rozmowy. "Boże, dlaczego mi to robisz"- wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę schodów.
Kiedy zeszła na dół zobaczyła czwórkę chłopaków siedzących wokół stoliczka i Ashley. Stanęła w drzwiach, i tak nikt jej nie zauważył. Nagle usłyszała głos za sobą.
-Ciasteczko?- spytał wysoki brunet. Obróciła się i zobaczyła, że trzyma w rękach tacę z ciastkami, lecz to nie na nie zwróciła uwagę. Był nawet dość przystojny, zrobił na niej wrażenie. Ale i tak miała już wyrobioną opinię co do nich wszystkich.
-Nie, dziękuję- odpowiedziała oschle i skierowała się do kuchni, gdzie była jej mama.
-Poznałaś już chłopców?- spytała uśmiechnięta. Kroiła bagietkę na małe, okrągłe kanapeczki i nakładała na nie twarożku. Dziewczyny je uwielbiały.
Lily postanowiła uniknąć pytania.
-Oo, specjalnie dla nas?- spytała sięgając po jedną.
-Tak, stwierdziłam, że chłopcom też mogą posmakować.
Dziewczyna skrzywiła się.
-Potrafisz mówić o czymś innym? Czy tylko oni będą teraz głównym tematem naszych rozmów?
-Ale o co ci chodzi kochanie?
-O nic. Po prostu od kiedy wróciłaś nie było godziny żebyś o nich nie wspomniała.
-Przepraszam jeśli ci to przeszkadza- powiedziała robiąc smutną minę.
-Dobra, nieważne. Wezmę już te gotowe kanapki.- zabrała tacę i poszła do salonu. Położyła ją na stoliczku i usiadła obok Ashley na sofie.
-To jest moja siostra, Lily- powiedziała uśmiechnięta szatynka. Chłopcy przywitali się jednogłośnie, lecz dziewczyna nawet nie drgnęła. Ash szturchnęła ją w ramię by coś odpowiedziała.
-Cześć- mruknęła pod nosem Lil.
-Widzę, że ktoś się dzisiaj nie wyspał- powiedział zaczepnie Louis. Miał piękne niebieskie oczy, którymi potrafił oczarować każdego. Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się szeroko.
-Nie, wręcz przeciwnie. Czasem po prostu niektórzy ludzie psują ci humor z samego rana, rozumiesz...- spojrzała na niego wrogo. Chłopak tylko wymusił uśmiech i trochę się zmieszał. Nastała niezręczna cisza, którą postanowił przerwać Niall swoim rozbrajającym śmiechem. Ashley popatrzyła na niego pytającym wzrokiem.
-Przepraszam, ale wydawało mi się to śmieszne- powiedział i znów parsknął śmiechem.
-Co? To, że milczeliśmy.
-Hahaha, tak hahahaha.
Dziewczyny spojrzały na siebie, na Nialla, znów na siebie i na resztę chłopców, którzy również mieli nietęgie miny. Zayn zmieszał się najbardziej, szturchnął blondyna na znak by się uspokoił. Nialler kwęknął łapiąc się za ramię.
-Dobra, przywitałam się. Mogę już iść?- szepnęła Lily do Ash.
-Uspokój się, daj im szansę. To na serio całkiem fajni, normalni chłopcy.
-Coś mi się nie wydaję.
-No to trudno. Idę pomóc mamie w kanapkach a wy jakoś się dogadajcie- powiedziała głośniej i wyszła z pokoju. W salonie nastała jeszcze bardziej spięta atmosfera. Lily spojrzała tylko na chłopców i ruszyła za siostrą.
-Oszalałaś?! Zostawiłaś ich tam samych?
-Daj spokój, dadzą sobie radę. Przecież dom to nie jest dla nich obce miejsce... Chyba, że mieszkają w zoo. To by wiele tłumaczyło.
Ashley spojrzała na nią wzrokiem albo-uciekniesz-albo-zginiesz.
-Masz tam w tej chwili wrócić i z nimi porozmawiać.- syknęła zaciskając zęby.
-A kim ty jesteś? Moją matką? Nie, siostrą i do tego młodszą. Nie muszę się ciebie słuchać. Jak jesteś taka mądra to sama do nich wróć.
-Żebyś wiedziała, że tak zrobię. Zachowuj się jakoś.
Ash weszła z powrotem do salonu i zajęła chłopców rozmową.
-Twoja mama świetnie gotuje- powiedział Harry szeroko się uśmiechając.
-Umm, dziękuję- odpowiedziała szybko niebieskooka unikając z nim kontaktu wzrokowego. Polubiła ich wszystkich, jedynie przed Harrym miała jakąś blokadę. Wydawał się być miły i tak dalej, ale jednak coś jej w nim nie pasowało. Sprawiał wrażenie strasznie mądrego chłopaka. Bała się, że gdy powie coś głupiego zrobi na nim złe wrażenie. A tego by nie chciała...- Ale z tym nie do mnie. Powinniście jej to powiedzieć- uśmiechnęła się do Nialla, który wcinał kanapki tak szybko, że ledwo było je widać.
-Masz..- zaczął Zayn
-Tak, masz rację- przerwał mu Harry. Spojrzał na Zayna, uniósł brwi i lekko się uśmiechnął. Brunet odwzajemnił uśmiech i pokiwał głową.
Ashley na ten widok spuściła głowę, skrępowała się, ale nie wiedziała czemu. Kiedy do salonu weszła jej mama, odetchnęła z ulgą.
"Nareszcie mnie ktoś uratował"- pomyślała.
-Vicky, Ash kazała nam pochwalić twoją kuchnię- zaśmiał się Liam
-Nie prawda!- oburzyła się dziewczyna lekko uśmiechając się. Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Dziękuję bardzo, staram się jak mogę.
-Widać- wymamrotał Niall przeżuwając kolejny kęs.
Późnym popołudniem wyszli do ogrodu. Dom rodziny Hemsworth był ogromny. Dwa wielkie piętra, masa pokoi, pięć łazienek, wielka kuchnia na każdym piętrze i w końcu przepiękny ogród, o który Vicky dbała samodzielnie. Wokół było bardzo kolorowo. Dookoła oczka wodnego było wiele pięknych kwiatów, pośród których stały duże kamienie. Po drugiej stronie ogrodu, na którą można było przejść drewnianym mostkiem, znajdowała się altanka, a w środku dwuosobowa huśtawka, kilka krzeseł i okrągły stół.
-Przepiękny ogród- Zayn zwrócił się do Lily.
-Wiem, to wszystko zasługa mamy- odpowiedziała chłodno rozglądając się dookoła, byleby tylko nie spojrzeć na Zayna.
-Lubisz kwiaty?- spytał.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego unosząc jedną brew.
-Jeżeli to jakiś tani podryw to ja pasuje- splotła ręce na klatce piersiowej i ruszyła w stronę altanki, gdzie siedzieli już wszyscy. Chłopak poszedł za nią.
-Nie, po prostu spytałem.
-To nie pytaj- rzuciła, nawet się nie obracając.
-Co ja ci zrobiłem?
Lily spojrzała na niego i delikatnie kiwnęła głową z niedowierzaniem.
-LIL!- usłyszała wołanie siostry. Obróciła się na pięcie i poszła. Chłopak tylko westchnął i wrócił do reszty zespołu.
Słońce już zachodziło. Vicky postanowiła rozpalić grilla i poprosiła Ash o pomoc. Po chwili dołączył się do nich Louis.
-Szaszłyki warzywne? Ble, kto to w ogóle je?- spytał spoglądając na tacę z jedzeniem.
-Ja- odpowiedziała Ashley uśmiechając się.
-Ty?
-No tak, haha. A coś w tym dziwnego?- powiedziała układając kiełbaski na grillu.
-Niby nie, ale normalny człowiek nie jada takich rzeczy- zażartował.
-Najwidoczniej nie jestem normalna- uśmiechnęła się.- Jestem wegetarianką.
-Dlaczego?
-Obrzydzenie do mięsa. Mam tak od dziecka.
-Wcale nie jesz mięsa?
-No chyba na tym to polega- zaśmiała się dziewczyna.
-Ja bym nie dał rady.
-Chęci to podstawa.
Louis spojrzał na nią pytającym wzrokiem.
-No tak- zaśmiała się- Wystarczy chcieć.
-Prawda. Wiem, że to głupie porównanie, ale tak samo miałem ze śpiewaniem. Na początku uważałem, że jestem beznadziejny. W sumie ludzie też jakoś szczególnie mnie nie chwalili. Aż do czasu.
-A co wtedy stało?- zaciekawiła się Ash.
-Spotkałem Hannah, moją byłą dziewczynę. Ona jako pierwsza uwierzyła we mnie. Pchała mnie na wszystkie możliwe konkursy, wspierała mnie. Wzbudziła we mnie chęć do śpiewania.
-Więc dlaczego zerwaliście?
-Ona zachorowała, dosyć ciężko. Postanowiła wyjechać z miasta, a co za tym idzie- zerwaliśmy.- posmutniał Louis.
-Przykro mi.
-Niepotrzebnie. Kiedy ją straciłem... Załamałem się. Postanowiłem sobie, że już nigdy nie zaśpiewam. Ale stwierdziłem, że moja pasja do śpiewu jest już zbyt duża. Dlatego zdecydowałem się zgłosić się do x factora. Dla niej. Niestety na przesłuchanie pojechałem sam. Oprócz Hannah nie miałem nikogo kto by mnie wspierał. Jednak nadal wiedziałem, że pomimo tego, że nie jesteśmy już razem ona wciąż chce żebym śpiewał.
-I tak dostałeś się dalej?
-Tak. Nikt we mnie nie wierzył, ale dałem radę. Chęci to podstawa- uśmiechnął się powtarzając słowa Ashley.
-Miło mi, że się tak przede mną otwierasz.
Louis zmieszał się.
-Jej, nawet nie wiem czemu ci to powiedziałem. Jakoś... swobodnie mi się z tobą rozmawia.
-Ale to dobrze- uśmiechnęła się- Jeżeli będziesz potrzebował z kimś porozmawiać to... Dam ci swój numer.
-Okej. Dzięki- odpowiedział wracając do altanki.
-Louis!- powiedziała głośniej Ash.
-Tak?
-Ja bardzo lubię twój głos. Nie przestawaj śpiewać- uśmiechnęła się. Chłopak rozpromienił się i pokiwał głową.
Zaczęło robić się coraz ciemniej. Chłopcy opowiadali o swojej trasie koncertowej. Lily siedziała na huśtawce z podkurczonymi nogami i stukała coś w komórce.
-Z kim tak romansujesz?- spytał Niall.
-Z..-spojrzała na niego- kimś- odpowiedziała szybko. Chłopak uśmiechnął się i westchnął.
-Nie lubisz nas, co?
-Po prostu... Muszę się do was przekonać- odpowiedziała. Niall miał rację, nie przepadała za nimi. Przynajmniej na początku. Ale blondyn był taki słodki, że nie mogła mu zrobić przykrości. Pomimo wszystko dziewczyna miała dobre serce, umiała okazać współczucie, żal i inne emocje.
-To dobrze. Chłopcy by się załamali- puścił jej oko.
"Co to miało znaczyć? Chłopcy by się załamali. A co ja jestem, jakaś bogini, że tak liczą się z moim zdaniem. Jeżeli chcą się podlizać to im trochę nie wychodzi. Zachowują się jak skończeni... idioci, o ile można to tak określić. Sława pewnie odbiła im do tych pięknych główek i myślą, że są nie wiadomo kim. Ale dobra, wytrzymać tylko te kilka dni. Z tego co słyszałam mają nagrywać płytę w przyszłym tygodniu. Będą tak zajęci, że miejmy nadzieję, nie będą nas dręczyć" Lily ciągle o nich myślała. Nie mogła po prostu odpuścić, chciała żeby wiedzieli jak bardzo ich nie lubi i jak bardzo chce by dali jej i jej rodzinie święty spokój. Ale z drugiej strony chciała ich bliżej poznać. Może okazałoby się, że nie są tacy źli...
Po posiłku chłopcy zostali jeszcze na deser i postanowili wrócić do hotelu.
-Dziękujemy za wszystko- uśmiechnął się Liam.
-Bardzo miło nam było was poznać- Louis zwrócił się do dziewczyn.
-Nam też- Ashley uśmiechnęła się, a Lily tylko spuściła głowę. Blondynka podeszła do Lou i wręczyła mu karteczkę z numerem, tak jak obiecała.
-Do zobaczenia- Zayn wyciągnął dłoń do Lil. Dziewczyna założyła ręce i odwróciła wzrok- Nawet się nie pożegnasz?
Dziewczyna odetchnęła i od niechcenia powiedziała ciche "narazie". Zayn uśmiechnął się i skinął głową.
-Pa Ashley- powiedział Harry. Dziewczyna trochę się zdziwiła. Spojrzała na niego robiąc wielkie oczy. Nie mogła wykrztusić z siebie słowa "No powiedz coś w końcu, pomyśli, że jesteś idiotką. Powiedz coś!"-w myślach kłóciła się z samą sobą. Haz stał przed nią czekając na odpowiedź, ale jej nie otrzymał. Spojrzał jej tylko w oczy i zrezygnowany uśmiechnął się po czym ruszył za chłopcami.
"Dobra, na co ja liczyłem. Każdy głupi zauważy, że albo jest zajęta, albo niezainteresowana. Ale kurde, każda jest zainteresowana, coś z nią jest nie tak. Jak nie ta to inna... Dobra, kogo próbuję oszukać, to musi być ta, czuję to"- Harry w drodze powrotnej przeanalizował każdą ich rozmowę, każdy gest. Próbował wywnioskować co mogło pójść nie tak, co mógł zrobić lepiej, co mógł powiedzieć. Ale i tak było za późno. Albo się udało, albo już nigdy się nie uda.
-Jezuuuu- Dziewczyna pacnęła się w czoło.- Ta głupia blokada. Co się ze mną dzieję. Przecież łatwo mi przychodzi nawiązywanie kontaktów.- szeptała pod nosem. Lily spojrzała na nią jak na idiotkę i ruszyła w stronę altanki.
-Którego polubiłaś najbardziej?- spytała Ash zbierając brudne sztućce ze stołu.
-Żadnego- odpowiedziała. W sumie powiedziała prawdę, w tej chwili czuła, że żaden z nich nie odpowiada jej w stu procentach. Jednak nie wiedziała czy tak naprawdę lubi ich, czy nienawidzi.
-Ale ja pytam serio.
-Dobra. Może i nie są tacy źli. Ale ten cały Zayn to jakaś pomyłka.- powiedziała składając talerze.
-Daj spokój. Spodobałaś mu się.
-Tak, jeżeli nienawiść do niego jest tak strasznie pociągająca to ja dziękuję.
Ashley tylko się uśmiechnęła.
-A ty?
-Co ja?
-Który najfajniejszy?
-Nie potrafię zdecydować. Ze wszystkimi dobrze się dogaduje- znów się uśmiechnęła i wzięła od siostry naczynia. Ona również powiedziała prawdę. Przecież Lil nie spytała "przed którym miękną ci kolana tak, że nie możesz wydusić słowa i ciągle się czerwienisz", tylko który jest najfajniejszy. Lily pokiwała głową i wróciła do domu. Obydwie weszły do kuchni. Ich mama, Vicky zmywała naczynia.
-Widzę, że nie bardzo polubiłyście chłopców- posmutniała.
-Nie! Wręcz przeciwnie!- powiedziała wesoło Ashley. Nie lubiła kiedy mama była smutna. Ona tyle dla nich robiła. Sama utrzymywała je, dom i do tego tak ciężko pracowała.- Są świetni. Bardzo się cieszę, że ich poznałam.
-Oo, to miło mi bardzo. A Lily? Dogadałaś się z którymś?- puściła jej oko.
-Ta, jasne- mruknęła wrzucając winogrono do buzi.- Jestem zmęczona, idę spać- powiedziała i wyszła na górę.
-Dobranoc kochanie- krzyknęła Vicky wycierając ręce w ręcznik. Trochę martwiła się o córkę. Od jej przyjazdu dziwnie się zachowywała, była nieobecna, oschła do wszystkich. Co prawda Lily zawsze miała taki charakter, ale nigdy nie było aż tak źle.-Co się z nią dzieje?- zwróciła się do Ashley
-Umm... Nie mam pojęcia mamo. Kiedy chłopcy jeszcze wpadną?- zmieniła szybko temat.
-Aż tak się polubiliście? Nono, to może ich zaprosimy na weekend?
-Może być. Idę posprzątać pokój i też położę się już spać. Chyba, ze ci w czymś pomóc?- uśmiechnęła się serdecznie.
-Nie trzeba, poradzę sobie- powiedziała życzliwie Vicky.- Śpij dobrze słoneczko.
-Ty też mamo.. Ty też.
***************
No i mamy, długo wyczekiwany, pierwszy rozdział :)
Prosimy o komentarze. Chcemy wiedzieć czy pierwsza część wam się podoba i czy jest to dobry pomysł na nową historię :) Zapraszamy do odwiedzania bloga, zapisywania się do obserwatorów i komentowania. Nowy rozdział postaramy się dodać jak najszybciej ;>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)