Translate

piątek, 23 sierpnia 2013

Epilog.

(Jeśli chcecie dobrze wszystko zrozumieć radzę zapoznać się z rozdziałem pierwszym
i  ewentualnie siedemnastym.)
-Hope kochanie, czas wstawać.
-Jeszcze chwilka, Zaynee- mruknęła szatynka tłumiąc dłonią ziewnięcie. Przykryła kołdrą swoje zmarznięte ramiona i poprawiła poduszkę, która częściowo wystawała poza łóżko.
-Jaki Zaynee? Jestem James- odpowiedział zdziwiony chłopak. Na dźwięk tego tak dobrze znanego głosu Liliane podniosła się do pozycji siedzącej i zwróciła głowę w prawą stronę.
-Ale j-jak to. Przecież ty n-nie żyjesz- wyjąkała, powoli cofając się do tyłu.
-Halo Hope, chyba jeszcze się nie obudziłaś haha. Jestem tutaj, cały i zdrowy- oznajmił brunet przyciągając dziewczynę do mocnego uścisku. Do szatynki dopiero po chwili dotarło co się dzieje. Objęła rękami ciepłe ciało chłopaka i zaczęła dotykać dłońmi jego wyrzeźbione plecy jakby sprawdzając czy to naprawdę on.
-Nic z tego nie rozumiem-zaszlochała- ty umarłeś kilka miesięcy temu przez wypadek na motorze. Potem poznałam jakiegoś chłopaka, ale ale...
-Ale co, kochanie?- Spytał James delikatnie głaskając dziewczynę po głowie.
-Nie pamiętam jak on wygląda. Wiem tylko, że miał na imię Zayn. Na początku strasznie mnie denerwował, ale to chyba dlatego, że przypominał mi ciebie. Zamieszkał w naszym domu razem ze swoimi przyjaciółmi, jeden z nich był z Ashley, ale ona-urwała-GDZIE JEST ASH, JAMES?- Krzyknęła Lily wyrywając się z uścisku mężczyzny.
-Ej, spokojnie! Ash jest u siebie w pokoju, pewnie jeszcze śpi.
-Jesteś pewien?
-Tak, przecież rozmawialiśmy z nią wczoraj wieczorem. Nie pamiętasz?
-Nie, j-ja...ona umarła. Miała bulimie, a ja jej nie pomogłam. O matko- zapłakała szatynka wtulając się w tors chłopaka.
-To był tylko głupi sen. Spróbuj o nim zapomnieć- szepnął James do ucha dziewczyny.
-Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo za tobą tęskniłam.
-To już nieważne. Jestem tutaj i nie mam zamiaru cię opuszczać- odrzekł zostawiając na jej czole delikatny pocałunek.
***** 
-Możesz przyjechać po mnie taksówką?-Spytała Lily stając w drzwiach.
-Dlaczego?
-Jest pieprzony marzec do cholery. Dobrze wiesz jakie warunki panują na drogach. Nie chcę, żeby coś ci się stało. 
-Nic mi nie będzie. 
-Skąd wiesz? 
-Złego diabli nie biorą- zaśmiał się chłopak, a następnie po raz ostatni pocałował Liliane i wsiadł na swój motor.
-Bądź ostrożny! 
-Zawsze i wszędzie. Kocham cię, Hope. 
-Ja ciebie też, James. 
*****
-Skąd tu się wzięło tyle ludzi- mruknęła Ashley przepychając się przez tłum. 
-Może rozdają coś za darmo.
-Raczej niemożliwe. Prędzej zapomniałyśmy o jakimś święcie.
-Też fakt haha. Czekaj, tam chyba coś się dzieje- powiedziała Liliane wskazując głową na miejsce, które było nazywane sercem galerii.-Idziemy zobaczyć? 
-No możemy, ale nie zatrzymujemy się na długo.
-Okej. 
Siostry dzieliło kilka metrów, od sceny, którą rozłożono niedaleko ich ulubionego butiku, gdy nagle kilka chłopaków wskoczyło na scenę. Dziewczyny, które stały niedaleko ich zaczęły piszczeć, a najwyższy z chłopców zabrał głos:
-Witamy wszystkich w ten cudowny deszczowy dzień! Jesteśmy One Direction i dzisiaj postaramy się umilić wam zakupy. 
-One co?-Spytała Ash.-Chyba gdzieś już o nich słyszałam, a ty?
-Co? Mówiłaś coś?-Odrzekła Lily odrywając wzrok od bruneta ubranego w biały podkoszulek, czarne rurki i skórzaną kurtkę tego samego koloru.
-Znowu mnie nie słuchałaś.
-Nie, nie o to chodzi. Zapatrzyłam się.
-To znaczy?
-Wydaję mi się, że skądś znam chłopaka, który stoi obok tego blondyna.
-Może z telewizji?
-Może.
-Dobra, chodźmy już, bo za niedługo musimy wracać do domu. Idziesz wieczorem na imprezę do Davida, pamiętasz?
-Tak, tak. Pamiętam- odpowiedziała po czym ruszyła za siostrą odrywając wzrok od bruneta dopiero wtedy, gdy on zauważył, że na niego patrzyła.
***** 
-Do Londynu zbliża się potężna burza, dlatego też radzimy pozostać dzisiejszego wieczoru w domach. 
Liliane wyłączyła radio po czym chwyciła za telefon leżący na blacie i poprzez przesunięcie kciukiem odblokowała go. 
19:24
Do: James x 
Przed chwilą zapowiadali w radiu burzę. Błagam cię, uważaj na siebie.
19:26
Od: James x
Mam nadzieje ze jestes juz gotowa bo własnie wyjezdzam. Uzbroj sie w cierpliwosc kocham cie xoxo 
***** 
Lily siedziała w salonie nasłuchując dźwięków dochodzących z zewnątrz, gdy nagle weszła do niego Ashley.
-Jeszcze go nie ma?
-Jak widać-odburknęła sprawdzając godzinę na zegarku. 20:15 
-Nie denerwuj się, może po prostu czegoś zapomniał i musiał się wrócić. 
-On nigdy się nie spóźnia, Ash. 
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz haha - zaśmiała się próbując rozładować napięcie.- Włączmy telewizje, może leci coś ciekawego.
~~~~
jakiś czas później
-Lily, ktoś chyba pukał!- Krzyknęła Ashley wychylając z kuchni. 
Dziewczyna szybko pobiegła do przedpokoju i otwarła drzwi z nadzieję, że zobaczy przed nimi Jamesa. Całego i zdrowego. 
Niestety myliła się.
Stało tam kilka chłopaków, w tym Dave, ich przyjaciel. Na początku żaden z nich nic nie mówił, więc spojrzała na nich pytających wzrokiem. W końcu David zabrał głos, jednak Liliane nic z tego nie rozumiała. 
Za szybka jazda, motor, hamulce, wypadek, szpital.
Osunęła się na ziemię i zaczęła krzyczeć. Dave kleknął przy niej i mocno ją do siebie przytulił. Starał się ją jakoś uspokoić jednak nie mógł sobie poradzić. Przestraszona Ashley wybiegła z kuchni wycierając mokre ręce w ścierkę. Chłopcy szybko wytłumaczyli jej zaistniałą sytuację. Dziewczyna złapała klucze do samochodu i powiedziała:
-Musimy jechać do szpitala. Podnieś ją David. 
Chłopak wziął przyjaciółkę na ręce i zaniósł ją do samochodu po czym posadził ją na fotel obok kierowcy, a sam zajął miejsce za kółkiem. Ashley wskoczyła na tylne siedzenie, a reszta chłopców na swoje motory.
Ruszyli.
***** 
Razem z przyjaciółmi siedziała na szpitalnym korytarzu, ściskając dłonie tak, że kostki jej pobielały. Czuła strach, odbijał się on w okolicach serca, między żebrami. Kiedy wyszedł lekarz nie była w stanie opanować oddechu. Nie powiedział nic. Zdołał tylko pokręcić przecząco głową. Zrozumiała. Krzyk rozdzierał jej gardło, ból rani płuca. Idąc do jego sali potykała się o własne nogi, na prostej drodze nie była w stanie utrzymać równowagi. Leżał przykryty białą kołdrą, która tak cholernie kontrastowała z jego twarzą. Przytulała go,dotykała ust, nosa, dłoni. Zabijał ją chłód powoli opanowujący jego ciało. Położyła się obok, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Nie spała. Wciąż miała nadzieję, że pod jej uchem rozbrzmi echo bijącego serca.
*****
kilka miesięcy później, wakacje.
-Już jestem!- Krzyknęła kobieta wchodząc do salonu
-Mama!- Odrzekła Ash przytulając się do matki – Jak było?
-Wspaniale. Zaraz wam wszystko opowiem. Chodźmy do kuchni, muszę się czegoś napić.
Kobiety weszły do pomieszczenia. Ashley podeszła do szafki. Wyciągnęła z niej szklankę, nalała do niej soku i podała ją matce.
-Dziękuję. Jak tam po zakończeniu roku szkolnego? Macie jakieś plany na wakacje? Chcecie gdzieś wyjechać?
-Dobrze. Jeszcze nic nie wymyśliłyśmy. Opowiadaj jak było.
-No to tak. Byłam kucharką zespołu One Direction. W jego skład wchodzi 5 wspaniałych chłopców. Kojarzycie ich?
Lily pomyślała o brunecie w skórzanej kurtce, którego razem z siostrą spotkały w galerii, a Ash odpowiedziała:
-Kiedyś chyba widziałyśmy ich jak byłyśmy na zakupach. Masz może ich zdjęcie?
- Poczekajcie chwilę – odrzekła kobieta wychodząc z pomieszczenia, po chwili wróciła niosąc w ręku jakąś gazetę. Usiadła przy stole i zaczęła przewracać kartki.
-Spójrzcie, to oni. Są przesympatyczni no i na dodatek w waszym wieku. Chciałabym żebyście ich poznały.
-Nie mam zamiaru poznawać jakichś gwiazdorów – burknęła Lily wychodząc z kuchni.
Ashley zauważyła, że matce zrobiło się przykro, więc lekko ją przytuliła i powiedziała:
-Nie przejmuj się nią. Z chęcią ich poznamy.
-Co tutaj się wydarzyło?
-Umm, nic. Nieważne. Dobrze, że już wróciłaś – odrzekła Ash szeroko się uśmiechając.
-Może zaproszę ich jutro na obiad? Co ty na to?
-Mi pasuję. Pomogę ci w przygotowaniach. Tylko najpierw trzeba skoczyć na zakupy. Lodówka świeci pustkami.
-Tym zajmiemy się później. Chodź i pomóż mi rozpakować walizki. Mam dla was kilka pamiątek.

 następny dzień

Lily obudziła się dosyć wcześnie, jak zazwyczaj. Nikt jednak o tym nie wiedział. Zawsze zostawała w swoim pokoju aż do południa. Wychodziła wtedy na korytarz i kierowała się wprost na balkon. Oglądała wschód słońca, zastanawiała się nad wszystkim, tęskniła do tego, co straciła. Sięgała po swoją ulubioną książkę i czytała ją oddychając świeżym powietrzem. Później zapalała papierosa i dopiero wtedy zaczynała normalny dzień.
Jednak nie tym razem... Zamknęła drzwi na klucz i leżała w łóżku wpatrując się w sufit. Nie miała najmniejszej ochoty poznawać tych całych gwiazdorów. To nie był typ ludzi, z którymi ona się zadawała. Wolała ludzi spokojnych, zrównoważonych, dla których liczyło się coś więcej niż pieniądze. Wiedziała, że z tej znajomości będą same kłopoty. Bo w sumie co dobrego może wyniknąć z poznania piątki wylansowanych przez media chłopaków. Jedyne o co się modliła to to, żeby przypadkiem nie polubić jednego z nich. Z rozmyślania wyrwało ją pukanie do drzwi.
-Lily, jeżeli natychmiast nie zejdziesz na dół nie skończy się to dla ciebie dobrze!
To była Ashley, jej młodsza siostra. W przeciwieństwie do niej była zawsze roześmiana i szczęśliwa. Chciała by wszyscy byli z niej zadowoleni. Była dobrą uczennicą, miłą pogodną i bardzo pomocną dziewczyną. Pomimo tego, ze były siostrami i miały całkiem inne charaktery dogadywały się dosyć dobrze.
-Nie zejdę!- wymamrotała Lily kładąc sobie poduszkę na twarz- Odejdź, i tak ci nie otworzę.
-Masz pięć minut!- usłyszała zdenerwowany głos Ash, a później odgłos zbiegania po schodach.
"Znowu będzie się wdzięczyć do wszystkich i wciskać im swoje ulubione ciasteczka"- pomyślała zirytowana Lily. "Dobra, w sumie pasowałoby się chociaż przywitać" stwierdziła. Podeszła do lustra i spięła luźnego koka.
-Nie będę się stroiła dla jakichś gwiazdeczek, co to to nie.- sięgnęła po długą szarą bluzę i narzuciła ją na siebie. Wyciągnęła z kieszeni klucz i otworzyła drzwi. Już na korytarzu usłyszała śmiechy i głośne rozmowy. "Boże, dlaczego mi to robisz"- wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę schodów.
Kiedy zeszła na dół zobaczyła czwórkę chłopaków siedzących wokół stoliczka i Ashley. Stanęła w drzwiach, żeby nikt jej nie zauważył. Nagle usłyszała głos za sobą.
-Ciasteczko?- spytał wysoki brunet. Obróciła się i zobaczyła, że trzyma w rękach tacę z ciastkami, lecz to nie na nie zwróciła uwagę. Od razu poznała go po tych gęstych włosach postawionych na żelu. Do jej nozdrzy ponownie doszedł ten zapach. Sceny snu (a może rzeczywistości?) przemknęły jej przed oczami. 
Zayn.
********** 
To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść tararararaaaa
A tak na serio to dziękuję bardzo wszystkim, którzy kiedykolwiek weszli na tego bloga, zostawili choćby jeden komentarz, napisali do mnie czy czekali na nowy rozdział. Nawet nie wiecie jak dużo to dla mnie znaczy. Wiem, że mój styl jest beznadziejny i pewnie będziecie zawiedzeni tym epilogiem, no ale cóż. Nie można mieć wszystkiego haha jeśli ktoś czegoś nie zrozumiał to śmiało może do mnie napisać (gadu, komentarz(najprędzej odpowiem) ewentualnie twitter(mogę podać nick jeśli ktoś chce)) w sumie to sama się już w tym wszystkim pogubiłam, ale tak to już jest, gdy rozdziały pisze się co miesiąc. To opowiadanie było pisane przez prawie półtora roku, nie wszystko poszło tak jakbyśmy chciały, żeby było, ale cieszę się, że udało mi się zakończyć jakąś pracę pisemną, którą rozpoczęłam. Tak szczerze to zachciało mi się ryczeć, gdy pisałam o śmierci Jamesa i myślałam, że za chwilę skończę epilog, a tym samym całe to opowiadanie, no ale jakoś powstrzymałam łzy. W końcu w życiu trzeba być twardym, nie miętkim co nie.
Mam do was, moich wspaniałych czytelników, ogromną prośbę. Czy każdy, kto kiedykolwiek czytał to opowiadanie, lub wciąż czyta, mógłby pozostawić komentarz? Chcę wiedzieć co sądzicie o tej historii i czy bardzo się męczyliście czytając ją. Co było w tych rozdziałach do dupy, a co było okej. Po prostu wasza opinia na temat całego opowiadania. To moja ostatnia prośba do was i byłoby bardzo miło gdybyście ją spełnili. 
Po raz kolejny bardzo bardzo bardzo bardzoooo wam dziękuję za ten wspaniale spędzony czas. Każdy pozytywny komentarz czytałam z uśmiechem na ustach. Szczególne podziękowania kieruję do @turnmyswagbro która dopingowała mnie przy pisaniu nowych rozdziałów i chciała mi skopać tyłek, gdy uśmierciłam Ashley. MÓWIŁAM CI, ŻE EPILOG  JEST JESZCZE BARDZIEJ ZASKAKUJĄCY BEJBE <3 Dziękuję też N. która na początku pisała ze mną to opowiadanie, a potem podsuwała mi wiele pomysłów. A tak w ogóle to zaskoczył was taki obrót sprawy? Mam nadzieję, że tak, bo o to mi chodziło. Nie wiem czy character asks jest jeszcze potrzebny, ale jeśli ktoś chciałby zadać pytanie którejś z postaci to ona na pewno na nie odpowie. 
Zastanawiam się nad pisaniem nowego opowiadania, ale nie wiem czy znalazłabym na nie czas, pomysły i chętnych na czytanie. Może uda mi się skończyć tą starą historię na KLIK. To chyba tyle, gdybyście czegoś potrzebowały to śmiało możecie do mnie pisać. 
KOCHAM WAS I JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO, DO NAPISANIA XXX

7 komentarzy:

  1. boże, naprawdę nie wiem od czego zacząć.. nie mogę uwierzyć, że to już epilog, że jedno z moich ulubionych opowiadań już się skończyło.. półtora roku, jak ten czas szybko leci, jeju.. cóż, taka jest kolej rzeczy i niestety nic nie możemy na to poradzić.. chciałabym się teraz odnieść konkretnie do epilogu: DROGA AUTORKO! JEŚLI TWOIM ZAMIAREM BYŁO WYWOŁANIE U MNIE FALI ROZPACZY, SMUTKU I NIEPOHAMOWANEJ ILOŚCI ŁEZ TO GRATULUJĘ, OSIĄGNĘŁAŚ SWÓJ CEL! właśnie topię się w morzu łez bo tem epilog jest ABSOLUTNIE GENIALNY! czytałam go z zapartym dechem w piersi. masz niesamowity talent do pisania, nawet nie próbuj zaprzeczać! możesz być z siebie dumna bo spełniłas moje oczekiwania w stu procentach! warto było tyle czekać, odwaliłas kawał dobrej roboty! każdy rozdział tego opowiadania był wyjątkowy, niesamowite zwroty akcji, zawsze coś tu się działo! To nie było byle jak prowadzone opowiadanie, każdy rozdział miał w sobie to coś co zachęcało do dalszego czytania.. Będę bardzo mile wspominała ten czas, to jest coś czego nie można opisać słowami.. starałam się komentować każdy rozdział, aby w choć małym stopniu wynagrodzić ci trud pisania, poświęcony czas.. rozumiałam, kiedy nie byłaś w stanie dodać nexta - jesteś tylko człowiekiem, masz swoje życie prywatne jak każdy z nas.. starałam się czasem cię zmotywować moimi głupsimi tekścikami na tt i żarcikami które były tak śmieszne że aż wcale lolz XD chcę ci podziękować za to ze stworzyłaś to opowiadanie, że miałam szansę je czytać, dziękuję również za wspomnienie o mnie pod epilogiem - nawet nie masz pojęcia jak dużo to dla mnie znaczy i dzięki tobie mam banana na ryju tak długiego i wielkiego jak penis Hazzy (suchar time XD - nie śmieszne, lolz) :D cóż, po tak optymistycznym akcencie kończę swój kilometrowy wywód który płynie prosto z mojego serca, jest jak najbardziej szczery i chcę dodać że z chęcią będę czytała twoje dalsze opowiadania, jeśli zdecydujesz się jakiekolwiek jeszcze napisać :) POZOSTAJE MI TYLKO NAPISAĆ: DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO - TWOJA WIERNA CZYTELNICZKA @turnmyswagbro :3 Xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG, nie mogę trochę tego pojąć, to byl tylko jej sen ?coo ?
    I DON"T UNDERSTAND ! to wszystko dzieje sie jeszcze raz.. tego się na pewno nie spodziewałam, ale podoba mi sie, bardzo mi się podoba. zanim zaczęła czytać to opowiadanie, to najpierw czytam to o Oldze i Ninie, dobrze pamietam ich imiona ? ;p lubiłam tamto opowiadanie, ale to jest- było nieziemskie. kochałam to czytać, nie wierze, że to już koniec, masakra. siedzę na krześle i placzę, z moich oczu wylewają się pojedyncze łzy... w tym opowiadaniu uwielbiałam wątek Lily i Zayna, czekałąm tak długo aż będą oni razem. ta śmierć Ash, była dla mnie wielkim zaskoczeniem, wtedy wydawało mi się, ze nie wiem co sie dzieje, ale z porównaniem do tego co teraz czuję, tamto to było nic. Masz talent i cieszę się, że miałąm okazje przeczytać Twoje opowiadanie, mam nadzieje, że nadal będziesz pisać i jak zawsze informować :D Bardzo Ci dziękuje i życze powiedzenia dalej ;)
    I love you so much ;**
    Pozdrawiam bardzo cieplutko i życzę by ostatni tydzień wakacji był dla Ciebie udany. Bay. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to był jej sen, ale jak już pewnie zauważyłaś, wszystko zaczyna się od początku. O Oldze i Nicole :)Cieszę się, że to opowiadanie wywarło na tobie tyle emocji, to dużo dla mnie znaczy.
      Dziękuję bardzo i nawzajem xxx

      Usuń
  3. Zostałaś nominowana do do Versatile Blogger :D
    Po więcej informacji zajrzyj tutaj : http://live-while-we-are-young-my-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój boże to był sen?! Nie wierzę.... bardzo piękne opowiadanie :) Pięknie piszesz :) Oby tak dalej.

    Zapraszam bardzo serdecznie do mnie. http://pod-sila-wiatru.blogspot.com/
    Ledwo co zaczynam, więc jest tylko prolog. Napisz koniecznie, co sądzisz o tym prologu :)
    Będę wdzięczna za komentarz ;)
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To bylo cudowne ,wzruszające ale szkoda ze Lili później nie byla z Naillem
    Ale poza tym cudo zazdroszcze ci tego talentu i proszę napisz nowe opowiadanie prosze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żaden tam talent, ale dziękuję bardzo za miłe słowa :)

      Usuń